LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

O wszystkim, co nie dotyczy weksli i windykacji, ale - według ciebie - powinno znaleźć się na tym forum
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 02 cze 2013, 15:15

Pensje prześwietlone

Pensja w wysokości 2,5 tys. zł kosztuje pracodawcę dodatkowe 1,5 tys. zł. Podpowiadamy, jak przeliczać brutto na netto w umowie o pracę.
Różnica między kwotą, jaką rzeczywiście zarabia pracownik, a jaką co miesiąc musi przeznaczyć na niego pracodawca, nosi nazwę klina podatkowego. Jego istnienie wynika z faktu, że pewna część wynagrodzenia trafia do takich instytucji, jak Urząd skarbowy, Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Narodowy Fundusz Zdrowia, w formie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne oraz podatku dochodowego. Jeśli klin podatkowy jest zbyt wysoki, to dławi przedsiębiorczość i zniechęca do tworzenia miejsc pracy, zasilając tym samym szarą strefę i grono osób zatrudnionych na tzw. umowach śmieciowych. Klin jest niestety w gospodarce złem koniecznym, a jedyne, co pozostaje przedsiębiorcom i pracownikom, to orientować się w różnicach między kwotami brutto a netto.

Najpierw ubezpieczenie

Rozłóżmy proces „unettowiania” wynagrodzenia z tytułu umowy o pracę na czynniki pierwsze. Na potrzeby przykładu wykorzystamy kwotę 3 510,22 zł – tyle wyniosło przeciętne wynagrodzenie w polskiej gospodarce w III kwartale 2012 roku. Jest to kwota brutto pracownika, widniejąca na umowie łączącej pracownika i pracodawcę.      Pierwszym krokiem przy ustalaniu pensji brutto będzie odjęcie od wynagrodzenia brutto składek na ubezpieczenie społeczne. Do ZUS-u trafiają trzy rodzaje składek: na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i chorobowe. Z ich tytułu wynagrodzenie brutto pracownika zostanie uszczuplone odpowiednio o 9,76 proc., 1,5 proc. i 2,45 proc. (łącznie 13,71 proc.).

Policzmy: 13,71 proc. x 3 510,22 zł = 481,25 zł  

481,25 zł to pierwsza z kwot, która uszczupli to, co pracownik dostanie „na rękę”. Kolejną stanowi składka na ubezpieczenie zdrowotne. Jej wysokość stanowi 9 proc. z wynagrodzenia brutto pomniejszonego o opłacone wcześniej składki na ubezpieczenie społeczne.

W naszym przykładzie wyniesie ona: 9 proc. x (3 510,22 zł – 481,25 zł) = 272,61 zł  

Potem podatek

Nasze wynagrodzenie jest więc odchudzone już o ponad 750 zł, a odliczyliśmy dopiero składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. W następnym kroku przychodzi pora na potrącenie zaliczki na podatek dochodowy. By obliczyć jej wysokość, musimy najpierw poznać podstawę opodatkowania. Wyznaczamy ją, odejmując od wynagrodzenia brutto finansowane przez pracownika składki ZUS (481,25 zł) oraz ustalaną corocznie kwotę wolną od podatku.  W 2013 roku podstawowa kwota (stosowana dla osób pracujących na jednym etacie) wynosi 111,25 zł.

Podstawa opodatkowania wyniesie zatem: 3 510,22 zł – 481,25 zł – 111,25 zł = 2 917,72 zł  

Teraz musimy dowiedzieć się, ile wynosi zaliczka na podatek dochodowy. Podstawę opodatkowania zaokrąglamy więc do pełnych złotych i mnożymy przez 18 proc. (pod warunkiem że mieści się ona w pierwszym progu podatkowym. By to sprawdzić, mnożymy ją przez 12 i sprawdzamy, czy nie przekracza kwoty 85 528,00 zł. Każda złotówka powyżej tego poziomu opodatkowana jest stopą 32-proc.). Aby ustalić zaliczkę na podatek, musimy jeszcze od otrzymanego wyniku odjąć kwotę zmniejszającą podatek, czyli 46,33 zł w skali miesiąca.

(2 917,72 zł x 18 proc.) – 46,33 zł = 478,86 zł .

Od wyniku odliczamy jeszcze jedną, ostatnią już pozycję – składkę na ubezpieczenie zdrowotne w wysokości 7,75 proc. (ten odsetek mnożymy przez wynagrodzenie brutto pomniejszone o składki na ubezpieczenie społeczne). 7,75 proc. x  (3 510,22 zł – 481,25 zł) = 234,74 zł  

Ostatecznie zaliczka na podatek dochodowy wyniesie:

 478,86 zł – 234,74 zł = 244,12 gr, a po zaokrągleniu do pełnych złotych – 244 zł.  

Tyle na rękę

Mając za sobą powyższe obliczenia (nie jest to wyższa matematyka, ale trzeba uważać, by po drodze niczego nie przeoczyć), możemy ostatecznie policzyć, ile jako pracownik dostaniemy netto z kwoty brutto na umowie. Odejmujemy zatem:  

Kwota wynagrodzenia brutto (3 510,22 zł) – składki ZUS opłacane przez pracownika (481,25 zł) – składka na ubezpieczenie zdrowotne 9 proc. (272,61 zł) – zaliczka na podatek dochodowy 244 zł = 2512,36 zł.  

Jeśli jako pracodawca zgodzimy się wpisać pracownikowi w umowie kwotę wynagrodzenia brutto w wysokości 3 510,22 zł, to na jego konto miesięcznie wpłacać będziemy 2512,36 zł. Czy istnieje jakiś prostszy sposób na przeliczenie brutto na netto? Niestety, jeśli chcemy znać dokładne liczby, nie unikniemy kalkulatora i kartki. Znając kwotę brutto możemy natomiast ze sporą precyzją szacować wynagrodzenie „na rękę”. Jeśli bowiem porównamy kwoty netto i brutto z przedziału od 2 do 7 tys. zł (brutto), to okazuje się, że średnia kwota netto stanowi 71 proc. brutto. Dla pensji z tego przedziału wystarczy więc w praktyce pomnożyć brutto przez 0,71 by wiedzieć, jakie przelewu od pracodawcy się spodziewać.  

Pracodawca płaci więcej

Pamiętajmy jednak, że kwota brutto ustalona z pracownikiem wcale nie jest tożsama z kosztem, jaki pracodawca poniesie z tytułu jego zatrudnienia. By dać członkowi swojej kadry 2512,36 zł, właściciel firmy musi wyjąć z kieszeni znacznie więcej niż tylko 3 510,22 zł. Dzieje się tak dlatego, że odprowadza za pracownika część składek na ubezpieczenie społeczne. Ile więc taka pensja będzie rzeczywiście kosztować przedsiębiorcę?

Po pierwsze do kwoty brutto na umowie o pracę (tzw. brutto pracownika) musimy dodać wartość składek na ubezpieczenie społeczne odprowadzanych przez pracodawcę. W ich skład wchodzi składka na ubezpieczenie rentowe w wysokości 6,5 proc. oraz emerytalne – 9,76 proc. Jest też ubezpieczenie wypadkowe, którego wysokość waha się w zależności od rodzaju wykonywanej pracy. Dla naszych obliczeń przyjmiemy najniższą stawkę – 0,67 proc. Obciążenia z tytułu wpłat do ZUS wyniosą łącznie 14,93 proc.

3 510,22 zł x 16,93 proc. = 594,28 zł  

Oprócz ZUS-u, pracodawca musi też zapłacić składki na Fundusz Pracy oraz Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Wynoszą one odpowiednio 2,45 proc. i 0,1 proc. podstawy wymiaru składek (czyli kwoty brutto). Doliczamy więc:   3 510,22 zł x 2,46 proc.   = 89,86 zł  

Kwota wynagrodzenia brutto pracodawcy wynosi łącznie:

3 510,22 zł + 594,28 zł + 89,86 zł = 4194,36 zł

Na szczęście można skorzystać z drogi na skróty. Pracodawca chcący szybko przeliczyć kwotę brutto z umowy o pracę na rzeczywiste koszty zatrudnienia, powinien pomnożyć ją przez 1,19. Należy jednak pamiętać, że przelicznik ten zadziała tylko przy założeniu takiej procentowej wysokości składek, jak w powyższym przykładzie.

 Grzegorz Morawski
Własny Biznes. Franchising
http://biznes.onet.pl/praca/pensje-prze ... news-detal
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 08 cze 2013, 09:54

Co robić, gdy ktoś podpisał umowę telefoniczną na moje dane? Radzą operatorzy
Skradziono ci lub zgubiłeś dowód osobisty i po jakimś czasie dostałeś fakturę do zapłacenia od sieci, mimo że nie masz w niej wykupionego abonamentu? Najprawdopodobniej ktoś posłużył się twoimi danymi i zrobił z ciebie słupa. Zapytaliśmy sieci telefoniczne, co zrobić, by wyjść z tej nieprzyjemnej sytuacji bez szwanku

Do naszej redakcji w ostatnim czasie przychodzi coraz więcej wiadomości od oszukanych w ten sposób czytelników. Ostatnio opisywaliśmy historię pana Marcina, który kilka lat temu stracił dowód, a niedawno zaczął dostawać rachunki za umowy, które ktoś podpisał na jego nazwisko. Najpierw doręczono mu nakaz zaległych 3 tys. zł za abonament w Orange, kilka dni później rachunek na 1,4 tys. zł z Play, a potem jeszcze na 2,4 tys. zł z Plusa. - W tej chwili czekam jeszcze na podobną korespondencję z T-Mobile - załamuje ręce mężczyzna.

Zapytaliśmy biura prasowe czterech sieci komórkowych, co powinna zrobić osoba, na dane której podpisano "lewą" umowę. Na naszą korespondencję nie zareagowało tylko T-Mobile. Oto, co radzą rzecznicy prasowi pozostałych sieci.

Arkadiusz Majewski, biuro prasowe Plus

Najważniejsze, by klient, któremu skradziono dokumenty lub je zgubił, zgłosił ten fakt do odpowiednich instytucji i operatorów tuż po zaistnieniu zdarzenia. Przez odpowiednie instytucje rozumiemy - policję, banki, prokuraturę, urząd miasta lub gminy. Jest to dziś czynność naprawdę dość prosta, a pozwalająca uniknąć przykrych konsekwencji związanych z wykorzystaniem straconych dokumentów do zawarcia różnych umów zakupu czy kredytu przez osoby kradnące tożsamość. Istnieje nawet specjalny program propagujący zastrzeganie utraconych dokumentów: dokumentyzastrzezone.pl.

W przypadku, gdy dokumenty klienta zostały wykorzystane do podpisania umowy w sieci Plus, klient może zgłosić fakt nie przyznawania się do jej zawarcia. Może to zrobić telefonicznie (np.: infolinia Działu Windykacji Należności - tel. 601 102 607), osobiście (w punkcie agencyjnym lub salonie Plusa) lub pisemnie (Polkomtel Sp. z o.o., Departament Reklamacji, ul. Postępu 3, 02-676 Warszawa).

Sprawa zostanie skierowana do naszego zespołu i przeanalizowana. Najlepiej, aby do pisma informującego, że klientowi skradziono dokumenty lub je zagubił zostało załączone odpowiednie pismo z urzędu potwierdzające ten fakt. Jednocześnie, jeśli klienci tego jeszcze nie zrobili, to prosimy ich o zawiadomienie organów ściągania i ewentualne przedstawienie pisma potwierdzającego wszczęcie postępowania (zwłaszcza, gdy okaże się, że dowód osobisty jest nadal w posiadaniu klienta, a ktoś wykorzystuje jego tożsamość).

Biuro prasowe Orange

W przypadku zagubienia lub kradzieży dokumentów klient powinien przesłać faksem, na nr 022 588 78 99, pisemne oświadczenie z następującymi informacjami: imię i nazwisko właściciela dokumentów, adres zameldowania, numery identyfikacyjne i rodzaj zagubionych dokumentów (koniecznie PESEL oraz serię i numer dowodu osobistego), telefon kontaktowy do osoby zgłaszającej (właściciela dokumentów), w załączeniu kopię zaświadczenia z policji o zgłoszeniu utraty dokumentów wraz z kopią dokumentu ze zdjęciem poświadczającym tożsamość.

W sytuacji, gdy na podstawie skradzionych dokumentów została już zawarta umowa (kwestionowana przez klienta), klient powinien wypełnić formularz "Oświadczenia o niepodpisywaniu umowy". Jest on dostępny w salonach sieci Orange lub na stronie http://www.orange.pl pod tym linkiem.

Oświadczenie można także napisać samodzielnie. Ważne jest, aby opatrzyć je odręcznym podpisem. Dokument należy wysłać na adres: PTK Centertel Sp. z o.o., ul. Jagiellońska 34, 96-100 Skierniewice.

W przypadku, gdy klient nie skorzysta z gotowego formularza, konieczne jest ujęcie przez niego w oświadczeniu następujących informacji: imię i nazwisko klienta, adres zameldowania, telefon kontaktowy, PESEL, kopię dowodu osobistego, a także:

- wyraźne stwierdzenie, że klient nie podpisywał umowy/aneksu oraz wskazanie w miarę możliwości, dla jakich numerów telefonu, z jakiego okresu itp. zagineły dokumenty oraz że nie upoważniał nikogo do ich podpisania;

- jeżeli sprawa dotyczy aneksu, należy wskazać czy klient chce dalej korzystać z numeru, czy chce rozwiązać umowę;

- własnoręczny podpis;

- można także opcjonalnie dołączyć zaświadczenie z policji o kradzieży dokumentów oraz/lub zaświadczenie z urzędu o wyrobieniu nowych dokumentów (jeśli doszło do takiej sytuacji).

Marcin Gruszka, rzecznik prasowy Play

Jeśli okaże się, że ktoś podpisał umowę na dane naszego klienta, musi on osobiście zgłosić nadużycie w punkcie Play, załączając pisemne oświadczenie z własnoręcznym podpisem, z którego wprost wynika, że nie podpisywał umowy z P4 - MUSI tam pojawić się jednoznaczne STWIERDZENIE brzmiące: "nie podpisywałem umowy z P4". Gdy już złoży to oświadczenie, dobrze jest, żeby wziął również potwierdzenie jego złożenia w salonie.

Osoba taka może także zgłosić nadużycie policji. Natomiast zgłoszenie bezpośrednio do P4 zwykle powoduje szybsze wycofanie klienta z procesu ponagleń lub windykacji.

Jaka jest skala?

Zapytaliśmy też naszych rozmówców, jaka jest skala tego zjawiska. Arkadiusz Majewski z Plusa odpowiedział, że jego sieć nie prowadzi takich statystyk. Biuro prasowe Orange liczy, ile zgłasza się osób, na które podpisano "lewe" umowy, ale liczby tej zdradzić nie chce, tłumacząc, że są to statystyki prowadzone jedynie na potrzeby wewnętrzne. "W wielu przypadkach klienci wycofują oświadczenia o niepodpisywaniu umów, kiedy zachodzi podejrzenie, że umowa taka została podpisana przez kogoś z rodziny lub domowników" - pisze Orange w przesłanej do nas wiadomości.

W Play także prowadzone są takie statystyki. - To nie są tysiące osób, ale i nie jedna osoba na kwartał. Mniej więcej mowa o kilkudziesięciu takich przypadkach miesięcznie - mówi Gruszka.
http://pieniadze.gazeta.pl/Kupujemy/202 ... 59738.html


Co robić, kiedy ktoś robi z nas słupa do oszustw?
Co zrobić w sytuacji, w której ktoś zakłada konto bankowe na nasze dane osobowe i robi z nas słupa? Najpierw zgłosić to policji - radzi prawnik z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Pierwszą podstawową czynnością, jakiej należy dokonać w takiej sytuacji jest zgłoszenie sprawy do organów ścigania i opisanie przy tym w sposób precyzyjny przebiegu całego zdarzenia.

Dodatkowo należy skutecznie zabezpieczyć materiał dowodowy, w tym treść korespondencji mailowej, wiadomości SMS oraz billingi z rozmów telefonicznych. W sytuacji, w której istnieje jakiekolwiek podejrzenie podszywania się przez kogokolwiek pod naszą osobę przy wykorzystaniu naszych danych osobowych, warto również dokonać wymiany dowodu osobistego.

Z daleko idącej ostrożności należy również zawiadomić o całym zdarzeniu bank prowadzący nasz rachunek w celu dodatkowego zabezpieczenia naszych oszczędności, w tym rozważyć zmianę numeru rachunku bankowego.

Ponadto warto też oddać wykorzystywany przez nas sprzęt komputerowy specjaliście, który sprawdzi, czy nie zostało przy okazji zainstalowane na naszym sprzęcie dodatkowe oprogramowanie umożliwiające śledzenie naszej aktywność w sieci, w tym ułatwiające dostęp do treści stosowanych przez nas haseł dostępu.
http://wyborcza.biz/biznes/2029020,100897,13870102.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 11 cze 2013, 10:26

Ekspansja komorników 2013-06-07 (12:54)

Proponowane zmiany w prawie komorniczym idą we właściwym kierunku, ale komornikom się one nie podobają.

Ministerstwo Sprawiedliwości w tym roku zwiększy liczbę etatów komorniczych. Swój zamiar argumentuje rosnącą liczbą spraw wpływających do komorników i spadkiem skuteczności egzekucji. Obecnie w Polsce jeden komornik przypada na 35 tysięcy mieszkańców, a w tym roku proporcja ta ma się zmniejszyć do jednego na 30 tysięcy. Jak zapewnia ministerstwo, w pierwszym półroczu przybędzie około 200 nowych kancelarii komorniczych.

Krajowa Rada Komornicza (KRK) uważa, że zmiana ta niczemu nie służy i że zwiększenie etatów komorniczych wcale nie poprawi skuteczności egzekwowania należności od dłużników. Rada odpiera również zarzut, że wykonywanie wyroków sądowych jest przeciągane z powodu nadmiaru spraw, i zapewnia, że kancelarie komornicze realizują na bieżąco spływające do nich sprawy. - Jeśli przy bezrobotnym dłużniku postawimy nawet trzech komorników i pięciu asesorów, to z tego tytułu nie stanie się on nagle wypłacalny, a przekazywanie akt pomiędzy kancelariami tylko przedłuży postępowanie - mówi Robert Damski, rzecznik prasowy Krajowej Rady Komorniczej. - Dla skuteczności egzekucji decydujące znaczenie mają czynniki makroekonomiczne i to, czy dłużnik ma pracę - dodaje rzecznik.

Za co opłata komornicza

Zawód komornika jest objęty rządowym projektem deregulacji zawodów. Wkrótce będzie nowelizowana ustawa o komornikach sądowych i egzekucji oraz inne ustawy. Jedną z proponowanych zmian jest zmniejszenie częstotliwości sprawowania obowiązkowych kontroli kancelarii komorniczych przez prezesa sądu rejonowego. Obecnie kontrole odbywają się w razie potrzeby, lecz co najmniej raz do roku. Poprawka zakłada przeprowadzanie kontroli w razie potrzeby, lecz nie rzadziej niż raz na cztery lata.

Zmianie mają ulec też wynagrodzenia komorników, które ma zależeć od stopnia nakładu pracy. To rozwiązanie jest konsekwencją opinii wydanej przez Sąd Najwyższy, w której stwierdził on, że właściwe byłoby wskazanie takiego kryterium ustalenia wysokości opłat, które byłoby adekwatne do stopnia nakładu pracy komornika z uwzględnieniem poniesionych przez niego wydatków (opinia SN BSA 1-021 -500/12). Takiemu rozwiązaniu sprzeciwia się Krajowa Rada Komornicza.

Ponadto posłowie pracujący nad zamianami uważają, że potrzebna jest większa konkurencyjność wśród komorników. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Przemysław Wipler uważa, że zwiększenie etatów komorniczych jest potrzebne. Jego zdaniem w tej branży potrzebna jest większa konkurencyjność, po to, żeby komornicy nie skupiali się głównie na sprawach, dzięki którym mogą nieźle zarobić, lecz żeby byli dostępni dla wszystkich obywateli równo. Dlatego dla osiągnięcia tego celu - jego zdaniem - należy zwiększyć liczbę komorników.

Poseł przypomina, że w świetle prawa komornicy sądowi są funkcjonariuszami państwowymi i mają obowiązek zajmować się wszystkimi sprawami, które do nich spływają, także tymi, które nie dają dużego zysku. Obecnie wynagrodzenie komornika jest zależne od wielu czynników, przede wszystkim od wartości przedmiotu sporu, który podlega egzekucji. Przykładowo zajęcie majątku sprzedawców warszawskiej hali KDT w 2009 r. przyniosło komornikom 892 tys. zł zysku.

Posłowie chcą, by komornik mógł żądać za wykonanie postanowień o zajęciu rachunku bankowego, wynagrodzenia za pracę czy zasiłku 2 proc. wartości roszczenia kwalifikującego się do zabezpieczenia oraz nie więcej niż 100 proc. wysokości przeciętnego wynagrodzenia. Obecnie górną granicą tych opłat jest pięciokrotna wysokość przeciętnego wynagrodzenia. Jest także dolna granica - 3 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Dolną granicę posłowie chcą zlikwidować. Opłata stosunkowa zabezpieczenia wynosi obecnie do 8 proc. egzekwowanego świadczenia, ale nie mniej niż połowę i nie więcej niż dziesięciokrotność tego wynagrodzenia. Posłowie chcą, by wynosiła ona 3 proc. wartości egzekwowanego świadczenia, ale nie mniej niż jedna dwudziesta i nie więcej niż 100 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Te zmiany zakłada projekt ustawy przygotowany przez klub parlamentarny Ruch Palikota.

Krajowa Rada Komornicza podnosi, że ta zmiana doprowadzi do kryzysu kancelarii komorniczych i do zwolnień komorników. Zastrzeżenia ma także rząd, który podkreśla, że zgodnie z prawem opłaty egzekucyjne służą komornikom na pokrycie kosztów ich działalności i że zamierzając wprowadzać zmiany w kwestii tych opłat, należy uwzględnić ogólne koszty egzekucji.


Krzysztof Kłosowski, poseł Ruchu Palikota, uważa, że w sytuacji kryzysu z pewnością nowi komornicy będą potrzebni. Jest za tym, żeby odebrać prawo do pobierania opłaty przez komornika z powodu odwołania postępowania egzekucyjnego. - Jeśli w konsekwencji komornik nie wykonał swojej pracy, nie powinien dostawać wynagrodzenia - mówi Kłosowski i rozważa złożenie autopoprawki do projektu zmiany ustawy o działalności komorników.

PESEL lub KRS

W działalności firm zajmujących się windykacją zdecydowanie pomógł e-sąd przy Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód w Lublinie. Działa on od stycznia 2010 roku. - Okazuje się że największymi beneficjentami tej instytucji są firmy windykacyjne, i na pewno z myślą o nich, a nie o zwykłych ludziach została ona stworzona - mówi adwokat Artur Wdowczyk. Tylko jeden procent osób fizycznych składa pozwy do e-sądu. Najwięcej spraw jest wnoszonych przez firmy windykacyjne, a dokładnie przez 15 podmiotów z tej branży. W 2010 roku 72% wszystkich spraw wniesionymi do e-sądu były sprawami wniesionymi przez te firmy. Z kolei w 2012 roku do e-sądu trafiło blisko 2,5 mln spraw. To ponad jedna czwarta wszystkich spraw cywilnych rozpatrywanych we wszystkich sądach rejonowych. W 2013 roku sprawy egzekucyjne stanowią już blisko 63 proc. wszystkich e-pozwów.

Dlaczego aż tyle? Odpowiedź jest prosta: e-sąd umożliwia wydawanie w ekspresowym tempie wyroków zasądzających zapłatę. Średni czas wydania nakazu zapłaty przez e-sąd w uproszczonym, elektronicznym postępowaniu upominawczym to około 8 dni. Wyroki są wydawane zaocznie bez okazywania dowodów (oryginałów dokumentów). W efekcie dochodzi do wielu nadużyć, jak na przykład zasądzania spłaty przedawnionych długów lub tych, które faktycznie nie istnieją. Pokrzywdzeni skarżą się, że wirtualne orzekanie sprawia, że e-sąd wydaje wyroki, nie dochodząc prawdy.

Eksperci nie ukrywają, że e-postępowanie ma poważne luki prawne, które pozwalają nawet na dokonywanie oszustw za jego pomocą. Media nagłaśniały przypadki otrzymywania wyroków zapłaty przez osoby o takim samym nazwisku jak dłużnik, podawania sądowi przez wierzycieli błędnych adresów korespondencyjnych dłużników czy egzekwowania za pomocą e-sądu przedawnionych długów.

Choć komornik nigdy nie był zwolniony z konieczności ustalania, kto jest faktycznym dłużnikiem, ale ze względu na błędy i nadużycia towarzyszące wyrokom e-sądu w Sejmie opracowano projekt ustawy o zmianie Kodeksu postępowania cywilnego. Nowe przepisy nakazują w klauzuli wykonalności zamieszczania numeru PESEL lub NIP, lub KRS dłużnika, a także nakładanie kary grzywny na osoby, które celowo bądź poprzez niezachowanie odpowiedniej staranności nieprawidłowo oznaczyły osobę dłużnika. Poza tym zmiany w prawie idą w kierunku, by w elektronicznym postępowaniu upominawczym mogły być dochodzone roszczenia, które były wymagalne do trzech lat przed dniem wniesienia pozwu.

Rewolucja rewirowa

Ministerstwo Sprawiedliwości ma odmienną wizję profesji komornika i opracowuje założenia zmian w prawie komorniczym, które mają podążać za zmieniającą się rzeczywistością społeczno-gospodarczą. - Obejmowałaby ona wyłącznie problemy ustrojowe i organizacyjne zawodu komornika sądowego, a poza jego granicami znalazłyby się normy, które obecnie pozostają w strukturze ustawy, a w istocie stanowią materię właściwą dla Kodeksu postępowania cywilnego - informuje Wioletta Olszewska z biura prasowego Ministerstwa Sprawiedliwości. - Zgodnie z takim założeniem konieczne stanie się również opracowanie nowego aktu prawnego regulującego problematykę opłat egzekucyjnych – dodaje.

Ministerstwo chce również, żeby można było kierować do komorników pisma w postaci elektronicznej, co znacznie przyspieszy procedurę egzekwowania zobowiązań.

Z kolei rządowy projekt zakłada zmianę sposobu obsadzania rewirów komorniczych. Osoba ubiegająca się o stanowisko komornicze miałaby wskazywać rewir, w którym chce prowadzić kancelarię, a minister sprawiedliwości uwzględniałby taki wniosek. Odbywałoby się to bez konieczności tworzenia nowego stanowiska i dokonywania obwieszczenia. Minister będzie jednak decydował o liczbie działających na danym terenie komorników. Krajowa Rada Komornicza uważa, że ta zmiana spowoduje całkowitą utratę kontroli nad jakością prowadzenia działalności egzekucyjnej.

W opinii adwokata Artura Wdowczyka problemem społeczeństwa nie jest brak komorników ani też opłaty komornicze, tylko działanie sądów, i - jak podkreśla - pochylanie się nad problemem opłat komorniczych czy liczbą komorniczych etatów nie powinno mieć pierwszeństwa nad zmianami w organizacji działań sądów.

Ewa Tylus
http://finanse.wp.pl/kat,1036071,title, ... omosc.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 30 cze 2013, 10:33

Płace minimalne w Europie
Wysokość płacy minimalnej w większości państw UE ustalana jest przez rządy lub regulowana za pomocą ustawy. W pozostałych krajach jest ona przedmiotem negocjacji pomiędzy pracodawcami a związkami zawodowymi.
Najwyższe płace minimalne, powyżej 1400 euro miesięcznie, otrzymują pracownicy zatrudnieni w takich krajach jak: Luksemburg, Belgia, Francja, Irlandia i Holandia. Ich wysokość jest tak duża, że przewyższa średnie pensje w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Wśród państw „nowej Unii” najwyższą płacą minimalną mogą się pochwalić Słoweńcy (ponad 780 euro), i co ciekawe jest ona wyższa od najniższego uposażenia w Hiszpanii i Portugalii. W pozostałych krajach wschodnioeuropejskich wysokość minimalnego wynagrodzenia kształtuje się w granicach 157-376 euro.
Nie we wszystkich krajach Europy istnieje odgórnie określona przepisami płaca minimalna. W takich państwach jak Austria, Niemcy, Finlandia, Szwecja, Dania i Włochy o wysokości najniższej pensji, decydują zbiorowe porozumienia zawierane między związkami zawodowymi, a organizacjami pracodawców. Regulacje te zapisywane są w umowach zbiorowych osobno dla każdej branży. Odbywa się to na szczeblu krajowym, regionalnym i lokalnym.
8,48 euro/godz. w Holandii
Stawka minimalna dla osób zatrudnionych w Holandii w pełnym wymiarze 40 godzin tygodniowo wynosi obecnie 8,48 euro/godz. brutto. Podana kwota dotyczy pracowników w wieku powyżej 23 lat. Wysokość stawek minimalnych w kraju tulipanów ustalana jest co sześć miesięcy i zwykle podlega zwiększeniu. Przepisy o płacy minimalnej dotyczą też osób zatrudnionych w systemie akordowym. W ten sposób wynagradzanych jest wielu Polaków pracujących w tym kraju sezonowo. Bez względu na to czy będziesz rozliczany od kilograma, liczby zebranych skrzynek czy też od wyrobionych metrów kwadratowych, twoja wypłata w przeliczeniu na godzinę nie może być niższa od minimalnej stawki.
Zarobki większości naszych rodaków oscylują na poziomie holenderskiej płacy minimalnej, która w zależności od liczby godzin pracy w tygodniu wynosi 8,48-9,16 euro na godzinę. Pracując za takie pieniądze jesteś w stanie zarobić około 340 euro tygodniowo. To absolutne minimum, jakie musi ci wypłacić holenderski pracodawca po przepracowaniu 40 godzin w tygodniu. Przy tej stawce twój miesięczny dochód brutto wyniesie około 1470 euro. Po odliczeniu podatku i składki na ubezpieczenie zarobisz "na czysto" w granicach 1200 euro.
Wielka Brytania i Irlandia
Zwiększenia stawki minimalnej mogą spodziewać się w tym roku Polacy zatrudnieni na Wyspach. Już od 1 października br. wzrośnie ona do 6,31 Ł na godzinę. To o 12 pensów więcej niż obecnie. Propozycje nowych stawek opracowanych przez komisję Low Pay Commission zostały zaakceptowane przez rząd i podane do wiadomości publicznej. Stawka dla osób w wieku 18-20 lat wzrośnie o 5 pensów i wyniesie 5,03 Ł, natomiast godzina pracy 16- i 17-latków będzie warta 4 pensy więcej, czyli 3,72 funta. Ministrowie odrzucili rekomendacje niezależnej Komisji Płacy Minimalnej (Low Pay Commission – LPC), dotyczące zamrożenia stawki dla praktykantów – czeladników (apprentice). Wzrośnie ona o 3 pensy (z 2,65 Ł na 2,68 Ł na godzinę).
W Irlandii, podobnie jak w Wielkiej Brytanii, stawka minimalna odnosi się do przepracowanej godziny. Warto dodać, że w wielu sektorach irlandzkiej gospodarki mamy do czynienia z osobnymi regulacjami dotyczącymi wysokości najniższych płac. Są one wynikiem zbiorowych porozumień zawartych między przedstawicielami pracodawców i pracowników.
Pomimo podobieństw, system ten nie jest odpowiednikiem rozwiązań stosowanych w krajach skandynawskich, gdzie wysokość najniższej płacy nie jest uregulowana ustawowo. W przeciwieństwie do Norwegii czy Szwecji, na Zielonej Wyspie funkcjonuje określona przez prawo podstawowa stawka minimalna. Wynosi ona obecnie 8,65 euro na godzinę. Irlandzkie przepisy umożliwiają pracodawcom wypłacanie wynagrodzenia poniżej tej kwoty. Dotyczy to głównie pracowników młodocianych i stażystów.
Stawki minimalne nad Renem
O wysokości najniższej pensji za Odrą decydują zbiorowe porozumienia zawierane między związkami zawodowymi a organizacjami pracodawców. Regulacje te zapisywane są w umowach zbiorowych osobno dla każdej branży, grupy zawodowej, a nawet firmy. Odbywa się to na szczeblu krajowym, regionalnym i lokalnym. Umowy podpisywane są również na poziomie poszczególnych zakładów, takich jak: Volkswagen, Siemens czy Deutsche Telekom.
W niektórych branżach i grupach zawodowych układy podlegają modyfikacjom co roku, w innych natomiast pozostają niezmienne od wielu lat. Nie dotyczy to tylko poszczególnych sektorów, ale również zawodów, i to w zależności od danego regionu. Np. wysokość stawek minimalnych dla malarzy w Badenii Wirtembergii (zachodnie Niemcy) zmieniano po raz ostatni w układzie zawartym w 2009 roku, podczas gdy w Meklemburgii (wschodnie Niemcy) pozostaje on bez zmian od 7 lat. Ma to niewątpliwy wpływ na wysokość ich zarobków z tego ostatniego regionu, które są prawie o 2 euro niższe niż w Badenii Wirtembergii. W zachodnich landach wzrost stawek następuje zdecydowanie częściej, przeważnie co roku.
Za Odrą trwa obecnie gorąca debata nad pomysłem wprowadzenia w Niemczech powszechnej płacy minimalnej. Największymi zwolennikami tego rozwiązania są politycy opozycji oraz niemieckie związki zawodowe, dla których wprowadzenie takiej regulacji jest tylko kwestią czasu. Sprawą płacy minimalnej zajęła się niedawno wyższa izba niemieckiego parlamentu – Bundesrat. Przedstawicielom partii opozycyjnych (SPD, Zieloni i Lewica) udało się przeforsować projekt ustawy wprowadzającej powszechną płacę minimalną na poziomie 8,50 euro na godzinę. Nie znajdzie on jednak poparcia rządowej koalicji (CDU i FDP) w Bundestagu, która nie ukrywa krytycznego stosunku do pomysłu wprowadzenia powszechnej płacy minimalnej. Zdaniem polityków tych partii powinna być ona zróżnicowana pod względem regionalnym oraz branżowym.
Dania i Norwegia
Również w przypadku Danii wysokość minimalnych stawek w poszczególnych sektorach tamtejszej gospodarki ustalana jest na podstawie układów zbiorowych zawartych pomiędzy związkami zawodowymi a pracodawcami. Zawierane są one na szczeblu centralnym dla wszystkich obszarów działalności, a także w odniesieniu do poszczególnych sektorów gospodarki, np. branży budowlanej. Przykładem takiego porozumienia jest układ zbiorowy zawarty pomiędzy związkami zawodowymi a Duńskim Zrzeszeniem Budownictwa Danskbyggeri. To ostatnie obejmuje ok. 6,5 tys. przedsiębiorstw budowlanych oraz producentów konstrukcji i materiałów. Firmy te zatrudniają ok. 90 tys. pracowników, w tym wielu Polaków. Na podstawie zawartego układu ze stroną związkową, pracodawcy zobowiązują się do przestrzegania ustaleń dotyczących wysokości minimalnych stawek za godzinę. Dzięki temu, polski pracownik zatrudniony na duńskiej budowie nie może zarabiać mniej niż 113,85 koron na godzinę. W przypadku pracy na akord minimalna stawka godzinowa określona jest w widełkach między 150-180 koron na godzinę.
Drogą układów zbiorowych regulowany jest też norweski rynek pracy. Minimalna stawka pracownika niewykwalifikowanego zatrudnionego w budownictwie wynosi 118 koron Jego doświadczony kolega musi zarobić co najmniej 134,75 koron na godzinę.
Porozumienie zbiorowe obejmuje też wszystkie zawody dotyczące sektora rolniczego i ogrodniczego w Norwegii. Wysokość stawek w tej branży zależy m.in. od wieku pracownika, jego kwalifikacji, formy zatrudnienia oraz długości obowiązywania kontraktu. Stawka minimalna polskiego pracownika sezonowego zatrudnionego maksymalnie do 12 tygodni wynosi 97,50 koron na godzinę. W przypadku dłuższego okresu pracy, czyli 12-24 tygodni wzrasta ona do 103 koron. Pracując w Norwegii powyżej sześciu miesięcy twoje wynagrodzenie musi odpowiadać stawce minimalnej obowiązującej pracowników zatrudnionych w rolnictwie na stały etat. W tym przypadku wynosi ona 115 koron na godzinę. Stawka godzinowa osoby poniżej 18 roku życia musi wynieść co najmniej 77 koron.
Płace minimalne w wybranych krajach Europy (wg Eurostat)
Luksemburg: 1874,19 euro/mies.
Belgia: 1501.82 euro/mies.
Holandia: 1469,40 euro/mies.
Irlandia: 1461,85 euro/mies.
Francja: 1430,22 euro/mies.
Wielka Brytania: 1264,25 euro/mies.
Słowenia: 783,66 euro/mies.
Hiszpania: 752.85 euro/mies.
Malta: 697,42 euro
Grecja: 683,76 euro/mies.
Portugalia: 565,83 euro/mies.
Polska: 376,58 euro/mies.
Chorwacja: 374,31 euro/mies.
Węgry: 340,55 euro/mies
Słowacja: 337,70 euro/mies.
Czechy: 312,01 euro/mies.
Litwa: 289,62 euro/mies.
Łotwa: 287,07 euro/mies.
Bułgaria: 158,50 euro/mies.
Rumunia: 157,26 euro/mies.

Maciej Sibilak
Praca i Nauka Za Granicą
http://biznes.onet.pl/praca/place-minim ... news-detal
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 30 cze 2013, 14:37

Nie zostawiaj swoich bliskich z długami

Spłacając kredyt na znaczną kwotę warto rozważyć ubezpieczenie się na życie. Dzięki niemu, w przypadku śmierci lub poważnej choroby, nie zostawimy swojej rodziny z dodatkom problemem w postaci długu. Expander podpowiada, na co zwracać uwagę decydując się na takie ubezpieczenie i ile może ono kosztować.

Ubezpieczenia na życie mogą być zawierane na czas z góry określony, np. na okres 5 lat, lub na czas nieokreślony. Każde z nich ma swoje wady i zalety. Ubezpieczenia na czas określony mają zwykle znacznie wyższą sumę ubezpieczenia przy niższej składce. Należy jednak pamiętać, że po zakończeniu okresu umownego ubezpieczenie to wymaga nabycia kolejnej polisy. Ta, będzie jednak zawierana już na nowych, zwykle mniej korzystnych warunkach. Będziemy bowiem już o kilka czy kilkanaście lat starsi, co ma znaczący wpływ na wysokość składki jaką przyjdzie nam płacić.

Suma ubezpieczenia to nic innego jak wysokość świadczenia, jakie zostanie wypłacone w przypadku zaistnienia zdarzenia objętego ochroną ubezpieczeniową (np. utrata zdrowia, śmierć). Im wyższa suma ubezpieczenia, tym oczywiście więcej przyjdzie nam zapłacić za polisę. Jaką sumę ubezpieczenia powinniśmy więc wybrać? Przede wszystkim odpowiednią do naszej sytuacji finansowej oraz taką, na którą nas po prostu stać. Idealnie było by, gdyby polisa na życie była wystawiona na sumę ubezpieczenia równą co najmniej wszystkim naszym zobowiązaniom finansowym. Jeżeli więc przykładowo mamy samochód kupiony na raty za 30 tys. zł a do tego spłacamy kredyt studencki o wartości 30 tys. zł i pożyczkę gotówkową 10 tys. zł, nasza suma ubezpieczenia powinna wynosić minimum 70 tys. zł. Jeżeli pozostawimy po sobie rodzinę, warto także zabezpieczyć ich przyszłość. Dodatkowe 30-50 tys. zł sumy ubezpieczenia oczywiście nie ukoi straty po bliskiej osobie, ale pozwoli przez kilka czy kilkanaście miesięcy nie martwić się o budżet domowy i ułatwi przeorganizowanie życia: znalezienie innej pracy, przeprowadzenie się do mniejszego mieszkania czy zweryfikowanie wydatków.

Ubezpieczenia na życie różnią się między sobą w kwestii zakresu ochrony ubezpieczeniowej. Niektóre polisy np. wypłacą świadczenie wyłącznie w przypadku śmierci osoby ubezpieczonej. Są one zdecydowanie najtańsze i bardzo popularne. W poniższej tabeli znajdują się przykładowe, orientacyjne wysokości sumy ubezpieczenia i wysokości składki miesięcznej dla osób w różnym wieku:

Nie mniej popularne są ubezpieczenia, gdzie zakres ochrony jest zdecydowanie szerszy. Co może być objęte ochroną ubezpieczeniową? Uszczerbek na zdrowiu, wypadek komunikacyjny, utrata pracy, urodzenie się dziecka, śmierć rodziców/teściów, operacje szpitalne, pobyt w szpitalu, niezdolność do pracy, zawał serca czy udar mózgu. Tylko od towarzystwa ubezpieczeniowego zależy, jak dużą ochroną zgodzi się objąć ubezpieczonego. Oczywiście tego typu ubezpieczenia są znacznie droższe niż typowe ubezpieczenia na wypadek śmierci. Decydując się więc na ubezpieczenie o szerokim wachlarzu ochronnym warto dokładnie przeczytać kiedy, w przypadku poszczególnych zdarzeń, zostanie nam wypłacone świadczenie. Na rynku możemy także znaleźć polisy, które chronią na wypadek wystąpienia tylko pewnych konkretnych zdarzeń np. śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku w komunikacji, zachorowanie na nowotwór czy utrata pracy.

Towarzystwa ubezpieczeniowe mają także prawo, w pewnych okolicznościach, nie wypłacić świadczenia ubezpieczeniowego. Okoliczności takie nazywa się wyłączeniami odpowiedzialności i w większości polis ubezpieczeniowych są niemal identyczne. Najczęściej towarzystwo nie wypłaci świadczenia jeżeli zdarzenie ubezpieczeniowe nastąpiło, gdy ubezpieczony był pod wpływem narkotyków lub alkoholu, brał udział w przestępstwie czy prowadził pojazd mechaniczny bez stosownych uprawnień.

Najczęściej z odmową spotkamy się także, gdy będziemy poszkodowani w zamachu terrorystycznym, w następstwie działań wojennych lub gdy popełnimy samobójstwo. Warto poświęcić chwilę na dokładne przeczytanie wyłączeń danej polisy zanim zdecydujemy się na jej zawarcie. Należy bowiem pamiętać, że nie zawsze są one takie same - istnieją towarzystwa ubezpieczeniowe, które mają znacznie mniej wyłączeń niż inne. W niektórych przypadkach ochrona polisy nie ustaje, nawet jeżeli zdarzenie wystąpi gdy jesteśmy pod wpływem alkoholu czy prowadzimy samochód bez prawa jazdy. Oczywiście polisy takie są dużo droższe, cieszą się jednak nie małym zainteresowaniem.

Decydując się na zawarcie ubezpieczenia na życie, przede wszystkim należy przeanalizować swoje potrzeby: to przed czym chcemy ochronić siebie i swoich bliskich i jakie są nasze priorytety. Musimy również ustalić, ile za naszą ochronę jesteśmy w stanie zapłacić. Dopiero mając odpowiedzi na te pytania możemy rozpocząć poszukiwania ubezpieczenia. Aby usprawnić proces doboru odpowiedniego ubezpieczenia dobrym pomysłem jest także spotkanie z doradcą ubezpieczeniowym lub finansowym. Pomoże on bowiem przebrnąć przez gąszcz ofert dostępnych na rynku i znacząco skróci czas poszukiwania odpowiedniej dla nas polisy.
Norman Wieja, doradca finansowy firmy Expander


http://biznes.interia.pl/finanse-osobis ... 32616,4141
Załączniki
Tabela.jpg
W poniższej tabeli znajdują się przykładowe, orientacyjne wysokości sumy ubezpieczenia i wysokości składki miesięcznej dla osób w różnym wieku
Tabela.jpg (89.52 KiB) Przejrzano 24957 razy
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 08 lip 2013, 07:21

Koniec naciągania obywateli przez komorników i windykatorów 2013-07-07 (10:15)

Od dzisiaj obowiązują zmiany w Kodeksie postępowania cywilnego. Nowe przepisy mają nas uchronić przed dochodzeniem długów przedawnionych i tych całkowicie wyssanych z palca. Według danych BIG Infomonitor już ponad 2 mln Polaków ma problemy ze spłatą swoich zobowiązań.

Już kilka miesięcy po uruchomieniu lubelskiego e-sądu w 2010 roku firmy windykacyjne zaczęły występować o nakazy zapłaty rachunków sprzed wielu lat. Rzekomi dłużnicy często nie byli w stanie udowodnić, że już zostały one zapłacone. Doszło w końcu do tego, że do każdego mogły zostać skierowane roszczenia, o których ten nie miał pojęcia albo takie, które całkowicie zostały wymyślone po to, by wyłudzić pieniądze.


Najczęstszą sztuczką stosowaną przez nieuczciwych windykatorów było wysyłanie wezwań do zapłaty na stary lub całkowicie fikcyjny adres. W takich wypadkach nieodebrane w ciągu tygodnia pismo uprawomocnia się po 14 dniach od zwrócenia pisma do adresata. Po tym czasie wystarczyło skierować dokumenty poświadczające dług do e-sądu, by po kilku tygodniach otrzymać sądowy nakaz zapłaty. To pismo jest podstawą do działania dla komornika.

Cała sprawa załatwiana jest w uproszczonym maksymalnie trybie elektronicznego postępowania upominawczego bez udziału dłużnika. Dlatego ten zwykle o całej sprawie dowiadywał się, gdy komornik zajmował mu już pensję lub konto w banku.

Jaka była skala nadużyć - nikt jeszcze nie oszacował. Ale proceder dla wszelkiej maści naciągaczy musiał być lukratywny, skoro gdy tylko Sejm zajął się zmianami w Kpc, lubelski e-sąd został dosłownie zasypany sprawami. W ciągu miesiąca wpływało ich ponad 200 tys.

Od dzisiaj już nie będzie to takie proste. Nowelizacja art. 505 z indeksem 21a. zapowiada, że w uproszczonym postępowaniu elektronicznym będą mogły być dochodzone wyłącznie te roszczenia, które stały się wymagalne w okresie trzech lat przed dniem wniesienia pozwu. Data wymagalności ma być obowiązkowo podawana w pozwie wnoszonym do e-sądu.

Nowe przepisy wprowadzają też obowiązek ujmowania przez powoda w e-pozwie numeru PESEL lub NIP-u pozwanego, tak aby nie dopuszczać do sytuacji, w których zamiast z faktycznego dłużnika komornik ściąga dług z domniemanego (bo zgadza się imię i nazwisko oraz miejscowość, w której mieszka).

Na wniosek pozwanych sąd będzie też wydawał zaświadczenia o tym, że nakaz zapłaty bądź wyrok został uznany za doręczony na adres oznaczony w trybie doręczenia zastępczego (niepodjęta przesyłka przez adresata bez adnotacji listonosza, że ten nie zamieszkuje pod podanym adresem). Dłużnik posiadając takie zaświadczenie, będzie mógł teraz wnosić do komornika o zawieszenie postępowania egzekucyjnego. Ale - uwaga - mimo zawieszenia postępowania komornik będzie mógł dokonywać zajęć na poczet długu, lecz nie będzie przelewał uzyskanych kwot na rzecz wierzyciela.

Ten otrzyma je, gdy przedstawi wydane przez sąd zaświadczenie, z którego wynikać będzie, że nakaz zapłaty bądź wyrok zaoczny zostały doręczone na prawidłowy adres bądź po ponownym doręczeniu tytułu dłużnikowi upłynąłem termin do wniesienia środka zaskarżenia.

Taka praktyka ma zapobiegać sytuacjom, w których egzekucja toczy się, choć dłużnik wnosi o doręczenie tytułu bądź o przywrócenie terminu rozprawy. Często w takich sytuacjach okazywało się, że cała przeterminowana lub wymyślona należność została już wyegzekwowana, a pozwany obciążony kosztami komorniczymi, i teraz to on musi podejmować działania celem odzyskania wyegzekwowanych należności.

Zmiany w kodeksie dają ponadto sądom prawo do nakładania grzywny do 5 tys. zł na występujących o dług, jeżeli ci w złej wierze lub bez zachowania należytej staranności nieprawidłowo oznaczą numery identyfikujące pozwanego albo miejsce zamieszkania lub siedzibę firmy, którą prowadzi.

Do postępowań wszczętych przed 8 lipca 2013 roku zastosowanie będą miały przepisy wcześniejsze. Z dwoma wyjątkami. Dłużnicy uzyskają prawo do możliwości uzyskania zaświadczenia o adresie, na który doręczono wyrok zaoczny bądź nakaz zapłaty, a także o obowiązku zawieszenia przez komornika postępowania.
(Wirtualna Polska)
http://finanse.wp.pl/kat,1036071,title, ... omosc.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 08 lip 2013, 13:21

http://praca.interia.pl/news-rzad-zajmi ... nId,992769
Rząd zajmie się reformą urzędów pracy
Zwiększenie efektywności urzędów pracy to główny cel projektu nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, którym we wtorek zajmie się rząd. Przewiduje ona, że pomoc świadczona bezrobotnym będzie profilowana i w większości realizowana przez indywidualnego doradcę.


Rząd zajmie się reformą urzędów pracy
Reforma urzędów pracy została przygotowana przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Projektem założeń do nowelizacji ma zająć się we wtorek Rada Ministrów.
Jednym z najważniejszych elementów reformy jest wprowadzenie nowego podejścia do bezrobotnych. Ma być ono profilowane, uzależnione od indywidualnych potrzeb i powiązane z charakterem działań, jakie można klientowi zaproponować po zdiagnozowaniu jego sytuacji.
W tym celu wprowadzony ma zostać podział na bezrobotnych cechujących się wysokim poziomem aktywności w poszukiwaniu pracy, bezrobotnych wymagających wsparcia oraz tzw. bezrobotnych oddalonych od rynku pracy.
Na podstawie oceny potencjału i potrzeb klienta, przypisany zostanie mu jeden z trzech profili. W pierwszym profilu znajdą się bezrobotni aktywni, dla których podstawowym wsparciem będą usługi z zakresu pośrednictwa pracy i poradnictwa zawodowego i w bardzo ograniczonym zakresie inne formy wsparcia. Do drugiego profilu należeć będą bezrobotni wymagający wsparcia, którzy korzystać będą ze wszystkich usług i instrumentów rynku pracy, jakie oferują urzędy. W trzecim profilu znajdą się bezrobotni oddaleni od rynku pracy, zarówno tacy, którzy z różnych powodów zagrożeni są wykluczeniem społecznym, jak i tacy, którzy z własnego wyboru nie są zainteresowani podjęciem pracy lub uchylają się od pracy legalnej.
Większość działań kierowanych do bezrobotnych realizowana ma być przez doradców klienta indywidualnego. Doradca będzie udzielał pomocy lub pomagał uzyskać pomoc od innych pracowników, którzy są przygotowani do świadczenia specjalistycznych usług (poradnictwo grupowe, działania związane z zawieraniem umów i monitoringiem szkoleń, organizacja staży, prace interwencyjne, dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej etc.).
Każdy bezrobotny i poszukujący pracy zarejestrowany w urzędzie będzie od początku prowadzony przez tego samego doradcę, od początku w oparciu o indywidualny plan działania, który będzie sukcesywnie dostosowywany do zmieniających się potrzeb i możliwości bezrobotnego.
Podobnie zorganizowane zostaną działania urzędu pracy w stosunku do klientów instytucjonalnych. Każdy pracodawca, który korzysta z pomocy urzędu pracy, będzie stale współpracował z jednym pracownikiem - doradcą klienta instytucjonalnego.
Doradca klienta indywidualnego i instytucjonalnego nie będzie nowym stanowiskiem, ale nową funkcją pracownika bezpośrednio pracującego z klientami.
Doradcy będą na poziomie powiatowych urzędów pracy, nie będzie ich w urzędach wojewódzkich.
W projekcie proponuje się również odejście od zasady, w myśl której instrumenty rynku pracy, takie jak prace interwencyjne, roboty publiczne, staże, adresowane są tylko do bezrobotnych w szczególnej sytuacji na rynku pracy. Urząd będzie mógł elastycznie stosować usługi i instrumenty rynku pracy do poszczególnych bezrobotnych, z uwzględnieniem potrzeb konkretnej osoby.
Jednocześnie ograniczona ma zostać grupa osób wskazanych w ustawie jako będące w szczególnej sytuacji na rynku pracy (obecnie ok. 90 proc. bezrobotnych spełnia kryteria wskazane w ustawie). Natomiast nowe grupy osób uzyskają pierwszeństwo w dostępie do programów specjalnych: osoby do 30. roku życia i powyżej 50. roku życia, długotrwale bezrobotne, korzystające z pomocy społecznej, rodzice dzieci do 6. roku życia lub dzieci niepełnosprawnych do 18. roku życia oraz osoby niepełnosprawne.
Ustawa wprowadzić ma także nowe narzędzia wspierające tworzenie miejsc pracy i powrót do zatrudnienia osób bezrobotnych, w tym dla powracających na rynek pracy po przerwie związanej z wychowywaniem dziecka. Są to np. grant na telepracę, pożyczka z Funduszu Pracy na utworzenie stanowiska pracy lub podjęcie działalności gospodarczej.
Projekt zakłada także wprowadzenie m.in. specjalnych programów dla młodych bezrobotnych, dla pracodawców zatrudniających pracowników w wieku powyżej 50 lat.
Utworzony ma zostać także Krajowy Fundusz Szkoleniowy, z którego finansowane będą szkolenia dla pracowników. Zasilać go mają środki z Funduszu Pracy. W pierwszym etapie ma ułatwiać starszym dostosowanie kompetencji do zmian społeczno-gospodarczych, a w dalszym etapie zapewni wsparcie innym grupom osób dorosłych.
Zmieni się także algorytm dzielenia środków z Funduszu Pracy na te cele. Uzależniony będzie od skuteczności działań aktywizacyjnych urzędów pracy - przy podziale środków uwzględniać będzie w 75 proc. liczbę bezrobotnych i stopę bezrobocia, a 25 proc. efektywność.
Także wysokość środków z Funduszu Pracy przekazywanych na wynagrodzenia pracowników urzędów pracy uzależniona będzie od efektywności ich działań na rzecz zatrudnienia.
W miejsce Naczelnej Rady Zatrudnienia ma powstać Rada Rynku Pracy, będąca organem opiniodawczo-doradczym ministra. Rada uczestniczyć ma w podziale środków z Funduszu Pracy i opiniować sprawozdanie roczne z wykonania planu Funduszu.
Członkami Rady mają być przedstawiciele organizacji pracodawców oraz organizacji związkowych, a jej przewodniczącym minister pracy.
Analogicznie w miejsce dotychczasowych wojewódzkich i powiatowych rad zatrudnienia utworzone zostaną wojewódzkie i powiatowe rady rynku pracy. Ich przewodniczącymi będą odpowiednio marszałek województwa i starosta.
Projektuje się, że ustawa ma wejść z życie z początkiem 2014 r.
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 09 lip 2013, 16:39

Koszty chwilówek pod lupą UOKiK
Nie ma firmy pożyczkowej, która nie naruszyłaby praw konsumentów - to wniosek z najnowszego raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Tym razem Urząd przyjrzał się opłatom pobieranym przez pożyczkodawców.

UOKiK prześwietlił w sumie 30 firm udzielających pożyczek. Niektóre, m.in. Providenta, wziął pod lupę ze względu na skalę działalności (Provident to największa firma pożyczkowa w Polsce), inne wylosował.

To nie pierwsza kontrola tego typu firm. W ubiegłym roku Urząd sprawdzał, jak instytucje finansowe (również banki i SKOK-i) przestrzegają ustawy o kredycie konsumenckim. W tym roku przyglądał się reklamom firm pożyczkowych.

Najnowsza kontrola tej branży dotyczyła kosztów pożyczek. UOKiK sprawdzał, czy firmy zgodnie z prawem pobierają i naliczają różnego rodzaju opłaty oraz czy prawidłowo o nich informują swoich klientów. Sprawdzał nie tylko wzory umów, ale też umowy faktycznie zawarte.

Jakie miał zastrzeżenia? Właściwie każda skontrolowana firma podpadła urzędnikom. W sumie dopatrzyli się ponad 200 różnego rodzaju naruszeń.

Najczęściej związane były z tzw. formularzem informacyjnym. Zgodnie z prawem musi go wręczać każdy pożyczkodawca. Jest taki sam, niezależnie od tego, kto udziela pożyczki - firma chwilówkowa, SKOK czy bank. Zawiera podstawowe informacje o pożyczce, m.in. o jej kosztach. Teoretycznie dzięki formularzowi konsumentom powinno być łatwiej porównać koszty pożyczki u różnych pożyczkodawców.

UOKiK ustalił, że niektóre firmy w ogóle nie wręczały klientom formularza lub informacje były wybrakowane albo podawane w nierzetelny sposób. - To poważne naruszenie, bo utrudnia konsumentom porównanie kilku ofert i wybór najkorzystniejszej - mówi Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, prezes UOKiK.

Zastrzeżenia dotyczące formularza Urząd miał do wszystkich kontrolowanych firm.

Zaniżone RRSO

Urząd wytknął też pożyczkodawcom, że błędnie podają tzw. rzeczywistą roczną stopę oprocentowania (RRSO). To wyliczany według specjalnego wzoru i podawany w formie procentowej całkowity koszt pożyczki uwzględniający odsetki, prowizje i inne opłaty, w tym za domową obsługę pożyczki, czyli odbiór rat w domu klienta. Jednak aż osiem badanych firm nie uwzględniało w RRSO kosztów obsługi domowej.

Z obsługą domową wiąże się też inne zastrzeżenie UOKiK. Urząd stwierdził, że w niektórych przypadkach koszty tej obsługi nie są adekwatne do rzeczywiście poniesionych kosztów. Chodzi o to, że firmy naliczają tę opłatę procentowo od kwoty pożyczki. Mimo że koszt odbioru gotówki jest taki sam dla pożyczki o niskiej i dużej wartości, opłaty są mocno zróżnicowane.

Przykład? Firma Optima za obsługę domową pożyczki o wartości 700 zł udzielonej na 50 tygodni bierze blisko 290 zł, zaś za pożyczkę o wartości 6 tys. zł (też na 50 tygodni) już prawie 2,5 tys. zł. Za podobne przewinienie Urzędowi podpadł też Provident.

- Nie kwestionujemy prawa do pobierania opłaty za obsługę domową. Nasze wątpliwości budzi nieadekwatność tej opłaty - podkreśla Krasnodębska-Tomkiel.

UOKiK uważa, że niektóre opłaty są nie tylko nieadekwatne do rzeczywiście poniesionych kosztów, ale wręcz wygórowane. Np. jeden pożyczkodawca za podanie nieprawdziwych danych przez klienta pobiera karę w wysokości 4-krotności udzielonej pożyczki.

UOKiK wytknął też niektórym firmom, że znacznie zaniżają podawane RRSO, m.in. firmie Wonga. Według urzędu przy pożyczce 500 zł na 30 dni (opcja jednorazowej spłaty) firma podawała RRSO na poziomie 360 proc., tymczasem z wyliczeń UOKiK powinno być 2250,55 proc.

Kto ma rację? Wonga wydała oświadczenie, w którym czytamy: "Skorzystaliśmy z niezależnej ekspertyzy prawnej przy wprowadzaniu produktu Wonga do Polski. Wynika z niej, że stosowany przez nas sposób liczenia RRSO jest poprawny, biorąc pod uwagę stosowane opłaty oraz rodzaj umowy. Bardzo poważnie podchodzimy do kwestii zgodności z obowiązującymi przepisami, dlatego rozpatrzymy w trybie pilnym uwagi zgłoszone przez UOKiK".

Życie na prowizji

Każdy klient banku czy firmy pożyczkowej ma prawo do odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni. By takie odstąpienie było skuteczne, musi o tym poinformować. Musi oczywiście zwrócić pożyczoną kwotę wraz z odsetkami za okres korzystania z pożyczki, ale ma na to 30 dni. Tymczasem - co wykrył UOKiK - niektóre firmy uzależniają skuteczność odstąpienia od spłaty kapitału, a nawet od zapłacenia dodatkowej prowizji.

Najbardziej jednak podpadły Urzędowi dwie firmy - PKF Skarbiec oraz Baltic Money, które - jak twierdzą urzędnicy - zarabiają na zatrzymywaniu opłat przygotowawczych bez wypłacania pożyczki.

Jak to możliwe? Np. PKF Skarbiec w ramach umowy przedwstępnej pobiera 6 proc. kwoty pożyczki. Pożyczkę wypłaca, jeśli klient ustanowi odpowiednie zabezpieczenia. UOKiK ustalił, że ustanowienie wspomnianych zabezpieczeń dla przeciętnego Kowalskiego jest bardzo trudne, co odzwierciedlają dane dotyczące działalności PKF Skarbiec. W pierwszym półroczu 2012 r. na kilka tysięcy zawartych umów przedwstępnych umowy zawarto tylko w przypadku ok. 2,5 proc. umów, a pożyczek wypłacono tylko ok. 1,75 proc. Na tej podstawie UOKiK sugeruje, że działalność PKF Skarbiec opiera się na wyłudzaniu opłat przygotowawczych.
http://pieniadze.gazeta.pl/Moje_Finanse ... 49428.html
Awatar użytkownika
Lech
Administrator
Posty: 4844
Rejestracja: 23 lis 2010, 22:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: Lech » 09 lip 2013, 17:07

Pomoc prawna w sprawach wekslowych - kancelaria (małpa) kpwig.pl
Galeria weksli
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 11 lip 2013, 19:16

Lech pisze:
A co to? :)
no reklama :)
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 11 lip 2013, 19:47

Łatwiejszy dostęp do wykonywania zawodów regulowanych


Na podpis Prezydenta RP czeka ustawa z dnia 13 czerwca 2012 r. o zmianie ustaw regulujących wykonywanie niektórych zawodów (potocznie zwana deregulacyjną). Jest to pierwsza z trzech, przygotowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, transz zawodów, do których dostęp ma zostać ułatwiony.
Po co deregulacja?

Polska pod względem liczby zawodów regulowanych jest rekordzistą w Europie, ograniczając dostęp do 380 z nich. Uchwalona ustawa to pierwszy etap zmian, które zostały zapowiedziane w exposé Premiera Donalda Tuska w dniu 18 listopada 2011 r. Znalazło się w nim m.in. zobowiązanie do podjęcia działań rządowych w celu zmniejszenia liczby zawodów regulowanych w Polsce.

Jak czytamy w uzasadnieniu do ustawy: "Ograniczenia w dostępie do wykonywania określonych zawodów niosą za sobą wiele negatywnych skutków gospodarczo-społecznych. Wśród najważniejszych wymienia się niższy poziom zatrudnienia w sektorach objętych regulacją. Szkodliwym ze społecznego punktu widzenia następstwem ograniczania dostępu do określonych zawodów jest potwierdzony empirycznie wyższy poziom bezrobocia w grupach szczególnie na nie narażonych". Ponadto zbytnie ograniczenia niekorzystnie wpływają też na rozwój konkurencyjności polskiej gospodarki.

Nadmierna regulacja dostępu do określonych zawodów prowadzi również do osłabienia konkurencji w regulowanych branżach, prowadząc tym samym do wzrostu cen i spadku dostępności usług dla najuboższych członków społeczeństwa.

Uchwalona ustawa ma w szczególności ułatwić dostęp do wykonywania zawodów młodym osobom. Zawiera ona regulacje ułatwiające rozpoczęcie wykonywania 51 zawodów. Przepisy ustawy wejdą w życie po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia. Wyjątek stanowią regulacje dotyczące dostępu do zawodów m.in. przewodnika turystycznego, pracownika ochrony czy zarządcy nieruchomościami, gdyż te zaczną obowiązywać od dnia 1 stycznia 2014 r.

Prace nad kolejnymi etapami deregulacji

Uchwalona ustawa to dopiero pierwszy etap planowanych zmian. W dniu 25 czerwca br. Rada Ministrów przyjęła kolejny opracowany w Ministerstwie Sprawiedliwości projekt ustawy deregulacyjnej.

Projekt ten dereguluje dostęp do 91 zawodów i obejmuje grupy zawodowe liczące ponad 200 tysięcy osób. Zawiera on takie profesje, jak: usługowe prowadzenie ksiąg rachunkowych, doradcy podatkowi, agenci i brokerzy ubezpieczeniowi, biegli rewidenci, architekci, urbaniści, rzeczoznawcy samochodowi, zawody związane z obsługą metra czy zawody związane z żeglugą morską i śródlądową. Przykładowo w odniesieniu do rzeczoznawcy samochodowego projekt zawiera propozycję obniżenia wymaganego poziomu wykształcenia do średniego (obecnie wyższe) oraz skrócenie praktyki z 5 do 2 lat i zniesienie konieczności odbycia obowiązkowej praktyki w przypadku osób, które ukończyły studia kierunkowe.

W projekcie znalazło się też rozwiązanie, które umożliwi uczelniom stworzenie (we współpracy z organem nadającym uprawnienia) studiów o profilu praktycznym, których ukończenie stanowić będzie podstawę do zwolnienia z części lub całości postępowania kwalifikacyjnego do wykonywania danego zawodu. Ten mechanizm ma stanowić: "(…) realizację Krajowych Ram Kwalifikacji, których celem jest określenie wiedzy, umiejętności i kompetencji społecznych nabywanych przez absolwenta, zamiast wcześniej stosowanego wskazania liczby godzin dydaktycznych z poszczególnych treści programowych (zmiana nacisku z nakładu pracy na efekty kształcenia)".

Warto zaznaczyć, że w resorcie sprawiedliwości przygotowano już kolejną III transzę zawodów, która zakłada ułatwienia dla kolejnych 104 profesji. Na tej liście znajdują się m.in.: tłumacze przysięgli, rzecznicy patentowi, konserwatorzy zabytków ruchomych i nieruchomych oraz spawacze w podziemnych zakładach górniczych.

Lista zawodów objętych etapem deregulacji

1) adwokat

2) radca prawny

3) notariusz

4) komornik

5) syndyk

6) urzędnik sądowy i prokuratury

7) detektyw

8) pracownik ochrony fizycznej I stopnia

9) pracownik ochrony fizycznej II stopnia

10) pracownik zabezpieczenia technicznego I stopnia

11) pracownik zabezpieczenia technicznego II stopnia

12) pośrednik w obrocie nieruchomościami

13) zarządca nieruchomości

14) trener klasy drugiej

15) trener klasy pierwszej

16) trener klasy mistrzowskiej

17) instruktor sportu

18) przewodnik turystyczny miejski

19) przewodnik turystyczny terenowy

20) przewodnik turystyczny górski

21) międzynarodowy przewodnik wysokogórski

22) pilot wycieczek

23) doradca zawodowy

24) pośrednik pracy

25) specjalista do spraw rozwoju zawodowego

26) specjalista do spraw programów

27) lider klubu pracy

28) doradca EURES

29) asystent EURES

30) bibliotekarz

31) pracownik dokumentacji i informacji naukowej

32) instruktor nauki jazdy

33) egzaminator osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdem i osób poddawanych kontrolnemu sprawdzaniu kwalifikacji

34) taksówkarz

35) geodeta w zakresie geodezyjnych pomiarów sytuacyjno-wysokościowych, realizacyjnych i inwentaryzacyjnych

36) geodeta w zakresie rozgraniczania i podziałów nieruchomości (gruntów) oraz sporządzania dokumentacji do celów prawnych

37) geodeta w zakresie geodezyjnych pomiarów podstawowych

38) geodeta w zakresie geodezyjnej obsługi inwestycji

39) geodeta w zakresie geodezyjnego urządzania terenów rolnych i leśnych

40) geodeta w zakresie redakcji map

41) geodeta w zakresach fotogrametrii i teledetekcji

42) marynarz motorzysta żeglugi śródlądowej

43) mechanik statkowy żeglugi śródlądowej

44) obserwator radarowy żeglugi śródlądowej

45) przewoźnik żeglugi śródlądowej

46) stermotorzysta żeglugi śródlądowej

47) szyper żeglugi śródlądowej;

48) starszy marynarz żeglugi śródlądowej

49) bosman żeglugi śródlądowej

50) sternik żeglugi śródlądowej

51) spawacz w odkrywkowych zakładach górniczych

Gazeta Podatkowa nr 55 (992) z dnia 11.07.2013, strona 18

Dział: Wskazówki dla przedsiębiorcy

Autor: Kinga Romas

Gazeta Podatkowa
http://biznes.onet.pl/praca/latwiejszy- ... news-detal
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 14 lip 2013, 09:42

http://finanse.wp.pl/kat,104124,title,R ... aid=110f12
Rekordowe obniżki cen złota. Kupować powinni ci, którzy planują długoterminowe inwestycje
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 14 lip 2013, 10:00

Fakty i mity o polskiej biedzie
Sobota, 13 lipca (05:00)

Liberalni politycy i niektórzy eksperci posługują się dwoma kłamliwymi stwierdzeniami. Po pierwsze - wydajemy za dużo na świadczenia społeczne. Po drugie - pomoc społeczna jest źle adresowana, wcale nie do najbardziej potrzebujących. Poniżej obalamy te i inne mity, a także punktujemy fatalne posunięcia rządu w polityce socjalnej.
W Polsce rośnie liczba osób, które pracują, a i tak są "klientami" pomocy społecznej
W Polsce rośnie liczba osób, które pracują, a i tak są "klientami" pomocy społecznej /©123RF/PICSEL
Mity

Mit 1: Wydajemy za dużo na świadczenia społeczne

Polska znajduje się w grupie krajów UE przeznaczających najmniej pieniędzy na pomoc rodzinom i rozmaite świadczenia, których celem jest wyciąganie ludzi z ubóstwa. Jesteśmy na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o wydatki na świadczenia dla dzieci. Na ten cel Polska przeznacza zaledwie 0,75 proc. PKB, podczas gdy europejska średnia wynosi 2,3 proc. PKB. Dania wydaje grubo ponad 4 proc., Szwecja, Finlandia, ale także Węgry - ponad 3 proc., nawet Rumunia - 1,75 proc.



Jednocześnie Polska przeznacza 2 proc. wydatków (0,4 proc. PKB) na walkę z bezrobociem, tylko 4 proc. wydatków (0,8 proc. PKB) na politykę prorodzinną i 0,8 proc. wydatków na przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu (0,14 proc. PKB). W każdej z tych kategorii znajdujemy się na ostatnim miejscu w Europie.

- W Polsce dochód osób, których los zależy wyłącznie od pomocy społecznej należy do najniższych w Europie - podkreślał prof. Stephane Portet, podczas konferencji "Wobec biedy" zorganizowanej 28 czerwca w Kielcach przez Region Świętokrzyski "S".

Według danych OECD, dochód osoby samotnej otrzymującej świadczenia z pomocy społecznej wynosi zaledwie 31 proc. średniego dochodu dla gospodarstw 1-osobowych w Polsce. Zależna od pomocy społecznej rodzina z dwójką dzieci ma do dyspozycji tylko 33 proc. średniego dochodu dla tego typu gospodarstw domowych. - Taki poziom dochodów osób żyjących z zasiłków socjalnych stawia je w sytuacji głębokiego ubóstwa i poważnego ryzyka wykluczenia - ocenia prof. Portet.

CZYTAJ RÓWNIEŻ
W Polsce rośnie liczba ludzi bardzo biednych
Solidarność, współczucie i troska albo litość, odrzucenie i pogarda. Tak - według ekspertów - w Polsce mówi się o ludziach biednych. Według badań socjologów z Uniwersytetu Łódzkiego, z mówieniem o biedzie, oraz w rozmowach z ludźmi ubogimi mają problemy ich sąsiedzi, ale też pracownicy socjalni, szkoła czy media. więcej »

Mit 2: Pomoc społeczna trafia w Polsce do ludzi stosunkowo zamożnych
W "Diagnozie Społecznej" z 2011 roku - badaniu przeprowadzanym cyklicznie przez grupę ekspertów pod kierunkiem prof. Czapińskiego - napisano: "Z pomocy zewnętrznej korzystały głównie gospodarstwa domowe z dochodem poniżej pierwszego kwartyla (grupa o niższych dochodach - dop. red.), ale także pewien odsetek gospodarstw z dochodem powyżej trzeciego kwartyla (o wyższych dochodach). Świadczy to o niezbyt szczelnym systemie opieki społecznej i słabej kontroli odpowiednich służb nad transferami pieniędzy publicznych".

Zdaniem prof. Porteta, który przygotowuje dla Komisji Krajowej raport na temat skali ubóstwa w Polsce, stawianie powyższych tez jest nieuprawnione.

- Podzieliliśmy gospodarstwa domowe na 5 grup dochodowych. Okazało się, że w 1. grupie (z dochodem do 643 zł na osobę) dochody ze świadczeń z ubezpieczeń społecznych stanowią 13 proc., a w 4. grupie (z dochodem do 1700 zł na osobę) 26 proc. wszystkich dochodów. Szkopuł w tym, że do świadczeń z ubezpieczeń społecznych zalicza się emerytury i w 4. grupie dochodowej mamy część emerytów, którzy wcale nie są najuboższymi ludźmi w Polsce - wyjaśnia.

- Na tej podstawie formułowane są nieuprawnione wnioski, że pomoc społeczna trafia w Polsce do ludzi stosunkowo bogatych. To, że do pomocy społecznej zalicza się świadczenia emerytalne, znacząco zaciemnia obraz wydatków państwa na rzecz niwelowania nierówności społecznych.

19 proc. dochodów w statystycznym polskim gospodarstwie domowym pochodzi ze świadczeń z ubezpieczeń społecznych (w gospodarstwach pracowników - 5 proc.), z czego aż 15 proc. stanowią emerytury.

- System emerytalno-rentowy został w Polsce tak przebudowany, że nie ma żadnego powodu, by wydatki na emerytury zaliczać do wydatków socjalnych. Świadczenie emerytalne, wedle zasad reformy z '99 roku, ma być proporcjonalne do zgromadzonego kapitału emerytalnego. Kto więc w cyklu życia uzyskuje wysokie dochody, ten ma wysoki kapitał. Jest też pewna prawidłowość - ci, którzy przed emeryturą żyją w dobrobycie, na emeryturze żyją znacznie dłużej od tych, którzy przed emeryturą żyją w ubóstwie. A zatem ludzie zamożni z tego systemu wyjmują znacznie więcej. Stawianie na świadczeniach emerytalnych stempla "wydatki socjalne" jest nieporozumieniem - oceniał podczas debaty w Kielcach prof. Ryszard Bugaj, ekonomista z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN.

Mit 3: Polityka społeczna jest nieefektywna, nie ogranicza liczby ubogich

To kolejny mit, który odrzuca prof. Portet. - Dzięki transferom socjalnym nierówności społeczne są mniejsze o 35 proc. A więc ta polityka działa, jest efektywna. Paradoks w Polsce polega na tym, że świadczenia emerytalne są głównym czynnikiem redukcji ubóstwa wśród dzieci. Aż 16 proc. więcej dzieci żyłoby w biedzie, gdyby nie było transferu świadczeń emerytalnych. Co to oznacza? Że emeryci dzielą się swoimi dochodami z innymi osobami w gospodarstwie domowym.

Gdy uwzględnimy emerytury, okazuje się, że Polska osiąga wyniki zbliżone do średniej w UE, jeśli chodzi o redukcję liczby osób zagrożonych ubóstwem.

CZYTAJ RÓWNIEŻ
Ubóstwo w Europie: Polska liderem spadków, ale dzieci wciąż najbardziej zagrożone
Polska najszybciej w Europie zwalcza biedę, ale co trzecie dziecko wciąż jest nią zagrożone. Najnowsze dane Eurostatu pokazują niepokojący obraz unijnego społeczeństwa. więcej »

Mit 4: W Polsce zbyt dużo osób korzysta ze świadczeń z pomocy społecznej
W 2011 roku było w Polsce 13,5 mln gospodarstw domowych. Ponad 1,17 mln z nich było beneficjentami świadczeń z pomocy społecznej, co daje 3,1 mln osób.

Z blisko 1,2 mln gospodarstw, spełniających ustawowe kryteria ubóstwa, jedynie niecałe 700 tys. otrzymuje pomoc społeczną z tego tytułu, co stanowi 58 proc. wszystkich gospodarstw domowych.

- Wiele rodzin żyjących w ubóstwie nie otrzymuje żadnej pomocy środowiskowej, mimo że spełniają wymagane kryteria - podkreśla prof. Portet. - Oczywiście niektóre gospodarstwa otrzymują pomoc z tytułu innego typu trudności, co być może pozwala im na przekroczenie ustawowego progu ubóstwa.

Z kolei prawo do zasiłku dla bezrobotnych posiada jedynie ok. 20 proc. osób bez pracy. Zasiłek przysługuje tym, którzy w ostatnich 18 miesiącach byli zatrudnieni co najmniej przez rok i otrzymywali co najmniej minimalne wynagrodzenie, od którego opłacana była składka na Fundusz Pracy.

Mit 5: Posiadanie pracy chroni przed biedą

W Polsce rośnie liczba osób, które pracują, a i tak są "klientami" pomocy społecznej, czyli korzystają ze świadczeń pomocowych. - W Europie pracujący nie należeli do niedawna do ludzi ubogich. Rozpowszechnienie różnych form zatrudnienia o charakterze doraźnym powoduje, że rośnie liczba osób, która formalnie ma pracę, ale tak nisko wynagradzaną, że spycha je to na margines biedy - podkreśla prof. Bugaj. - Stąd konieczność zwalczania umów śmieciowych.

- Praca w Polsce wcale nie gwarantuje wyjścia z biedy - potwierdza dr Piotr Broda-Wysocki z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. - Liczba biednych pracujących wynosi ok. 2 mln. Najwięcej jest takich, którzy już założyli własne rodziny. Najczęściej żona wychowuje dzieci, a mąż pobiera minimalną pensję. Zarobki biednych pracujących nie pozwalają im na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a dochody na osobę w rodzinie wynoszą tyle co minimum egzystencji. W Polsce występuje ogromne rozwarstwienie płac. O ile u nas biedni pracujący to 12 proc. społeczeństwa, to w Czechach jest ich tylko 4 proc. Tam jednak rozpiętość płac jest o wiele mniejsza niż u nas.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Ubóstwo w Polsce: Rok 2012 nie przyniósł większych zmian

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zakryta twarz polskiej biedy

Fakty

Fakt 1: Wiele rodzin dysponuje dochodem znacznie poniżej minimum egzystencji

Minimum egzystencji na osobę wynosi obecnie ok. 480 zł, co odpowiada 37 proc. średniego dochodu netto na osobę (1272 zł).

- Poziom wydatków gospodarstw domowych znajdujących się w sytuacji skrajnego ubóstwa jest średnio niższy o prawie 20 proc. od poziomu skrajnego ubóstwa, czyli wysokości minimum egzystencji - podkreśla prof. Portet.

Osoby żyjące samotnie i mające dochód poniżej 480 zł dysponują średnio 358 zł (czyli o ponad 1/4 mniej niż wynosi minimum egzystencji), natomiast dla gospodarstwa domowego złożonego z 4 osób (z 2 dzieci) średni dochód jest niższy o ponad 27 proc. od minimum egzystencji i wynosi 1411 zł.

Aż 30 proc. polskich dzieci poniżej 18. roku życia narażonych jest na ubóstwo lub wykluczenie społeczne. Rekordzistą jest Bułgaria - tam połowa dzieci.

Fakt 2: Z rocznych urlopów macierzyńskich skorzystają przede wszystkim dobrze sytuowane kobiety

Niedawno rząd wydłużył do roku urlopy macierzyńskie. Jednak będą mogły z nich skorzystać jedynie kobiety zatrudnione na etacie oraz te, które opłacają składkę na ubezpieczenie chorobowe. - Mam do rządowej regulacji krytyczny stosunek. To będzie instrument o niskiej efektywności, wysokich kosztach i dużej podatności na wyłudzenia - ocenia prof. Bugaj.

- Łatwo sobie wyobrazić, że w małej firmie szef umawia się z pracownicą: zatrudniam cię za małe pieniądze przez dwa lata, ale jak będziesz szła na urlop macierzyński, podniosę ci poważnie. A to będzie już na koszt państwa, które przez rok będzie wypłacać zasiłek macierzyński. Poza sferą pomocy pozostają młode matki, które pracy nie mają lub są zatrudnione na umowy śmieciowe. Kobiety o wysokich dochodach będą otrzymywały wsparcie, a kobiety o niskich dochodach dostaną zero. Lepszym rozwiązaniem byłoby stypendium dla wszystkich kobiet, które urodzą dziecko.

Powodem nadużyć, o czym informują prawnicy, są przepisy dot. osób pracujących na własny rachunek. Rezolutne businesswoman zakładają firmę np. na miesiąc i opłacają składkę chorobową od najwyższej podstawy, co obliguje ZUS do wyliczenia od tej podstawy zasiłku chorobowego. W rezultacie daje to prawo do zasiłku macierzyńskiego w kwocie nawet ponad 7 tys. zł.

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Fakt 3: Progi dochodowe uprawniające do pomocy społecznej znalazły się w 2012 roku poniżej minimum egzystencji

- Państwo nie dokonywało koniecznej weryfikacji progów dochodowych uprawniających do uzyskania świadczeń z pomocy społecznej przez lata. W 2012 roku podniesiono progi dochodowe dlatego, że wysokość minimum egzystencji znalazła się powyżej progu dochodowego - wskazywał na paradoksy w polskiej polityce społecznej Henryk Nakonieczny, członek Prezydium Komisji Krajowej "S", podczas konferencji "Wobec biedy".

- Gospodarstwa wieloosobowe szybko wpadają w pułapkę, kiedy minimum egzystencji jest powyżej progu dochodowego. Siedem lat trzeba było czekać, by 1-osobowe gospodarstwo też znalazło się w takiej sytuacji. To dopiero zmusiło rząd do zmiany.

Od 1 listopada 2012 zasiłek rodzinny przysługuje wtedy, gdy dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 539 zł, natomiast w przypadku rodziny z dzieckiem niepełnosprawnym - 623 zł.

Fakt 4: Większości młodych ludzi nie stać na mieszkanie

- Jeśli ludzie młodzi o niskich, a nawet średnich dochodach, nie odziedziczyli mieszkania, praktycznie nie mają szans na własne mieszkania - sygnalizuje prof. Bugaj. - Także mieszkania pod wynajem stały się drogie. Czy rodzina, której głowa zarabia 2 tys. zł może wziąć kredyt mieszkaniowy? Oczywiście nie. W polskim systemie brakuje rozbudowanego budownictwa socjalnego, które dawałoby szansę uzyskania mieszkania przez ludzi o niskich dochodach.

Fakt 5: Osoby o niskich dochodach płacą wysokie podatki

- Podatki mają w Polsce charakter degresywny, czyli ludzie o niskich dochodach płacą w Polsce wysokie podatki. Najlepszymi płatnikami podatków są emeryci i pracownicy na etacie. Ludzie o bardzo wysokich dochodach płacą relatywnie niskie podatki. Jeżeli chcemy przeciwdziałać wykluczeniu i ubóstwu, to ważne są zmiany w systemie podatkowym - sygnalizuje prof. Bugaj. - Należałoby ograniczyć obciążenia podatkowe niskich dochodów, a zwiększyć dochodów wysokich.

Z tą opinią zgadza się prof. Portet. - Jest rzeczą całkowicie niezrozumiałą, że ktoś, kto zarabia grosze, płaci w ogóle podatki. I płaci podatki wedle tej samej skali co milioner! Poziom kwoty wolnej od podatku jest skrajnie zaniżony.

W 2013 roku kwota wolna od podatku wynosi 3091 zł, co daje 257 zł miesięcznie. Oficjalnie nikt nie może otrzymywać tak niskiego miesięcznego wynagrodzenia, więc podatki płacą wszyscy pracownicy, nawet bardzo ubodzy. - Kwota wolna od podatku nie była podniesiona de facto od roku 2007, gdy wynosiła 3013 zł. Podobnie rzecz się ma z kosztami uzyskania przychodów i ulgą rodzinną - podkreśla Henryk Nakonieczny.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Prof. Bugaj postuluje, by składki na ubezpieczenie społeczne były proporcjonalne do rzeczywistego dochodu. - Dziś sowicie opłacani menedżerowie przestają płacić składki już od lutego, bo osiągają maksymalny limit. To znaczy, że dostają od marca podwyżkę o kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie.

Roczna podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w 2013 roku wynosi 111 390 zł brutto. Oznacza to, że jeśli ktoś zarabia 56 tys. zł miesięcznie, już w marcu od jego wynagrodzenia nie są pobierane składki, bo osiąga górny limit.

Z kolei prowadzący własną działalność gospodarczą niewiele dokładają do systemu ubezpieczeniowego. - 99,9 proc. osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą odprowadza składkę od najniższej możliwej podstawy, czyli 60 proc. średniego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału. Dlatego obciążenia systemu ubezpieczeń społecznych spadają na osoby zatrudnione na umowę o pracę - mówi Henryk Nakonieczny.

Fatalne skutki przyniesie wprowadzenie elastycznego czasu pracy. Z tego powodu Polacy zarobią w 2014 roku mniej o 8 mld zł. W 2012 tyle wyniosły wynagrodzenia z tytułu pracy w godzinach nadliczbowych.

Krzysztof Świątek
http://biznes.interia.pl/wiadomosci/new ... 34777,4199
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 15 lip 2013, 19:14

To musisz wiedzieć o badaniu alkotestem
Środa, 3 kwietnia (13:30)
Nawet w przypadku trzeźwego kierowcy alkotest może wskazać, że jest on pod wpływem alkoholu. Co warto wiedzieć na temat kontroli alkomatem?
Alkomat może wykryć alkohol resztkowy (np. zawarty w płynie do płukania jamy ustnej lub cukierkach). W takim wypadku badanie alkomatem należy powtórzyć po 15 min. /Motor
Alkomat może wykryć alkohol resztkowy (np. zawarty w płynie do płukania jamy ustnej lub cukierkach). W takim wypadku badanie alkomatem należy powtórzyć po 15 min. /Motor
Policja korzysta z około 8000 urządzeń do badania trzeźwości, w tym 1200 stacjonarnych. Rocznie wykonywanych jest blisko 2 mln badań trzeźwości. Mimo że statystycznie każdy kierowca przynajmniej raz dmuchał w alkomat, wokół tego badania narosło wiele wątpliwości i niesprawdzonych teorii wynikających z braku wiedzy kierowców.

Policjanci podkreślają, że po badaniu bardzo często mają do czynienia z kierowcami, którzy wzdychają z ulgą widząc na wyświetlaczu alkotestu wynik "0,11". Są przekonani, że za chwilę pojadą w dalszą podróż, ponieważ zmieścili się w dozwolonym limicie. Niestety, tak nie jest. Norma alkoholu, którą wszyscy powszechnie się posługują, to promile. Zgodnie z przepisami nie można prowadzić mając już 0,2 promila alkoholu. Nie wszyscy jednak pamiętają, że ta norma dotyczy badania krwi, natomiast podczas badania zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu za pomocą alkomatu, wynik podawany jest w mg na 1 dm3 wydychanego powietrza. Wykroczenie ma miejsce, kiedy urządzenie pokaże od 0,1 mg do 0,25 mg.
Nie każdy kierowca zdaje sobie sprawę z konsekwencji związanych z odmową dmuchnięcia w alkotest. W tym przypadku obowiązkowe badanie krwi to nie jedyny obowiązek osoby, która nie chce zbadać się alkomatem. Wysoce prawdopodobne jest też zatrzymanie prawa jazdy.

Odpowiadamy na najczęściej zadawane przez kierowców pytania związane z badaniem trzeźwości.

Odpowiedzialność za jazdę autem po alkoholu

Stan po spożyciu

W przypadku badania alkotestem, stan taki ma miejsce, gdy w 1 dm3 wydychanego powietrza jest od 0,1 mg do 0,25 mg alkoholu, a w przypadku badania krwi - od 0,2 do 0,5 promila.
Za jazdę w takim stanie grozi od 5 do 30 dni aresztu, grzywna od 50 do 5000 zł oraz zakaz prowadzenia pojazdów od 6 miesięcy do 3 lat.

Stan nietrzeźwości

W przypadku badania alkotestem, stan taki ma miejsce, gdy w 1 dm3 wydychanego powietrza jest ponad 0,25 mg alkoholu, a w przypadku badania krwi - ponad 0,5 promila.
Za jazdę w takim stanie grozi więzienie do 2 lat, grzywna od 100 zł aż do 1 080 000 zł i zakaz prowadzenia pojazdów od 1 do 10 lat. Kierowca, który prowadzi po alkoholu, nie jest chroniony polisą OC i AC.
Czy można oszukać alkomat?

Na forach internetowych można znaleźć mnóstwo sposobów mających w cudowny sposób spowodować, że nawet po wypiciu sporej dawki alkoholu alkotest nic nie wskaże. W praktyce zjedzenie cukierków miętowych czy nawet wypicie szklanki octu nie pomoże w oszukaniu policyjnego alkomatu. Potwierdzają to specjaliści z Instytutu Ekspertyz Sądowych, którzy badali spożycie różnych produktów mających jakoby zniwelować wskazania urządzenia. Wyniki przeprowadzonych prób nie potwierdziły tych rewelacji.

Czy u trzeźwego kierowcy można wykryć alkohol?

16 PYTAŃ DOTYCZĄCYCH KONTROLI POLICYJNEJ
16 pytań dotyczących kontroli policyjnej
O czym powinni wiedzieć kierowcy w związku z kontrolą drogową i działaniami podejmowanymi przez policję? czytaj więcej

Tak. Policyjny przenośny alkotest może wykrywać nie tylko alkohol wydychany z płuc, ale także tzw. alkohol resztkowy, zalegający w jamie ustnej. Może on pozostać nawet po wypiciu małej dawki alkoholu, zjedzeniu cukierka z alkoholem lub użyciu odświeżacza do ust. Warto jednak wiedzieć, że po kilku czy kilkunastu minutach alkohol resztkowy znika.

Dlaczego nie można palić papierosa przed badaniem?

Substancje znajdujące się w dymie tytoniowym mogą zostać wykryte przez czujnik elektrochemiczny i zinterpretowane jako alkohol. Z tego powodu kilka minut przed badaniem nie można palić papierosów. Jeśli się paliło, lepiej poinformować o tym policjanta.

Dlaczego podczas kontroli policjant czeka z badaniem alkotestem?

Badanie powinno być wykonane nie wcześniej niż 15 minut od momentu jedzenia lub palenia, ponieważ po tym czasie znika alkohol resztkowy. Co prawda nie ma przepisu, który zobowiązywałby policjanta do badania kierowcy dopiero 15 minut od momentu zatrzymania, jednak funkcjonariusze przed badaniem alkotestem pytają kierowcę, czy kilka minut wcześniej nie pił, nie jadł lub nie palił tytoniu. Odpowiadając na to pytanie warto dobrze się zastanowić. Jeśli w rzeczywistości np. paliliśmy, ale o tym nie powiemy, zostaniemy natychmiast poddani badaniu, a jego wynik może być zafałszowany.

Czy można odmówić policjantowi badania alkotestem?

Można, jednak konsekwencje nie są przyjemne. Policjanci zwykle zatrzymują wówczas prawo jazdy, mając podejrzenia co do stanu trzeźwości kierowcy i decydują o wykonaniu badania krwi (robią to też, gdy kierowca nie potrafi lub nie chce wydmuchać odpowiedniej dawki powietrza do urządzenia wynoszącej ok. 1,2 l powietrza). Dokument zostanie zwrócony dopiero wtedy, gdy mundurowi otrzymają potwierdzenie negatywnego wyniku badania lub jeśli nie otrzymają go w ciągu 30 dni od zatrzymania dokumentu.

UPS, STŁUCZKA! ALE KTO JEST WINNY?
Ups, stłuczka! Ale kto jest winny?
Zdarza się, że chociaż nie spowodowaliśmy stłuczki, to możemy mieć problem z udowodnieniem swojej niewinności. czytaj więcej

Do czego służy szybki tester trzeźwości?

To urządzenie zastępujące niejako nos policjanta. Wkładane do wnętrza samochodu, którym jedzie kierowca poddawany kontroli, szybko wykrywa alkohol znajdujący się w powietrzu. Jeśli tester ją potwierdzi, kierowca musi dmuchać w tradycyjny alkomat. Badanie szybkim analizatorem wydechu nie może stanowić dowodu w sprawie przeciwko kierowcy. Co więcej - czasem urządzenie fałszuje wyniki, jeśli kierowca przed badaniem użył płynu do spryskiwaczy z zawartością alkoholu, co potwierdzają sami policjanci. Obecne w kabinie auta opary mogą wpłynąć na wynik pomiaru wykonywanego testerem trzeźwości.

Czy jeśli alkotest pokaże przekroczenie dozwolonego limitu alkoholu, kierowca zostaje uznany za winnego?

Zdarzają się pomyłki alkotestu. Jeśli podczas pierwszego badania urządzenie wskaże pozytywny wynik, policjant wykonuje jeszcze dwa testy. Jeśli w obu alkomat nie wykryje alkoholu, kierowcę uznaje się za trzeźwego, a pierwsze badanie za błąd pomiarowy. Inaczej sytuacja przedstawia się, gdy podczas pierwszego badania alkotest pokaże nieznaczne przekroczenie dozwolonego limitu, a w kolejnych badaniach wynik mieści się już w normie. W tym przypadku kierowca odpowiada za prowadzenie po alkoholu - pod uwagę brany jest najwyższy zbadany poziom alkoholu.

Czy od kierowcy uczestniczącego w wypadku pobierana jest krew?

Nie ma takiego obowiązku. Według przepisów urządzenia elektroniczne zapewniają podobny poziom dokładności pomiaru do tego, jaki osiąga się przy badaniu krwi, więc nie ma potrzeby jego wykonywania. Czasem jednak policjanci decydują się zrobić kolejne badanie na alkoteście stacjonarnym. Powód? Ten ma oferować większą dokładność i brak ewentualnych podstaw do podważenia wyniku badania trzeźwości przed sądem.

Sebastian Sulowski

ZOBACZ TAKŻE:

Jak negocjować z policjantem? - PORADY

Badanie pasażerów alkomatem - PRZEPISY
http://www.magazynauto.pl/porady/przepi ... nId,951204
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 18 lip 2013, 09:44

Wielki wzrost e-handlu. Czy naprawdę wiesz, jak kupować w internecie?...
W Polsce handel internetowy jest wart ok. 21 mld zł, a 50 proc. tej kwoty generują transakcje na Allegro. W internetowych zakupach na uprzywilejowanej pozycji stoją kupujący, choć sami często o tym nie wiedzą. Jeśli sprzedawca nie ustali ceny minimalnej lub popełni pomyłkę i sprzeda towar wart kilkaset złotych za symboliczną złotówkę, musi go wysłać kupującemu.

Polski e-handel internetowy prężnie się rozwija. Firmy SMB, Kelkoo i Forrester Researchszacują , że w 2012 roku sprzedaż za pośrednictwem internetu wzrosła o ok. 23 proc. i wynosi 21,5 mld zł. Samo Allegro to ok. 50 proc. rodzimego handlu internetowego, a codziennie za pośrednictwem tej platformy zawiera się kilkaset tysięcy transakcji. Dla porównania, w 2002 roku branża e-zakupów była warta 330 mln (czyli ok. 1,5 proc. wyniku ubiegłorocznego). Jednak na tle innych unijnych państw wypadamy przeciętnie. W 2012 roku europejska branża e-handlu wygenerowała 311,6 mld euro. W tej kategorii prym wiodą Wielka Brytania (96 mld euro z tej sumy), Niemcy (50 mld) i Francja (45 mld).

Polacy kupują przez internet coraz śmielej i coraz częściej. Jednak zdarzają się sytuacje, gdy nie są świadomi, jakie konkretnie prawa im przysługują. To błąd, gdyż wiele na tym tracą.

Sprzedawca musi oddać towar za bezcen

Często dochodzi do sytuacji, gdy na skutek błędu sprzedawcy (np. gdy zapomni ustalić cenę minimalną) internauta znajdzie niebywałą okazję do kupna towaru poniżej jego wartości rynkowej. Na internetowych forach roi się od zapytań, co zrobić w takiej sytuacji. Kobieta przypadkowo sprzedała auto za 97 zł, podczas gdy jego wartość to 97 tysięcy zł. Internauta kupił telefon za złotówkę, podczas gdy normalnie kosztuje ok. 2 tys. zł. Ten błąd popełnił nawet taki moloch, jakim jest Empik. W 2011 roku przez kilka godzin z niedzieli na poniedziałek większość produktów wystawionych na sprzedaż w sieci oferowano za 49,99 zł (w tym np. warte tysiąc złotych konsole go gier). Przykłady można mnożyć. Teoretycznie kupujący (choć nie jest tego świadomy) ma prawo żądać od sprzedającego wysłania towaru. Jeśli ten odmówi - pozostaje spór w sądzie. - Jeśli ktoś kupił za 1 tys. zł komputer warty 10 tys. zł, transakcja teoretycznie musi być wykonana - mówi dr Konrad Osajda, specjalista od prawa handlowego UW.

Są wyjątki

Wyjątkami od tej reguły może być np. internetowa sprzedaż działki. Potrzebna jest umowa notarialna, dlatego transakcję traktuje się jako zobowiązującą, lecz nie ostateczną. Allegro w regulaminie zastrzega, że np. oferty samochodów, motocykli, maszyn budowlanych, łodzi, przyczep, naczep, zwierząt, usług nie są traktowane jako wiążące.

Co może zrobić sprzedawca, by nie stracić?

Sprzedawca ma tylko jedną możliwość odwołania się od niekorzystnej transakcji. Jak zwraca uwagę Ilona Mikołajczak z Kancelarii Prawnej Monika Jurkiewicz w Toruniu, może powołać się na wadę oświadczenia woli, jaką jest błąd. - Nie jest to proste, jednak realne. Powołujący się (sprzedawca) musi bowiem udowodnić, że druga strona (np. kupujący po znacznie niższej cenie niż rynkowa) świadomie błąd wywołała lub mogła go z łatwością zauważyć. Dodatkowo sprzedawca musi udowodnić, że gdyby nie działał pod wpływem błędu i oceniał sprawę rozsądnie, nie złożyłby tego rodzaju oferty - mówi Ilona Mikołajczak.

Kiedy kupujący może zaskarżyć sprzedawcę?

Tyle w teorii. Realia prezentują się nieco inaczej, gdyż jak to w prawie, diabeł tkwi w szczegółach. Zanim konsument skieruje sprawę do sądu, bo w skutek błędu sprzedawcy chce kupić np. telefon za 30 proc. jego rynkowej ceny, powinien sprawdzić, czy rzeczywiście doszło do transakcji. W wielu przypadkach bowiem pozorna oferta sprzedaży nie jest tak naprawdę ofertą, lecz zaproszeniem do licytacji. Wtedy to kupujący jest stroną składającą ofertę, a sprzedający nie jest niczym związany i może w nich dowolnie przebierać, aż trafi na tę, która go zadowoli.

Jak to rozróżnić?

Dr Konrad Osajda tłumaczy, że dociekanie, czy oferta jest aukcją, czy zaproszeniem do licytacji, jest sprawą kontrowersyjną, a prawnicy są w tej kwestii podzieleni. - W rozpatrywaniu takiego sporu należy zwrócić uwagę na "stanowczość" oferty. Jeśli sklep wystawia na sprzedaż produkt i cenę, jest to dla mnie aukcja. Jeśli natomiast pisze ogólnie, że ma dany produkt na sprzedaż i zastrzega, że jest to zaproszenie do licytacji, nie jest związany transakcją - tłumaczy prawnik.

Sprzedawca musi poinformować o prawach kupującego

Mimo to prawnicy w większości twierdzą, że sądy bardziej przychylają się ku roszczeniom kupujących, a nie sprzedających. - Konsument często jest podmiotem uprzywilejowanym - mówi Ilona Mikołajczak. Sprzedawcy też mają trochę na sumieniu, bo niechętnie informują konsumenta o jego prawach. Z analizy portalu Centrumsprzedawcy.pl wynika, że 90 proc. internetowych sprzedawców nie powiadamia klientów we właściwy sposób, że mają prawo odstąpić od transakcji bez podania przyczyny w ciągu 10 dni od zakupu.

Na własną niekorzyść

Zawierają to w regulaminach, ale powiedzmy sobie szczerze, mało kto je czyta. Dr Konrad Osajda tłumaczy, że sprzedawcy są zobowiązani dołączyć do przesyłki formularz, który poinformowałby o tym klienta. - W sumie mogłaby wystarczyć wiadomość e-mail, lecz samo wzmiankowanie w regulaminie jest niewystarczające - ocenia prawnik. - Jeśli sprzedający w żaden sposób, nawet w regulaminie, nie powiadomi kupującego, że ma 10 dni na odstąpienie od umowy, zadziała na swoją niekorzyść, gdyż wtedy sprzedający będzie miał na to trzy miesiące - uzupełnia Ilona Mikołajczak.

Nie daj się nabić w butelkę

Dr Konrad Osajda dodaje, że często sprzedawcy nawet nie są świadomi, jakie prawa przysługują kupującym. - Przyjmijmy, że ktoś kupuje komputer za 2 tys. zł plus przesyłka i ubezpieczenie firmy kurierskiej w wysokości 50 zł. Jeśli zdecydujemy się sprzęt zwrócić, sprzedawca jest zobowiązany oddać nam pieniądze także za przesyłkę, czyli 2050 zł - tłumaczy.
http://pieniadze.gazeta.pl/Gospodarka/1 ... #BoxBizTxt
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 24 lip 2013, 18:20

Jak właściwie wyliczyć wysokość alimentów?
Jak się rozwieść - najczęściej zadawane pytania
Jak właściwie wyliczyć wysokość alimentów? (Do pobrania: 4 karty kalkulacyjne kosztów utrzymania dziecka)
Jak egzekwować alimenty, gdy dłużnik przebywa za granicą?
Ile kosztuje podział majątku wspólnego?
Odpowiedzialność za długi współmałżonka
Rozliczenia majątkowe pomiędzy konkubentami
Egzekwowanie kontaktów z dzieckiem
http://www.adwokat-waskan.pl/prawo-rodz ... entow.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 25 lip 2013, 13:23

Rewolucja w dziedziczeniu odwołana. Zachowek zgodny z konstytucją
Rewolucja w dziedziczeniu odwołana. Zachowek zgodny z konstytucją...
Trybunał Konstytucyjny badał dziś czy przepisy nakazujące spadkobiercom wypłatę zachowku członkom najbliższej rodziny zmarłego pominiętym w testamencie są zgodne z konstytucją. Gdyby uznał, że są sprzeczne byłaby to prawdziwa rewolucja w dziedziczeniu. Zdaniem Trybunału przepisy o zachowku nie łamią jednak konstytucji

Trybunał orzekł w czwartek, że prawo do zachowku nie narusza prawa własności i prawa do dziedziczenia. Stwierdził, że ogranicza ono wprawdzie swobodę spadkodawcy do decydowania o swoim majątku, ale ograniczenie to jest konieczne ze względu na ochronę praw i wolności najbliższych członków jego rodziny.

Zachowek chroni rodzinę

Dziś jest tak, że pominiętym w testamencie małżonkom, rodzicom, dzieciom i wnukom należy się tzw. zachowek. To rodzaj zabezpieczenia dla rodziny spadkobiercy, jeśli postanowił on zapisać cały swój majątek komuś spoza jej grona. Albo dla poszczególnych członków rodziny, których spadkodawca postanowił w testamencie pominąć.

Bo w testamencie spadkodawca może zapisać swój majątek, komu chce. Wnukowi, partnerowi od szachów, sąsiadce, kochance... Na szczęście dla rodziny nie jest tak, że jeśli spadkodawca pominie w testamencie kogoś bliskiego, bo na przykład za nim nie przepadał, to ten pominięty nic po nim nie dostanie.

Spadek oddany w naturze

Rodzinie spadkodawcy, który postanowił zapisać cały swój majątek komuś spoza jej grona, należy się zachowek. Kodeks cywilny pozwala im wystąpić do spadkobiercy o zapłatę kwoty, jaka należałaby się rodzinie, gdyby nie została odsunięta od dziedziczenia. Wysokość zachowku to dwie trzecie wartości udziału spadkowego, który przypadałby występującej o niego osobie przy dziedziczeniu ustawowym, jeśli jest małoletnia lub trwale niezdolna do pracy i jedna druga wartości tego udziału w pozostałych wypadkach.

Zwykle zachowek ma formę pieniężną. Szacuje się jego wartość i wypłaca pieniądze. To może być nie lada problem dla spadkobiercy zobowiązanego do wypłaty zachowku. A to dlatego, że bardzo często spadek nie ma formy pieniężnej, jest nim np. mieszkanie, samochód, kolekcja obrazów, księgozbiór...

Tymczasem w ramach zachowku trzeba nagle wypłacić uprawnionej osobie pokaźną sumę pieniędzy. Owszem, zachowek można wypłacić w naturze, ale musi się na to zgodzić osoba uprawniona do świadczenia.

Sądy nie wiedzą co robić

Z wnioskami o zbadanie konstytucyjności przepisów kodeksu cywilnego o zachowku zwróciły się dwa sądy okręgowe. Zdaniem jednego z nich jedynym uzasadnieniem dla zachowku było umożliwienie zachowania w rodzinie zgromadzonego od pokoleń majątku. Tylko, że teraz to historyczne uzasadnienie stosowania przepisów o zachowku straciło już znaczenie. Bo dziś na majątek nie pracuje już zwykle wspólnie cała rodzina. Tymczasem zachowek nie pozwala na swobodne decydowanie o przeznaczeniu majątku i przekazaniu go członkom rodziny albo osobom obcym. Tak to ocenił sąd okręgowy. Jego zdaniem przepisy dotyczące zachowku naruszają konstytucyjne zasady własności i prawa do dziedziczenia.

Co z wypłaconymi zachowkami?

Z taką oceną przepisów o zachowku nie zgadzały się Sejm i prokuratura. - Leżące u podstaw instytucji zachowku reguły ochrony członków najbliższej rodziny spadkodawcy, jakkolwiek ograniczają w pewnej mierze swobodę testowania, mieszczą się w sferze swobody regulacyjnej ustawodawcy, realizując równocześnie konstytucyjny nakaz szczególnej ochrony rodziny - napisała w stanowisku Sejmu marszałek Ewa Kopacz. Jej zdaniem konstytucja nie nakazuje równego traktowania spadkobierców. A przepisy o zachowku sa zgodne z konstytucją.

Prokurator generalny przekonywał, że Trybunał powinien umorzyć postępowanie, bo nie wiadomo co po ewentualnym uznaniu przepisów o zachowku za sprzeczne z konstytucją miałoby się stać z już wypłaconymi zachowkami, albo tymi, które spadkobiercy już zgodzili się wypłacić.

Zachowek zostaje, wydziedziczenie możliwe

Po werdykcie Trybunału przepisy o zachowku będą funkcjonowały w niezmienionej formie. Spadkodawca tak jak do tej pory będzie mógł wydziedziczyć członka rodziny, czyli pozbawić go prawa do zachowku z tym, że tak jak do tej pory będzie to trudne. Można to zrobić na przykład, gdy osoba, która ma być wydziedziczona dopuściła się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci (np. pobiła go, groziła mu lub publicznie ubliżała). Wydziedziczony może się z taką decyzją spadkodawcy nie zgodzić i szukać sprawiedliwości w sądzie.
Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,143 ... z2a3kBYLr5
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 27 lip 2013, 09:24

Lichwa w majestacie prawa 2013-07-27 (00:10)

Niektóre firmy pożyczają pieniądze nawet na kilkanaście tysięcy procent w skali roku. Ustawa antylichwiarska jest powszechnie omijana, alarmuje "Dziennik Polski".

- W Polsce lichwa jest na porządku dziennym, a zafundowali ją nam posłowie nowelizując w roku 2011 prawo o kredycie konsumenckim, twierdzi Krzysztof Oppenheim, finansista i komentator wydarzeń gospodarczych. Przypomina, że dwa lata temu usunięto z ustawy zapis mówiący o tym, iż łączna kwota wszystkich opłat, prowizji oraz innych kosztów nie może przekraczać 5 proc. udzielanego kredytu.

Wprawdzie w kodeksie cywilnym pozostał zapis ograniczający wysokość odsetek do czterokrotności tzw. stopy lombardowej NBP (obecnie stopa ta wynosi 4 proc.), ale zniesiono ograniczenia w ustalaniu dodatkowych kosztów kredytu lub pożyczki. Od razu skorzystały z tego niebankowe firmy pożyczkowe. Rozwinęły rynek "chwilówek" i innych bardzo drogich produktów finansowych. Kto korzysta z ich usług? - Osoby, które nie mogą liczyć na kredyt w normalnym banku.

Uchwalenie prawa drobiazgowo regulującego działanie firm pożyczkowych nie jest więc wykluczone. Do uzgodnień międzyresortowych ma trafić projekt ustawy wprowadzający maksymalny limit tzw. rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania (RRSO). Uniemożliwi to pobieranie zawyżonych opłat i prowizji, twierdzi wiceminister finansów Wojciech Kowalczyk.
http://banki.wp.pl/kat,6598,title,Lichw ... omosc.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 27 lip 2013, 09:25

Dwie wizyty lekarskie tego samego dnia? NFZ nie zapłaci 2013-07-24 (18:04)

Na pacjentów padł blady strach. Z historii leczenia, którą NFZ udostępnił niedawno on line możesz dowiedzieć się, że wycięto ci nerkę, masz za sobą chemioterapię, chociaż nigdy nie chorowałeś na raka albo że usunięto ci jajnik, mimo że jesteś mężczyzną.

Zintegrowany Informator Pacjenta (ZIP) pozwala każdemu sprawdzić, gdzie, kiedy i za ile był leczony na koszt NFZ. System ruszył 1 lipca. Polacy zaczęli sprawdzać swoją medyczną przeszłość i... niektórzy ubawili się po pachy, a inni przerazili.

Najgłośniej było o mieszkańcu Rzeszowa, który ze swojej historii medycznej dowiedział się, że... przeszedł operację jajnika. Nieważne, że jest mężczyzną. Po interwencji lokalnych mediów okazało się, że w systemie ZIP źle przyporządkowano numery PESEL, na podstawie których w systemie wyświetlają się informacje o zabiegach i poradach.


Ale "drobne błędy" w przypisaniu usług to naprawdę nic. Szybko zaczęły się pojawiać informacje na temat zabiegów, które albo nie miały w ogóle miejsca, albo za które pacjenci płacili z własnej kieszeni. W ten sposób w wielu przypadkach za te same usługi płacono dwa razy - z prywatnej i państwowej kieszeni. Jeden z internatów odkrył, że był hospitalizowany i państwo kosztowało to ponad 10 tys. złotych. Problem polega na tym, że w zeszłym roku nie był nawet u lekarza rodzinnego, nie mówiąc już o pobycie w szpitalu. Im więcej ludzi zaczyna korzystać z systemu ZIP, tym więcej pojawia się zgłoszeń o dziwnych rozliczeniach.

- Wszystkie nieprawidłowości, które pojawią się na koncie użytkownika portalu ZIP, należy zgłosić do oddziału NFZ. Będą one wyjaśniane indywidualnie. Informację o nieprawidłowościach należy przekazać pisemnie, podając swój identyfikator użytkownika oraz dane dotyczące świadczenia - tłumaczy Magdalena Szefernaker z biura rzecznika Narodowego Funduszu Zdrowia.

Jak dowiedziała się Wirtualna Polska w pierwszych dniach po uruchomieniu systemu ZIP do oddziałów Funduszu wpłynęło 10 skarg. To stosunkowo niewiele biorąc pod uwagę, że do zeszłego tygodnia w systemie ZIP zalogowało się ponad 68 tys. osób. Bardzo jednak prawdopodobne, że Polacy po prostu nie przejęli się błędami w bazie danych ZIP.

Zintegrowany Informator Pacjenta

adres serwisu: https://zip.nfz.gov.pl/ap-portal/

Żeby mieć dostęp do informacji o swoim leczeniu, danych medycznych i finansowaniu udzielonych świadczeń należy:
Wejść na stronę rejestracji: https://zip.nfz.gov.pl/ap-portal/user/r ... ault+start i wypełnić zamieszczony tam formularz
Z uzupełnionym wnioskiem i dowodem osobistym trzeba odwiedzieć oddział NFZ gdzie zainteresowany dostanie identyfikator użytkownika oraz tymczasowe hasło
Za pomocą otrzymanego loginu i hasła można się zalogować do systemu. Rejestracja i korzystanie z niego są bezpłatne.
Sypią się kary

Szukanie wyłudzeń jest rzeczą, za którą z pewnością NFZ można pochwalić. Jednak w swoich kontrolnych zapędach fundusz czasem przesadza i nakłada kary za usługi, które... miały miejsce.

Zmorą dla lekarzy jest tzw. koincydencja świadczeń. To takie sytuacje, kiedy jednemu pacjentowi udzielane są tego samego dnia świadczenia zdrowotne przez dwie lub więcej jednostki: szpitale, przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) lub ambulatoryjną opiekę specjalistyczną (AOS).

NFZ nie dopuszcza możliwości, by na rzecz jednego pacjenta tego samego dnia świadczono usługi więcej niż w jednym ośrodku. Z tego powodu Fundusz orzeka sankcje wobec szpitali i przychodni. Po kontroli w czerwcu wystosowano propozycję kar umownych na łączną kwotę 230 tys. zł.


Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia zwraca uwagę, że NFZ posuwa się za daleko. Fundusz wyciąga konsekwencje za kontynuację dotychczasowego leczenia i wystawienie recepty na leki na schorzenia przewlekłe. Tak samo postępuje za udzielenie porady za pośrednictwem rodziny, gdy chory przebywa w szpitalu.

Teoretycznie, jeśli pacjent przewlekle chory będzie wymagał długiej hospitalizacji i skończą mu się leki, to placówka zaoferuje mu odpowiedniki, które ma na stanie. Jednak w przypadku takich chorób, jak cukrzyca zmiana środków może skutkować pogorszeniem stanu zdrowia. Dlatego bezpieczniej jest, by lekarz prowadzący kontynuował leczenie. Szczególnie w sytuacjach, w których w ogóle nie koliduje to z leczeniem szpitalnym.

- Protestujemy przeciwko ograniczeniom praw pacjentów leczonych szpitalnie. Sprzeciwiamy się zmienianiu przez szpitale leków chorym przewlekle bez uzasadnienia terapeutycznego, prawdopodobnie pod wpływem sugestii dealerów farmaceutycznych - mówi prezes PPOZ Bożena Janicka.

Jak podał tygodnik "Polityka", te kurioza dotyczą także takich świadczeń, jak rehabilitacja. Fundusz dopuszcza tylko jedną terapię naraz, nawet jeśli można by przeprowadzić dwie lub więcej. Kiedy sfrustrowany oczekiwaniem chory pójdzie do innej placówki, by przyśpieszyć proces rehabilitacji, to wpadnie w pułapkę. Kontrolerzy NFZ bez problemu ustalą, że pacjent chodził do dwóch placówek jednocześnie i odmówią mu zapłaty w obydwu, dopóki jedna z nich nie wykreśli go ze swojej listy.

- Z tego, co wiem, pacjentom i rodzinie odmawia się kategorycznie udzielania porad i wypisywania recept w czasie hospitalizacji. To zapewne uchroni lekarzy przed konsekwencjami i karami z NFZ. A co z pacjentami? Oni do nas wracają ze szpital ze zmienionymi lekami i problemami - dodaje Janicka.

PPOZ twierdzi, że działania Funduszu są wymierzone w lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Czyżby NFZ chciał środkami z kar nakładanych na medyków podreperować swój budżet? Jeśli tak jest, to powinien wiedzieć, że wystawia w ten sposób pacjentów na szwank, a na dodatek łamie podstawowe prawa konstytucyjne pacjentów, takie jak równy dostęp do opieki medycznej.

(Wirtualna Polska)
http://finanse.wp.pl/kat,104132,title,D ... omosc.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 30 lip 2013, 08:27

Nie płacisz za mieszkanie? Wspólnota je sprzeda
Wspólnoty mieszkaniowe mogą domagać się zlicytowania lokalu należącego do członka, który nie reguluje opłat - orzekł wczoraj Trybunał Konstytucyjny. Zlicytowanie mieszkania uporczywego dłużnika nie jest wcale brutalną ingerencją w jego prawo własności. Tak uznał wczoraj TK.
Sprawa dotyczy Edwarda G. Od 1994 r. nie płaci on za swoje mieszkanie. Jego zaległość trzy lata temu wynosiła ponad 70 tys. zł. Sam lokal jest zaś wart ok. 180 tys. zł. Edward G. nie regulował zobowiązań, uważając, że opłaty są za wysokie.

- Inne zobowiązania reguluję, tu chodzi o zasady - podkreśla.



W końcu wspólnota mieszkaniowa, której jest członkiem, zwróciła się do sądu, domagając się zlicytowania jego mieszkania. Prawomocne rozstrzygnięcie jest dla Edwarda G. niekorzystne. Jego pełnomocnik wniósł więc skargę konstytucyjną do trybunału.

Brutalne rozwiązanie

Zaskarżył art. 16 ustawy o własności lokali (Dz.U. z 1994 r. nr 85, poz. 388 ze zm.).

Zgodnie z nim jeżeli właściciel lokalu zalega długotrwale z zapłatą należnych opłat, wspólnota mieszkaniowa może w trybie procesu żądać sprzedaży lokalu w drodze licytacji na podstawie przepisów kodeksu postępowania cywilnego o egzekucji z nieruchomości. Przepis obowiązuje od wejścia w życie ustawy i co do zasady ma służyć wyegzekwowaniu opłat w drodze licytacji, z pominięciem innych sposobów egzekucji.

"Przymusowa sprzedaż lokalu na podstawie tego przepisu jest brutalną ingerencją w sferę własności indywidualnej" - podnosił w skardze. Na rozprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym przekonywał zaś, że przepis jest źle sformułowany i wcale nie ułatwia wspólnocie odzyskiwania należności.

Podobne stanowisko reprezentował przedstawiciel prokuratora generalnego prokurator Teresa Ostrowska, która również wnosiła o uznanie jego niekonstytucyjności.

- Przyznane wspólnotom uprawnienie jest zbyt dolegliwe dla właścicieli mieszkań - twierdziła. Zwróciła uwagę, że wspólnoty mogłyby od razu, kiedy zaległość w opłatach się pojawi, występować do sądu o zapłatę. - Najpierw należy więc stosować słabsze środki, a dopiero potem te bardziej drastyczne - podnosiła na wczorajszej rozprawie.

Jak wskazała, wspólnoty wolą jednak inną drogę: poczekać, aż zaległość się nawarstwi, i wystąpić do sądu w trybie zaskarżonego przepisu. Zdaniem prok. Ostrowskiej przepis powinien wymieniać inne środki, jakie w pierwszej kolejności przysługują wspólnocie.

Innego zdania był przedstawiciel Sejmu.

- Przepis rzeczywiście jest rygorystyczny, ale sądy dobrze się nim posługują i nie wydają nieuzasadnionych wyroków. Ustawa pozostawia bowiem do ich oceny, czy zaległość jest długotrwała - uważa poseł Beata Kempa (PiS).

Dobra praktyka

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 16 ust. 1 ustawy o własności lokali w zakresie, w jakim przewiduje możliwość wystąpienia przez wspólnotę mieszkaniową o zlicytowanie lokalu będącego własnością jej członka, gdy ten nie reguluje opłat, jest zgodny z ustawą zasadniczą. Nie tylko nie naruszakonstytucji, ale wręcz jest przydatny do realizacji celu ustawy, jakim jest ochrona praw i interesów pozostałych właścicieli lokali i porządku publicznego.

- Trybunał skrupulatnie zbadał praktykę stosowania tej instytucji przez sądy powszechne. Z tej analizy wynika, że wyrażają one zgodę na zlicytowanie lokalu po wykazaniu przez wspólnotę: długotrwałości zalegania z opłatami, dowodu wysokości dłużnej sumy, a także wielokrotnych prób komorniczego odzyskania należności - wyjaśnił sędzia sprawozdawca Mirosław Granat.

Dodał, że w większości przypadków wspólnoty występują do sądu dopiero, gdy zawodzi ogólny tryb egzekucji roszczeń.

- Ten przepis to ostatni bastion właścicieli przed skutkami zachowania innego członka wspólnoty, który narusza ich wspólny interes - podkreślił sędzia Granat.

- Jestem zdziwiony tym rozstrzygnięciem. W mojej ocenie przysługujące wspólnocie mieszkaniowej roszczenie o sprzedaż lokalu, w sytuacji gdy jego właściciel nie reguluje opłat, jest nadmierną ingerencją w prawo własności - komentuje orzeczenie adwokat Andrzej Michałowski z kancelarii Michałowski Stefański.

Zastanawia się, czy sensowna praktyka sądów powinna być argumentem za orzeczeniem konstytucyjności.

Wspólnota może zlicytować lokal, gdy:

- lokator długotrwale zalega z pokrywaniem opłat,

- wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu,

- przez swoje niewłaściwe zachowanie czyni korzystanie z innych lokali lub z nieruchomości wspólnej uciążliwym.

Ewa Maria Radlińska

ewa.radlinska@infor.pl

ORZECZNICTWO

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 29 lipca 2013 r., sygn. akt SK 12/12.

Wybrane wydanie: 30 lipca 13 (nr 146)

Dziennik Gazeta Prawna
http://biznes.interia.pl/finanse-osobis ... da,1939089
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 30 lip 2013, 15:48

Wrzuciłeś do sieci zdjęcia z wakacji? Możesz za to słono zapłacić [CZEGO NIE WIEMY O PRAWACH AUTORSKICH]...
Agnieszka Jakubowska 2013-07-24, ostatnia aktualizacja 2013-07-24 14:56:22

Iluminacje, które oświetlają nocą Wieżę Eiffla są utworem w rozumienia prawa autorskiego. Dlatego, by móc je fotografować i rozpowszechniać we Francji, trzeba uzyskać zgodę posiadacza praw. Opublikowanie takiego zdjęcia w Polsce nikogo już nie zainteresuje, ale są inne pułapki - turysta rozpowszechniający w sieci zdjęcia z wakacji stąpa po grząskim gruncie. "W Polsce niemal każdy jest potencjalnym przestępcą" - mówi Kuba Danecki z Centrum Cyfrowego, autor bloga o prawie autorskim Conasuwiera.pl, z którym rozmawiamy o prawnych absurdach.



Agnieszka Jakubowska: Moja koleżanka wrzuciła ostatnio 55 zdjęć z Chorwacji na Facebooka. Bez problemu można je podać dalej, klikając w "udostępnij". A czy równie łatwo można je sobie ściągnąć i wykorzystać na własny użytek?

Jakub Danecki: Myślę, że wcześniej powinniśmy zadać sobie jeszcze jedno pytanie: czy w ogóle możemy wrzucić na Facebooka zdjęcia swojej osoby, które ktoś nam zrobił?

Prawo autorskie mówi, że autorem jest osoba, która zrobiła dane zdjęcie i że to ona jest posiadaczem praw do niego. Dlatego, jeżeli na wakacjach poprosiliśmy kogoś o pstryknięcie nam fotki, powinniśmy poprosić też o zgodę na jego wykorzystanie, żeby wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa. Jeśli wrzucamy je na Facebooka czy gdziekolwiek indziej bez takiej zgody, to dochodzi do łamania prawa i nie ma znaczenia to, że to my znajdujemy się na fotografii.

Ale przecież mnóstwo osób tak robi, w ogóle się tym nie przejmując. Można za to "siedzieć"?

Tak. Mówimy o sytuacji, w której dochodzi do nieautoryzowanego rozpowszechnienia utworu, które jest czynem, za który mogą grozić 2 lata więzienia. Konsekwencją naruszenia prawa autorskiego może być też konieczność zapłacenia trzykrotnej wartości jakiegoś utworu. Wiadomo, że w tym przypadku prawo nie będzie i nie jest przestrzegane. W teorii dzieje się coś, co jest niezgodne z prawem, w praktyce wielu osobom jest to obojętne i nikt się tym nie przejmuje, szczególnie jeżeli chodzi o działalność niekomercyjną. Czy ktokolwiek wyobraża sobie sytuację, w której niemiecki turysta, którego poprosiliśmy o zrobienie zdjęcia na tle piramid będzie domagał się sprawiedliwości za to, że wrzuciliśmy to zdjęcie na Facebooka? Niestety - nieprzestrzeganie prawa jest jedyną szansą, na to, żeby nie doszło do paraliżu naszego życia.

To skomplikowana sprawa, bo wychodzi na to, że w Polsce niemal każdy jest potencjalnym przestępcą. Przecież niejeden z nas dokonał kiedyś w jakiś sposób nielegalnego rozpowszechnienia: samo słuchanie muzyki na słuchawkach na tyle głośno, że słyszą ją inni, jest już rozpowszechnieniem. W polskich realiach bardzo rzadko dochodzi do spraw sądowych o naruszenie praw autorskich, jeżeli chodzi o niekomercyjne użycie. Takie sytuacje zwykle kończą się na nakazie naprawienia szkody czy przeprosin, czyli na powinnościach, które nie są dotkliwe dla winowajców. Sprawa komplikuje się w przypadku komercyjnego użycia jakiegoś utworu.

Co może zrobić ta koleżanka, jeżeli znajdzie swoje zdjęcia z Chorwacji na banerze, plakacie czy ulotce, które jakaś agencja reklamowa wykorzystała bez jej wiedzy?

Sytuacje tego typu są bardzo rzadkie albo nie zdarzają się w ogóle. Komercyjne użycie zdjęcia jest obwarowane bardziej restrykcyjnymi zasadami, dlatego ludzie bardzo pilnują, aby wszystko odbywało się zgodnie z prawem. Ale jeżeli jednak dojdzie do takiej sytuacji, mamy do czynienia ze zwykłym naruszeniem prawa i możemy zgłosić ten fakt organom ścigania. Oczywiście pod warunkiem, że zostało to zrobione bez naszej zgody. Bo warto zadać sobie pytanie: czy na pewno tej zgody nie udzieliliśmy? Musimy pamiętać, że przyzwolenie na wykorzystanie naszego zdjęcia możemy dać np. ustnie albo poprzez zatwierdzenie jakiegoś regulaminu czy kliknięcie "Tak" i zaakceptowanie warunków danego serwisu internetowego. Dlatego może się okazać, że kiedyś przez przypadek udostępniliśmy nasze zdjęcie do komercyjnego użytku jakiejś stronie trzeciej. Natomiast jeśli jesteśmy pewni, że tego nie zrobiliśmy i nie pozwoliliśmy na wykorzystanie naszego zdjęcia do użytku komercyjnego, powinniśmy zgłosić to na policję. Będziemy mieć do czynienia ze zwyczajnym postępowaniem, w którym drogą sądową będziemy dochodzili swoich praw.

Podobno za rozpowszechnianie nocnych zdjęć Wieży Eiffla grożą kary - to tzw. "znak towarowy".

Zdaje się, że iluminacje Wieży Eiffla - ustawienia i kolory świateł - są utworem w rozumieniu prawa autorskiego i są przez nie chronione. Dlatego fotografując Wieżę Eiffla, fotografujemy kolejny utwór. Zasady i obostrzenia opisane w turystycznych przewodnikach to regulacje obowiązujące we Francji. Natomiast w Polsce jest inaczej - jeżeli jakiś utwór jest na widoku publicznym, np. jest to zdjęcie architektury czy obrazu na wystawie, nie ma tak ostrych restrykcji dotyczących publikacji zdjęcia. Oznacza to, że będąc we Francji prawdopodobnie nie możemy wrzucić nocnego zdjęcia Wieży Eiffla na naszego Facebooka, ale kiedy wrócimy z nim do Polski i będzie obowiązywało nas już polskie prawo autorskie, możemy swobodnie umieścić je w sieci.

Jeżeli coś znajduje się w przestrzeni publicznej w Polsce, można to bez problemu fotografować i zdjęcie rozpowszechniać. Sprawa komplikuje się, kiedy coś jest znakiem towarowym i chcemy to wykorzystywać, ale to zupełnie inna para kaloszy i kwestia jeszcze bardziej skomplikowana. Jako podstawę należy traktować stwierdzenie, że można fotografować wszystko, co znajduje się w przestrzeni publicznej.

Musimy pamiętać też o tym, że prawo autorskie w rożnych miejscach na świecie działa inaczej. To znaczy, że to samo zdjęcie wrzucone jedną ręką w Niemczech, a drugą w Polsce, będzie miało różny status prawny. To, co w Polsce jest w pełni legalne, np. w USA może okazać się naruszeniem praw autorskich kosztującym kilka milionów dolarów. Będąc turystami poruszamy się po bardzo kruchym lodzie, jeżeli chodzi o prawa autorskie.



Co jeszcze "grozi" moim utworom, jeżeli założę sobie konto na Facebooku i będę je tam umieszczać?

Umowa licencyjna na Facebooku jest bardzo szeroka. Zakładając konto zaznaczamy "kwadraciki", których prawie nikt nie czyta. A w rzeczywistości godzimy się na bardzo szerokie wykorzystanie naszych zdjęć, filmów czy wypowiedzi: dajemy serwisom licencję na wykorzystanie ich do celów komercyjnych, na sprzedawanie ich dalej. Ostatnio było głośno o tego typu sprawach, kiedy Yahoo przejął Tumblera. Okazało się, że te kilkadziesiąt milionów blogów założonych na Tumblerze z milionami czy miliardami zdjęć, które się na nich znajdują, zostały przekazane komuś innemu. Nagle Yahoo weszło w posiadanie praw i licencji do wszystkich materiałów i zyskało bardzo szerokie uprawnienia do wykorzystywania zdjęć z Tumblr.com. Dlatego kiedy wrzucamy coś na portale społecznościowe musimy zdawać sobie sprawę z tego, że pozwalamy ich administratorom na wykorzystanie naszych zdjęć i wszystkich materiałów, które tam zamieszczamy: filmów, naszych wypowiedzi, tekstów itp. na warunkach, których (na ogół) nie przeczytaliśmy.

Czyli Facebook może zrobić prawie wszystko z moim profilem, a jeżeli nie zgodzę się na jego warunki, nie założę konta.

Dokładnie tak to działa. Na szczęście w praktyce nie dochodzi do wielkich nadużyć, bo wydaje się, że obecnie istnieje pewna niepisana umowa, co Facebook zrobić może, a czego nie może i wykorzystywanie prywatnych materiałów to swoiste tabu. Natomiast gdyby kiedyś zmieniła się polityka tej firmy, może się okazać, że wszystkie umieszczone w serwisie treści będą udostępniane w inny sposób.

Ale często pojawia się pytanie o to, co inni mogą zrobić z utworami wrzuconymi na portale społecznościowe, w końcu zgodziliśmy się na tyle, że chyba wszystko jest nam obojętne, prawda? Kiedy wrzucamy zdjęcie na Facebooka, udzielamy licencji na wykorzystanie go tylko Facebookowi. Oznacza to, że jeżeli korzystamy z wewnętrznych narzędzi serwisu, kiedy klikamy "Lubię to" czy "Udostępnij", sami nic nie udostępniamy, lecz wysyłamy prośbę do Facebooka, żeby dzięki swoim mechanizmom np. wrzucił to zdjęcie na ścianę innej osoby. Dopóki wszystko dzieje się wewnątrz tego portalu, dzieje się to na podstawie tej licencji, której mu udzieliliśmy. Ale w sytuacji, gdy ktoś sobie to zdjęcie z Facebooka ściąga, a następnie rozpowszechnia je dalej (np. uploadując je na włsny profil) bez przyzwolenia jego właściciela, łamie prawo. Licencja udzielona Facebookowi to licencja udzielona Facebookowi, a nie całemu światu.

Wychodzi na to, że zdjęcia, które wrzucamy do sieci zawsze skazane są na to, że ktoś nam je zwyczajnie podwędzi, a my się o tym nigdy nie dowiemy.

Z punktu widzenia prawa sytuacja jest bardzo prosta: jeżeli ktoś nie uzyska naszej zgody na wykorzystanie zdjęcia, to poza granicami dozwolonego użytku, nie może z tym zdjęciem nic zrobić. Ale w praktyce jeżeli coś raz trafi do sieci, to w niej zostaje i krąży na zawsze. Wrzucony utwór może być wykorzystany z jednej strony w dobrej wierze: wyobraźmy sobie, że zrobiliśmy świetne zdjęcie, film albo napisaliśmy supertekst z wakacji, który jest komuś potrzebny, żeby coś ilustrować np. na blogu podróżniczym. Jeżeli nie chcemy, aby ta osoba wykorzystywała nasze utwory, to po napisaniu maila do niej z informacją o naruszeniu praw autorskich osoba taka przeprosi nas za błąd, tłumacząc, że nie miała na celu nic złego i materiał odpublikuje, problem znika. Myślę, że to jest większość sytuacji.

Z inną sytuacją spotykamy się, kiedy po drugiej stronie nie będzie dobrej woli. O ile prawo mówi, że jeżeli ktoś naruszył prawa do naszego zdjęcia, możemy taką osobę ścigać, żeby zmusić ją do naprawienia szkody, o tyle w praktyce, jeżeli ktoś nie ma chęci zażegnania konfliktu, jest to często nierozwiązywalne. W sieci krąży wiele zdjęć, filmów czy tekstów, które zostały wykorzystane w złej wierze np. dla ośmieszenia kogoś czy dla zarobienia pieniędzy. Zdarza się, że próba ich usunięcia kończy się jeszcze większym rozpowszechnieniem. Dlatego teoria znowu bardzo rozmija się z praktyką. Teoretycznie mamy wiele narzędzi, które pozwalają nam ścigać naruszenia prawa autorskiego, w rzeczywistości jest to bardzo skomplikowany proces i "zwykły Kowalski" może nigdy nie być w stanie dojść swoich praw.



W takim razie jak możemy próbować chronić nasze zdjęcia, filmy czy relacje z wycieczki?

Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że jeżeli wrzucimy cokolwiek do sieci, nabiera to własnego życia. Stanie się z nim dokładnie to, co chce z tym zrobić ktoś, a nie to, co my chcemy, żeby inni z tym robili. Tego nie przeskoczymy, bo jeżeli coś znajdzie się w internecie, ludzie będą z tego korzystali. Pojawia się ryzyko plagiatu. Dlatego warto się zastanowić, czy nie lepiej zastosować pewne mechanizmy, które pozwolą ludziom korzystać z naszych zdjęć, ale na naszych warunkach np. w zamian za przelinkowanie do nas albo podpisanie ich naszym nazwiskiem. Skoro i tak utwór jest już w sieci i po niej krąży, przynajmniej miejmy coś z tego - wykorzystajmy licencje Creative Commons, żeby uzyskać nad nim kontrolę. Szczególnie, jeżeli zdjęcia z wakacji są dobre, artystyczne.

Licencje Creative Commons pozwalają innym użytkownikom na swobodne dzielenie się twórczością, jeżeli spełnią oni kilka warunków, którymi obwarujemy dany utwór. Zawsze obowiązkiem jest uznanie autorstwa. "In for a penny, in for a pound"* mawiają Anglicy: jeżeli ktoś łamie prawo, wykorzystując nasze zdjęcie, nie będzie przejmował się tym, że złamie prawo, nie podpisując go naszym nazwiskiem. Ale jeżeli takiej osobie pozwolimy wykorzystać to zdjęcie na pewnych warunkach, ona też powinna zachować się wobec nas w porządku, czyli działać w zgodzie z licencją, na której je udostępniliśmy. Wychodzi na to, że nigdy nie jesteśmy w stanie ochronić naszej twórczości w internecie przed dalszym wykorzystaniem, bo ludzie zrobią to, jeżeli tylko będą chcieli. Możemy jedynie próbować nadać temu wykorzystaniu pewne warunki. To swoisty paradoks: właśnie dlatego, że pozwalamy swobodnie korzystać z naszych utworów odzyskujemy pewną kontrolę nad tym, co się z nimi dzieje.

Czy stworzenie takiej licencji jest skomplikowane i czasochłonne?

Licencje Creative Commons (CC) są gotowe, czekają na nas na stronie creativecommons.pl. Są to cztery znaczki, które zastrzegają pewne prawa do wykorzystania naszego utworu przez innych. Samo podpisanie go czterema literkami CC BY, które są oznaczeniem licencji "uznanie autorstwa", jest już w pełni poprawnie udzielonym przyzwoleniem na użycie go pod określonymi warunkami. Większość portali społecznościowych takich, jak Flickr, Vimeo czy Youtube pozwala załatwić to jednym kliknięciem. Trzeba tylko zaznaczyć odpowiednią opcję w ramce.

Na serwisach fotograficznych typu Flickr.com mnóstwo osób pokazuje innym swoje zdjęcia z podróży. Nawet jeżeli są one chronione licencją CC, niektórzy kopiują je, nie zwracając na to uwagi. Można sprawdzić, kto i gdzie wykorzystał nasze zdjęcie?

Jeżeli ktoś używa licencji CC, googlując swoje nazwisko, znajdzie swój utwór, bo ktoś musi go podpisać przy każdym wykorzystaniu. Dlatego jeśli spełnia warunki CC, jesteśmy w stanie śledzić nasz utwór w sieci zgodnie z kolejnością jego wykorzystania przez kolejnych użytkowników. Pod tym względem Creative Commons daje pewną szansę na kontrolę - skoro musimy być podpisani przy każdym zdjęciu, jesteśmy w stanie zobaczyć, kto wchodzi na naszą stronę z jakiego źródła. Zdjęcie krążące bez podpisów jest praktycznie niemożliwe do zlokalizowania, o ile nie trafimy na nie przez przypadek.



No dobrze, a jeżeli znajdę takiego złodziejaszka, co powinna zrobić, żeby odzyskać swoje zdjęcia? Przecież nie będę straszyć go sądem.

Jeżeli ktoś wykorzystuje nasze utwory niezgodnie z prawem, jestem przekonany, że większość konfliktów tego typu rozwiązuje zwykły mail. Poza tym platformy blogowe albo takie, na których można wrzucać filmy, mają specjalny dział, który zajmuje się usuwaniem treści naruszających prawa autorskie. I rzeczywiście można się zwrócić bezpośrednio do Youtube'a, Flickra, Vimeo czy Facebooka, aby usunął treści, które naruszają nasze prawa.

Da się w ogóle udowodnić, że to ja jestem właścicielką skradzionego zdjęcia?

Zaczynamy bardzo poważny temat, jeżeli chodzi o prawa autorskie. W każdym indywidualnym przypadku konfliktu tego typu musi zdecydować sąd. Jeśli nie mamy twardych dowodów na to, że to my jesteśmy twórcami danego utworu, a ktoś twierdzi, że to jego twórczość, mamy do czynienia z paskudnym plagiatem i musimy udowodnić swoje racje przed sądem. To jest najbardziej skomplikowana sytuacja, bo ktoś aktywnie działa na rzecz przywłaszczenia sobie autorstwa i praw do jakiegoś zdjęcia. Z plagiatem należy walczyć.



Spójrzmy na to też z drugiej strony. Prowadzę bloga podróżniczego i ciekawią mnie fotki z wakacji, które znalazłam na Flickr.com. Gdzie szukać informacji, jaką licencją są chronione?

Pamiętajmy, że jeżeli autor napisze, że można swobodnie korzystać ze zdjęcia do celów niekomercyjnych, to zdanie to jest poprawnie udzieloną licencją. Jeżeli nie widzimy pod zdjęciem podpisu, opisu warunków licencji CC lub innej licencji albo nie ma zgody autora na wykorzystanie zdjęcia, musimy założyć, że jest on objęty pełnym prawem autorskim ze wszystkimi restrykcjami.

Na ogół informacje o prawach autorskich znajdują się na samym dole strony lub w specjalnej ramce. Jeżeli na stronie nie ma dokładnych informacji o statusie prawnym zdjęcia (w stopce, u góry strony, w ramkach obok), musimy założyć, że jest ono objęte pełnym prawem autorskim. Na szczęście coraz więcej blogów, repozytoriów zdjęć i innych treści, ma bardzo jasno opisane warunki użytkowania. Coraz więcej z nich zaczyna funkcjonować na zasadach Creative Commons. To oznacza, że mamy możliwość legalnego wykorzystania coraz większej ilości treści, które znajdują się w internecie.

A jeżeli zdjęcie, które bardzo mi się podoba, znajduje się na czyimś blogu i jest niepodpisane, czy oznacza to, że można je sobie przywłaszczyć, nie pytając nikogo o zgodę?

To działa dokładnie w drugą stronę. Im bardziej niepodpisany utwór, tym bardziej nie możemy z niego skorzystać, bo nie znamy jego statusu prawnego. W rzeczywistości ludzie korzystają z takich utworów bezprawnie, bo skoro są niepodpisane, prawdopodobnie nikt nie zauważy, że zostały wykorzystane.

Jeżeli zdjęcie chroni symbol "Wszystkie Prawa Zastrzeżone", czy mimo to mogę poprosić autora, by mi je udostępnił?

Pamiętajmy, że bez pytania możemy wykorzystać taki utwór na zasadach dozwolonego użytku lub cytatu. Dozwolony użytek pozwala na swobodne korzystanie i dzielenie się utworami, pomijając programy komputerowe, z osobami, z którymi pozostajemy w stosunku osobistym, czyli z rodziną albo naszymi znajomymi. A zatem jeżeli znajdziemy w internecie interesujący nas utwór, w dowolny sposób możemy wykorzystać go w kręgu znajomych. Natomiast jeśli chcielibyśmy w wykorzystać go szerzej niż w ramach dozwolonego użytku, musimy skontaktować się z autorem. Pamiętajmy, że posiadacz praw ma pełną swobodę decydowania o tym, co będzie działo się z jego utworem. Dlatego jeśli chcemy go wykorzystać, skontaktujmy się z twórcą.

http://podroze.gazeta.pl/podroze/1,1141 ... l#BoxLSTxt
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 01 sie 2013, 23:59

Felieton: Pożyczki inaczej - o parabankach bez znieczulenia

http://biznes.interia.pl/finanse-osobis ... ia,1939485
Załączniki
2013-08-02_010002.jpg
2013-08-02_010002.jpg (162.72 KiB) Przejrzano 24803 razy
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 05 sie 2013, 14:40

Od połowy przyszłego roku sklepy internetowe w całej UE będą działać na takich samych zasadach

http://biznes.interia.pl/finanse-osobis ... da,1940024
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 07 sie 2013, 09:00

Nowe przepisy. Właściciele podzielonej nieruchomości nie będą odpowiadać za cudze długi...
mil, PAP 2013-08-07, ostatnia aktualizacja 2013-08-07 08:33:23

Osoba, która nie zaciągnęła długu, a ma udział we wspólnej nieruchomości, np. w domu lub w działce, nie straci na skutek zniesienia współwłasności tej nieruchomości - wynika z wchodzącej dzisiaj w życie nowelizacji ustawy o księgach wieczystych i hipotece.

Nowelizacja była konieczna po stwierdzeniu przez Trybunał Konstytucyjny w lipcu ub.r., że niezgodne z konstytucją jest obciążenie hipoteką nieruchomości, która - po zniesieniu współwłasności - trafia w ręce tego współwłaściciela, który nie zaciągnął długu.

Dlatego, począwszy od dzisiaj, jeżeli nieruchomość przypadnie osobie, której udział nie był obciążony hipoteką, wierzyciel będzie mógł - w ramach ustawowego prawa zastawu - ściągnąć dług od drugiego właściciela (obciążonego hipoteką) z kwoty, którą ten otrzymał ze spłaty swojego udziału w nieruchomości.

Rozwiązanie, które ma chronić wierzycieli

Jeżeli natomiast nieruchomość przypadnie - po zniesieniu współwłasności - współwłaścicielowi, którego udział był obciążony hipoteką, wówczas hipoteka ta automatycznie obciąży całą otrzymaną przez niego nieruchomość. Drugi współwłaściciel - ten niezadłużony - z reguły zostaje w takiej sytuacji spłacony.

W praktyce zdarzają się też sytuacje, gdy współwłaściciel, którego udział był obciążony hipoteką, otrzymuje nieruchomość, ale o niższej wartości niż jego dotychczasowy udział obciążony hipoteką - taka sytuacja ma miejsce wtedy, gdy dochodzi do fizycznego wydzielenia np. jednej działki z wspólnej nieruchomości. W takiej sytuacji hipoteka przejdzie na otrzymaną przez dłużnika działkę, a oprócz tego na jego roszczeniu o dopłatę powstanie ustawowe prawo zastawu. Takie rozwiązanie ma chronić wierzycieli.

Chcesz na bieżąco otrzymywać najważniejsze informacje? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... BoxWiadTxt
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 08 sie 2013, 16:12

Polski system podatkowy na 114. miejscu na świecie 2013-08-07 (13:37)

Polski system podatkowy może zniechęcać do prowadzenia biznesu w Polsce. Na rozprawienie się ze wszystkimi dokumentami podatkowymi każdy biznesmen w Polsce poświęca niemal 300 godzin rocznie. Pod tym względem lepiej mają nawet mieszkańcy Autonomii Palestyńskiej.

Polska znalazła się na 32. miejscu w Europie i 114. na świecie pod względem przyjazności systemu podatkowego, wynika z raportu Paying Taxes 2013 opracowanego przez PwC, Bank Światowy i Międzynarodową Korporację Finansową. W rankingu wzięto pod uwagę podatki i inne daniny, które muszą odprowadzać przedsiębiorcy.

Najlepsze w rankingu okazały się państwa znad Zatoki Perskiej oraz Azjatyckie Tygrysy. To właśnie one zajęły pięć pierwszych miejsc zestawienia. Najprzyjaźniejszy system podatkowy dla przedsiębiorców mają Zjednoczone Emiraty Arabskie, przed Katarem i Arabią Saudyjską. Na dwóch dalszych pozycjach znalazły się Hongkong i Singapur.

W tyle za Papuasami

Najwyżej spośród państw UE znalazły się Irlandia (6. miejsce), Dania (13. miejsce) i Luksemburg (14. miejsce). Z kolei spośród najbardziej wpływowych państw świata z grupy G8 najwyżej oceniono system podatkowy Kanady (8. pozycja).

Na tym tle bardzo słabo wypada Polska. Ze 114. miejscem nasz kraj znalazł się nie tylko za czołówką światowej gospodarki, ale nawet za takimi państwami, jak: Kazachstan, Rwanda, Botswana, Mongolia czy Papua-Nowa Gwinea. W rankingu lepiej wypadły od nas również państwa o tak niespokojnej sytuacji wewnętrznej, jak Afganistan, Irak, Syria i Autonomia Palestyńska.

W ogonie Europy

Nie jest jednak tak, że przyjaźniejszy system podatkowy od naszego mają tylko państwa egzotyczne i rynki wschodzące. Bardzo słabo Polska wypada na tle Europy. Spośród uwzględnionych w rankingu 41 państw kontynentu (wliczając Cypr) Polska znalazła się na 32. miejscu. W Unii Europejskiej gorzej od nas wypadły tylko Węgry, Czechy, Włochy i Rumunia.


(fot. WP.PL)


To nie jest kraj dla przedsiębiorców

Sporym problemem w naszym kraju jest czas, który przedsiębiorca musi poświęcić, by poprawnie wypełnić deklaracje podatkowe. Zdaniem autorów raportu zajmuje to 286 godzin, co oznacza 132. miejsce na świecie. We Francji obowiązki podatkowe trwają ponad dwa razy krócej (132 godziny), w Irlandii ponad 3 razy (80 godzin), a w Zjednoczonych Emiratach Arabskich przeszło 20 razy (12 godzin).

Oznacza to, że o ile w Dubaju załatwienie spraw podatkowych pochłania 1,5 dnia etatowego pracownika, o tyle w Polsce zajmuje ponad 7 tygodni roboczych!

116. pozycję zajęła Polska pod względem łącznej kwoty podatków i danin, które zapłacić musi przedsiębiorca. Według autorów raportu wynoszą one 43,8 proc. jego dochodów. Znacznie mniej podatków odprowadza biznes w Gruzji (16,5 proc.), Kosowie (15,4 proc.) i Macedonii (9,4 proc.), ale najlepiej na świecie wypada wyspiarskie Vanuatu, gdzie przedsiębiorcy płacą państwu tylko 8,4 proc. dochodu.

http://finanse.wp.pl/kat,1033759,title, ... omosc.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 12 sie 2013, 09:05

Dewizy z PRL pod lupą fiskusa 2013-08-12 (08:09)

Pracowałeś za granicą? Przywiozłeś pieniądze? Urząd skarbowy nawet po 30 latach może zapytać, skąd je masz, i rozpocząć postępowanie z zamiarem nałożenia 75-procentowego podatku - informuje "Dziennika Gazeta Prawna".

O takiej sytuacji poinformowała gazetę czytelniczka z Warszawy. Kobieta, dziś już starsza osoba, razem z mężem pracowała na czarno w latach 80. na Zachodzie. Przywóz zarobionych pieniędzy celnikom zgłaszali na granicy, a następnie wpłacali je do banku w Polsce.

Do 1989 roku małżeństwo uskładało w sumie 50 tysięcy dolarów. Dopiero w 2010 roku sięgnęli po oszczędności i wydali je na zakup za 220 tysięcy złotych domku pod miastem. Wtedy do akcji wkroczył fiskus.

Urzędnicy skarbówki twierdzą, że nie mają dowodu legalności zarobków z lat 80. XX w. i dlatego chcą nałożyć 75-proc. karny podatek. Nie pomagają zeznania czterech świadków, którzy potwierdzają wyjazdy małżeństwa do pracy za granicą, ani fakt, że pieniądze przez cały czas leżały na koncie w polskim banku.

Każdy może obawiać się domiaru

Eksperci zwracają uwagę, że przepisy dotyczące opodatkowania dochodów z nieujawnionych źródeł przysparzają zmartwień wielu osobom w Polsce. - Nie chodzi, niestety, tylko o tych, którzy uzyskiwali dochody ze źródeł nielegalnych lub unikali płacenia podatków - mówi Krzysztof Dyba, doradca podatkowy w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. - Postępowania wszczyna się także wobec osób starszych, które uzyskiwały dochody przez wiele lat i nie są w stanie ich teraz udokumentować - dodaje.

Podatnicy cierpią ze względu na niejasną i lakoniczną definicję dochodów z nieujawnionych źródeł zawartą w ustawie. Właściwie każda osoba, która przez lata osiągała dochody i nie ma jednoznacznych dowodów na ich źródło i wysokość może obawiać się domiaru.

Czekając na przedawnienie

W sporze z fiskusem sprzymierzeńcem w takich sprawach może okazać się czas. Istnieje szansa na przedawnienie.

- Zobowiązanie nie powinno powstać, jeżeli decyzja ustalająca zostanie doręczona po upływie 5 lat od końca roku, w którym podatnik powinien złożyć rozliczenie roczne obejmujące sporny dochód. Zatem dochody z pracy na czarno uzyskane w roku 2006 i wcześniej nie będą podlegać opodatkowaniu - podkreśla ekspert z CMS Cameron McKenna.

W przypadku dochodów z lat 80. XX w. można też powoływać się na zasadę, że prawo nie działa wstecz. 75 proc. podatku od nieujawnionych dochodów wprowadzono w 1992 r.

Z kolei dochody z pracy za granicą mogą w ogóle nie podlegać opodatkowaniu w Polsce. Trzeba dokładnie sprawdzić okoliczności oraz przeanalizować umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania.

(WP.PL / Dziennik Gazeta Prawna)

http://finanse.wp.pl/kat,1033759,title, ... aid=1111ca
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 14 sie 2013, 22:52

Koniec domiaru. Karny podatek PIT jest niezgodny z konstytucją 2013-08-14 (07:54)

Skarbówka nie może już karać podatników 75 proc. podatkiem od dochodów z nieujawnionych źródeł. Przepisy są niezgodne z konstytucją.

Nie ma obecnie przepisu, który pozwoliłby na opodatkowanie przychodów z nieujawnionych źródeł. Dochodów można nie ujawniać, a organy podatkowe nie mogą już nakładać podatku według 75 proc. stawki. Tak wynika z orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego - donosi "Dziennik Gazeta Prawna".

To pierwsze stanowisko NSA wydane po lipcowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że konstrukcja przepisów określająca przychody ze źródeł nieujawnionych jest niepisana i narusza konstytucję,

Według NSA jeśli Trybunał Konstytucyjny zakwestionował przepis definiujący sposób ustalenia tego typu przychodów, to nie może być on podstawą prawną wydania decyzji administracyjnej. Dlatego uchylił wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie, który w marcu 2011 r. uznał za zgodne z prawem decyzje dyrektora izby skarbowej wydane na podstawie tego przepisu.

Chodzi o sprawę małżonków, na których nałożono po ponad 50 tys. zł podatku według stawki 75 proc. za lata 2005-2007. Czy orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego oznacza koniec karnego podatku?

- Chylę czoła przed NSA - mówi Krzysztof J. Musiał, partner doradca podatkowy z Kancelarii Musiał i Partnerzy. Jak dodaje, w świetle tego orzeczenia organy podatkowe mogą nakładać podatek tylko według skali (18 proc. lub 32 proc.). - Co więcej, organy będą musiały uwzględnić jeszcze koszty, które poniósł podatnik. Żadnych innych reguł ustawa o PIT nie przewiduje - stwierdza.

Czekając na Trybunał

Sąd podkreślił, że wyrok Trybunału dotyczy przepisów w brzmieniu obowiązującym do 31 grudnia 2006 r. Jednak kwestionowany artykuł po tej dacie ma podobną konstrukcję. Możliwe, że w pisemnym uzasadnieniu wyroku TK odniesie się również do obecnie obowiązujących przepisów.

Sławomir Czyż, doradca podatkowy w Czyż Łabno Wojtowicz Janicka Doradcy Podatkowi, mówi, że wyrok NSA jest odważny. Pokazuje, że jeśli Trybunał nie zastrzegł, iż w jakimś zakresie art. 20 ust. 3 ustawy o PIT jest niezgodny z konstytucją, to oznacza, że nie można go stosować w całości.

Wyrok nie oznacza, że cała administracja podatkowa będzie postępować zgodnie z tym orzeczeniem. Wiele zależy od tego jak Trybunał Konstytucyjny uzasadni swoje stanowisko wobec zakwestionowanych przepisów.

- Po publikacji orzeczenia przez Trybunał ruszy lawina wniosków o wznowienie postępowania tych klientów, którzy przegrali swoje sprawy i musieli zapłacić duży podatek - stwierdza Sławomir Czyż.
(WP.PL / Dziennik Gazeta Prawna)
http://finanse.wp.pl/kat,1033759,title, ... omosc.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 15 sie 2013, 10:54

MF: Dochody bez pokrycia a pożyczki lub darowizny
Czwartek, 15 sierpnia (06:00)

Zgodnie z art. 30 ust. 1 pkt 7 ustawy o PIT dochody z nieujawnionych źródeł opodatkowane są 75-proc. zryczałtowanym podatkiem dochodowym, jednak powołanie się podatnika, wobec którego toczy się postępowanie w sprawie dochodów z nieujawnionych źródeł na fakt otrzymania pożyczki lub darowizny - jako źródła sfinansowania poniesionych wydatków - może uchronić przed zastosowaniem ww. stawki.


Rozmiar tekstu: A A A
MF: Dochody bez pokrycia a pożyczki lub darowizny
Czwartek, 15 sierpnia (06:00)

Zgodnie z art. 30 ust. 1 pkt 7 ustawy o PIT dochody z nieujawnionych źródeł opodatkowane są 75-proc. zryczałtowanym podatkiem dochodowym, jednak powołanie się podatnika, wobec którego toczy się postępowanie w sprawie dochodów z nieujawnionych źródeł na fakt otrzymania pożyczki lub darowizny - jako źródła sfinansowania poniesionych wydatków - może uchronić przed zastosowaniem ww. stawki.
Dochody z nieujawnionych źródeł opodatkowane są 75-proc. zryczałtowanym podatkiem
Dochody z nieujawnionych źródeł opodatkowane są 75-proc. zryczałtowanym podatkiem /©123RF/PICSEL
W postępowaniu prowadzonym w sprawie dochodów nieznajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach lub pochodzących ze źródeł nieujawnionych, ciężar precyzyjnego ustalenia wysokości poniesionych przez podatnika wydatków lub zgromadzonego w danym roku mienia - jako nieznajdujących pokrycia w dochodach ujawnionych - spoczywa na organie prowadzącym ww. postępowanie.

Dochody z różnych źródeł

Z kolei, wykazanie źródła pokrycia ww. wydatków leży już w gestii podatnika, gdyż to on dysponuje wiedzą, skąd pochodzą środki finansowe wydatkowane w danym roku na zakup poszczególnych składników majątkowych lub zgromadzone na rachunkach bankowych. W praktyce środki te pochodzić mogą z prowadzonej działalności gospodarczej, czy z pracy wykonywanej za granicą, ale również z otrzymanej od członków rodziny w poprzednich latach darowizny czy pożyczki. O ile przychody z pracy i działalności gospodarczej niezadeklarowane wcześniej do opodatkowania podatkiem PIT nie będą mogły stanowić pokrycia dla wydatków lub mienia - które organ chce opodatkować 75 - proc. podatkiem - o tyle powołanie się przez podatnika na fakt otrzymania pożyczki/darowizny i udowodnienie ww. okoliczności może znacznie zredukować obciążenie podatkowe.

Darowizny a podatek

Z brzmienia art. 20 ust. 3 ustawy o PIT wynika, że źródłem pokrycia wydatków/zgromadzonego mienia - nieznajdującego pokrycia w dochodach ze źródeł ujawnionych - mogą być wyłącznie przychody uprzednio opodatkowane lub wolne od opodatkowania. Przykładem tego typu przychodów są darowizny podlegające opodatkowaniu podatkiem od spadków i darowizn i jednocześnie wyłączone spod regulacji ustawy o PIT na mocy art. 2 ust. 1 pkt 3 tej ustawy. Jeżeli zatem podatnik powoła się na okoliczność otrzymania środków pieniężnych tytułem darowizny i ww. okoliczność zostanie przez niego udowodniona, np. umową darowizny w formie pisemnej, zeznaniami świadków, wyciągiem z rachunku bankowego, na który wpłynęły środki finansowe, organ nie będzie mógł opodatkować wydatku sfinansowanego darowizną według 75-proc. stawki. Takie stanowisko wyraził m.in. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 4 kwietnia 2012 r., sygn. II FSK 1807/10 oraz WSA w Łodzi w wyroku z 20 lutego 2013 r., sygn. I SA/Łd 1512/12.

Pożyczki bez dodatkowego obciążenia

Innym źródłem pokrycia wydatków/zgromadzonego mienia mogą być udzielone pożyczki. Pożyczki jako świadczenie o charakterze zwrotnym nie powodują przysporzenia majątkowego podlegającego opodatkowaniu podatkiem PIT.

Wobec powyższego, kwota otrzymanej pożyczki może być uznana jako zasób finansowy pokrywający poniesione wydatki lub zgromadzone mienie, ale tylko wówczas gdy okoliczność jej otrzymania została udowodniona i co ważne moment jej zwrotu przypada w okresie następującym po roku objętym postępowaniem w sprawie dochodów z nieujawnionych źródeł. Tożsame wnioski płyną z powyżej zacytowanego wyroku NSA.

W świetle powyższego, wykazanie przez podatnika faktu otrzymania darowizn/pożyczek jako źródła pokrycia wydatków objętych postępowaniem w sprawie dochodów nieujawnionych pozwala na uniknięcie 75-proc. podatku. Wymaga to jednak przedłożenia środków dowodów, które organ uzna za wiarygodne.

Jeśli nie 75, to 20 proc.

Niestety, ujawnienie przez podatnika w toku postępowania w sprawie dochodów nieujawnionych okoliczności otrzymania darowizny, lub pożyczki, w sytuacji gdy ani podatek od spadków i darowizn ani podatek od czynności cywilnoprawnych nie został zapłacony, uprawnia organ - na podstawie art. 15 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz art. 7 ust. 5 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych - do ustalenia/określenia wysokości zobowiązania podatkowego w ww. podatkach według stawki 20 proc.

Z chwilą powołania się podatnika na ww. okoliczności przed organem prowadzącym postępowanie (np. poprzez złożenie zeznania o nabyciu rzeczy lub prawa majątkowego (SD-3), deklaracji PCC-3 lub podczas składania wyjaśnień) na podstawie art. 6 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz art. 3 ust. 1 pkt 4 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych dochodzi do swoistego odnowienia obowiązku podatkowego w obu ww. podatkach.

W praktyce powyższe oznacza, że organ będzie mógł opodatkować 20-proc. stawką podatku kwotę otrzymanej darowizny czy udzielonej pożyczki, nawet jeśli prawo do wydania decyzji ustalającej wysokość zobowiązania podatkowego w podatku od spadków i darowizn z tytułu darowizny czy zobowiązanie podatkowe w podatku od czynności cywilnoprawnej z tytułu pożyczki mogło - według zasad ogólnych - ulec już przedawnieniu.

Działania organów w ww. zakresie spotykają się z aprobatą sądów administracyjnych, które oddalają skargi podatników na decyzje w przedmiocie podatku od spadków i darowizn i podatku od czynności cywilnoprawnych z zastosowaniem 20 proc. stawki (np. WSA w Łodzi w wyroku z 4 grudnia 2012 r., sygn. SA/Łd 1316/12 oraz w wyroku z 20 lutego 2013 r., sygn. I SA/Łd 1512/12 czy WSA w Krakowie w wyroku z 23 maja 2013 r., sygn. I SA/Kr 753/13 i WSA w Poznaniu w wyroku z 26 lutego 2013 r., sygn. III SA/Po 1079/12).

Anna Zaleska

Autorka jest specjalistą ds. podatków w Sendero Tax&Legal

http://biznes.interia.pl/podatki/news/d ... 41546,4211
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 16 sie 2013, 19:27

Karta kredytowa czy limit w koncie?

Jeszcze nie tak dawno temu wiele osób zamiast kart kredytowych wybierało limit w koncie. Oprocentowanie kredytu na karcie było bowiem wyższe. Expander zwraca jednak uwagę, że po obniżkach stóp procentowych wynosi ono ok. 16 proc., a więc jest podobne do kredytu w koncie. Korzystając z karcianego kredytu mamy jednak możliwość uniknięcia opłat za użytkowanie, a także zyskać okres bezodsetkowy.

Polacy spadek stóp procentowych odczuli głównie jako niższe odsetki od lokat bankowych. Oprocentowanie kredytów spadło tymczasem nieznacznie. Banki wprowadziły obniżki głównie tam, gdzie nie miały innego wyjścia. Spadło więc oprocentowanie kredytów hipotecznych, gdzie uzależnione jest nie od decyzji zarządu banku, lecz od stawki WIBOR. Istotnie spadło także oprocentowanie kart kredytowych. Banki musiały je obniżyć, gdyż zgodnie prawem oprocentowanie nie może być wyższe niż czterokrotność stopy lombardowej. Obecnie limit ten to 16 proc. (4*4 proc.) i tyle właśnie wynosi obecnie oprocentowanie większości kart kredytowych. Dla porównania jeszcze w ubiegłym roku często przekraczało ono 20 proc.

Oprocentowanie kart kredytowych zawsze było istotnie wyższe niż limitów kredytowych w koncie (tzw. kredytów odnawialnych). Dlatego wiele osób unikało kart, a jako "kredyt na wszelki wypadek" wybierali kredyty odnawialne. Obecnie jednak wiele się zmieniło. Podczas gdy oprocentowanie kart spadło, to limitów kredytowych pozostało na wcześniejszym poziomie ok. 16 proc. Obecnie odsetki od debetu i kredytu w karcie są więc takie same. Karta zwykle posiada jednak pewne zalety, których nie ma debet.

Pierwsza zaleta to możliwość uniknięcia corocznej opłaty. Jeśli ktoś aktywnie korzysta z karty to w wielu bankach nie musi płacić za jej użytkowanie. Jeśli opłata jest naliczana to zwykle wynosi ok. 70 zł. Tymczasem za kredyt odnawialny co roku naliczana jest prowizja w wysokości ok. 1proc. przyznanej kwoty. Niestety w tym przypadku nie ma możliwości jej pominięcia.

Kolejna zaleta karty kredytowej, to możliwość korzystania z nieoprocentowanego kredytu nawet przez niecałe 2 miesiące. W krótkim terminie kredyt w karcie jest więc dużo tańszy niż limit w rachunku. Jeśli dług chcemy spłacać dłużej to koszty są podobne. Karty kredytowe pozwalają również korzystać

z programów rabatowych, zwrotów części wydatków czy pakietów ubezpieczeń, których nie uzyskamy korzystając z kredytu odnawialnego.

Jedyną istotną przewagą kredytu w koncie nad kartą kredytową jest sytuacja, gdy pieniądze są nam potrzebne w gotówce. Z karty można je oczywiście wypłacić z bankomatu, ale nawet jeśli będzie to maszyna naszego banku to i tak zapłacimy 3 proc. - 4 proc. prowizji. Z kredytu w koncie możemy je natomiast wypłacić bezpłatnie w oddziale banku czy w bankomacie.


Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander

http://biznes.interia.pl/finanse-osobis ... ie,1943186
Załączniki
2013-08-16_202607.jpg
2013-08-16_202607.jpg (65.33 KiB) Przejrzano 24642 razy
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 26 sie 2013, 06:51

Emeryt poręczył znajomej 700 zł lichwiarskiej pożyczki. Dziś do spłacenia jest 120 tys. zł, a dług wciąż rośnie
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,14493246,Eme ... z2d3GO4uq2
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 26 sie 2013, 07:00

Podatek od spadków i darowizn rozliczy notariusz
http://biznes.interia.pl/podatki/news/p ... 44377,4211
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 30 sie 2013, 07:46

Będzie zakaz pobierania weksli od pracowników
Tagi: praca, pracownik

Często jesteśmy świadkami sytuacji, gdy pracodawcy przedkładają pracownikom do podpisu tzw. „umowy lojalnościowe”. Znajduje się w nich zobowiązanie się pracownika do podpisania weksla in blanco i deklaracji wekslowej jako zabezpieczenie ewentualnych szkód w mieniu pracodawcy. Podpisywanie takich umów na płaszczyznach prawa ma być zabronione.
Pracodawcy, którzy stosują zabezpieczenia wekslowe w umowach z pracownikami tłumaczą, że ma to na celu ochronę mienia zakładu pracy w przypadku szkody wyrządzonej przez pracownika. Zdarza się również, że pracodawca uzależnia podpisanie właściwej umowy o pracę od podpisania umowy lojalnościowej zawierającej zabezpieczenie wekslowe. Praktykę tę często stosuje się przy pracy na stanowiskach np. sprzedawców, kelnerów, kasjerów albo tych pracowników, którym powierza się mienie pracodawcy: handlowców, kierowców, operatorów maszyn.

Kontrowersyjne zabezpieczenia

Stosowanie tego rodzaju zabezpieczeń jest kontrowersyjne, budzi także wątpliwości w orzecznictwie sądów co do ich zgodności z prawem. Obecnie w orzecznictwie Sądu Najwyższego przeważa stanowisko, zgodnie z którym wystawienie weksla gwarancyjnego jako środka zabezpieczenia roszczeń o naprawienie szkody wyrządzonej przez pracownika w mieniu pracodawcy jest nieważne. Przykładowo - w wyroku z 26 stycznia 2011 r. Sąd Najwyższy orzekł, że przepisy kodeksu pracy regulują całościowo (z nielicznymi wyjątkami usprawiedliwiającymi stosowanie przepisów kodeksu cywilnego) zasady odpowiedzialności materialnej pracowników za szkody wyrządzone pracodawcy i wykluczają stosowanie w tym zakresie zabezpieczeń wekslowych na podstawie prawa wekslowego. W wyroku z 26 stycznia 2011 r. Sąd Najwyższy odniósł się wprost jedynie do zabezpieczenia roszczeń o naprawienie szkody wyrządzonej przez pracownika w mieniu pracodawcy. Z uzasadnienia wyroku wynika jednak, że zawarte w nim stwierdzenia można zastosować do wszystkich roszczeń ze stosunku pracy, a niemożność dochodzenia zaspokojenia wekslowego na podstawie nieważnego weksla dotyczy nie tylko nabywcy weksla, lecz również każdorazowego posiadacza takiego weksla.

Proponowane rozwiązania

Złożony w Sejmie przez klub Platformy Obywatelskiej projekt zmian w kodeksie pracy ma na celu usunięcie istniejących obecnie wątpliwości związanych z dopuszczalnością stosowania zabezpieczeń wekslowych w stosunkach pracy. Projekt nowelizacji przewiduje, że wystawienie weksla lub oświadczenie pracownika o poddaniu się egzekucji, a także uznanie przez pracownika długu, które mają na celu zabezpieczenie przyszłych roszczeń pracodawcy ze stosunku pracy, są nieważne. Jednocześnie nieważność weksla będzie dotyczyła każdego posiadacza takiego weksla, który nie będzie mógł dochodzić zaspokojenia wekslowego na jego podstawie.

Sankcje za nieprzestrzeganie przepisów

Projekt wprowadza także sankcję za brak przestrzegania przez pracodawców powyższego zakazu. Pracodawca (albo osoba działająca w jego imieniu), który zażąda wystawienia weksla, złożenia oświadczenie pracownika o poddaniu się egzekucji lub uznania przez pracownika długu, mających na celu zabezpieczenie przyszłych roszczeń pracodawcy ze stosunku pracy lub przyjmie taki weksel, oświadczenie lub uznanie podlegać będzie karze grzywny w wysokości od 1000 zł do 30 000 zł.

http://biznes.onet.pl/praca/bedzie-zaka ... lizy-detal
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 31 sie 2013, 07:34

Opłata audiowizualna a abonament RTV, czy będziemy musieli płacić za usługi których nie zamówimy?
Na temat opłaty audiowizualnej i jej charakteru trudno się na chwilę obecną merytorycznie wypowiedzieć, z uwagi na to, że nie możemy się jeszcze zapoznać z ostatecznym kształtem projektu ustawy o finansowaniu mediów publicznych. Z materiałów prasowych wynika, że na początku sierpnia 2013 r. projekt ten trafił do Kancelarii Sejmu, lecz nie nadano mu dalszego biegu.

Zgodnie z informacjami z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego opłata audiowizualna, miałaby zastąpić abonament RTV i być nieco niższa. Obowiązek jej płacenia miałby każdy obywatel, a nie tylko posiadacze odbiorników telewizyjnych czy radiowych. Wraz z wprowadzeniem opłaty audiowizualnej zniesiony miałby być obowiązek rejestrowania odbiorników radiowych i telewizyjnych. W to miejsce każde gospodarstwo domowe będzie miało wnosić jedną opłatę za odbiór radia i telewizji. Program mediów publicznych stałby się tzw. usługą publiczną.

Nie znając dokładnej treści projektu ustawy trudno stwierdzić, czy wprowadzenie tej opłaty w takiej formie jaka istnieje w projekcie byłaby sprzeczna z prawem Unii Europejskiej. Niewątpliwie w Niemczech taka opłata jest pobierana i do jej wnoszenia jest zobowiązane każde gospodarstwo domowe, a nie – tak jak jest obecnie w Polsce, tylko te, które mają zarejestrowany odbiornik. Można zatem wnioskować, że skoro ustawa funkcjonująca w Niemczech przeszła prawidłowo proces weryfikacji zgodności z prawem UE, to projekt ustawy w Polsce ma również szanse na to, iż Komisja UE nie zgłosi co do niego żadnych zastrzeżeń.

Niewykluczone, że opłata ta w rzeczywistości będzie podatkiem, a podatek jest zobowiązany wnosić każdy podatnik.

Nawiązując do pytania: ′′Czy wezwanie do zapłaty za usługę, której nie zamawiałem, i z której nie korzystam nie powinno być traktowane jako usiłowanie wyłudzenia pieniędzy?′′ odpowiem następująco:

- zdaje się, że owa opłata nie będzie pobierana za zamówienie usługi, ale za sam fakt możliwości skorzystania z oglądania czy słuchania mediów publicznych, bez względu na to czy będziemy z tej możliwości korzystać czy też nie.

Oczywiście w każdym innym przypadku, gdy nie zamawialiśmy jakiejś usługi a dostajemy wezwania do zapłaty, działania takie możemy określić jako próbę wyłudzenia pieniędzy.

W kontekście jednak opłaty audiowizualnej nie będzie to miało miejsca.

Pobierz wzory dokumentów:
Odwołanie od decyzji ZUS

Wniosek o stwierdzenie zasiedzenia nieruchomości

Umowa z nianią (umowa uaktywniająca)
Autor: Adwokat Karolina Stasiak
http://twojeporady.onet.pl/artykuly/zob ... e-zamowimy


Jak chronić swój wizerunek na fotografiach
Czym jest wizerunek?

Termin "wizerunek" zgodnie z poglądem przeważającym w polskiej doktrynie prawniczej jest definiowany jako wytwór niematerialny, który za pomocą środków plastycznych przedstawia rozpoznawalną podobiznę danej osoby. Tak więc wizerunkiem danej osoby jest np. jej portret, fotografia ją przedstawiająca, ale również jej karykatura czy, co do zasady, maska artystyczna.

Gdzie znajdziemy regulacje dotyczące ochrony wizerunku?

Zasady rozpowszechniania wizerunku zostały unormowane w art. 81 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: "PRA"), natomiast konsekwencje naruszenia tego prawa reguluje art. 83 PRA w zw. z art. 78 ust. 1 PRA. Wskazane przepisy nie wyczerpują jednak całości omawianej problematyki. Wizerunek podlega ochronie również na podstawie przepisów dotyczących ochrony dóbr osobistych, znajdujących się w art. 23 i 24 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (dalej: "KC"). W związku z tym roszczenia służące ochronie wizerunku można konstruować w oparciu zarówno o przepisy kodeksu cywilnego, jak i ustawy o prawie autorskie i prawach pokrewnych, jedne z nich nie eliminują bowiem drugich. Poza tym zagadnienie dopuszczalności rozpowszechniania wizerunku osób przeciwko, którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, reguluje art. 13 ust. 2 i 3 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (dalej: "PRP").
Jakie zasady rządzą rozpowszechnianiem wizerunku?
Z punktu widzenia osób zainteresowanych, największe zagrożenie wynika nie z samego utrwalania ich wizerunku, ale z jego rozpowszechniania. Zgodnie z art. 6 ust. 1 pkt. 3 PRA rozpowszechnianie to stwarzanie możliwości zapoznania się z wizerunkiem danej osoby bliżej nieokreślonemu kręgowi osób. Zasadą jest, że każda osoba fizyczna ma prawo decydowania o tym, czy, kiedy i w jakich okolicznościach jej wizerunek zostanie rozpowszechniony. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga bowiem zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Zezwolenie na rozpowszechnianie wizerunku może być udzielone w dowolnej formie. Zgoda musi być jednak niewątpliwa, co oznacza, że osoba jej udzielająca musi mieć pełną świadomość nie tylko formy przedstawienia jej wizerunku, ale także miejsca i czasu publikacji, zestawienia z innymi wizerunkami i towarzyszącego komentarza.

Z wyjątkami od tej zasady mamy do czynienia w trzech następujących sytuacjach.

1. Jeżeli osoba, której wizerunek chcemy rozpowszechniać, otrzymała za pozowanie umówioną zapłatę, a nie zostało przez nią dokonane żadne wyraźne zastrzeżenie co do możliwości i warunków rozpowszechniania. Uzasadnieniem tego wyjątku od zasady ogólnej jest założenie, że opłata uiszczana portretowanemu, związana jest z równoczesnym wynagrodzeniem za udzielenie zgody na rozpowszechnienie wizerunku.

2. Jeżeli mamy do czynienia z osobą powszechnie znaną, a jej wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych. Dokonując oceny, czy w danym przypadku mamy do czynienia z osobą powszechnie znaną, czy też nie, z pewnością należy wziąć pod uwagę, czy sprawuje ona jakieś funkcje publiczne, czy ze względu na jej działalność jest ona znana poza własnym środowiskiem oraz rozpoznawalna przez szersze grono osób. Należy przy tym podkreślić, że nie chodzi tutaj jedynie o osoby znane na terenie całego kraju. Jako osobę powszechnie znaną można zakwalifikować na określonym obszarze również kogoś, kto znany jest (ze względu na swoją działalność) na terenie danego miasta bądź gminy. Trzeba również pamiętać, że mówiąc o osobach powszechnie znanych nie mamy na myśli jedynie osób sprawujących funkcje polityczne, ale również osoby, zajmujące się działalnością artystyczną, naukową czy sportową. Możliwość rozpowszechnienia wizerunku osoby powszechnie znanej bez jej zgody wymaga spełnienia dodatkowych warunków tzn. wizerunek powinien być wykonany w związku z pełnieniem funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych oraz wykorzystanie takiego wizerunku powinno być związane z przedstawianiem (relacjonowaniem) wykonywania przez portretowanego funkcji zawodowych, społecznych lub politycznych. Wyłącza to zatem możliwość wykorzystywania bez zgody zainteresowanego jego wizerunku m. in. na pocztówkach, w kalendarzach czy w działalności reklamowej.

3. Jeżeli mamy do czynienia z wizerunkiem osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. Wyjątek ten umożliwia prowadzenie działalności dokumentacyjnej i sprawozdawczej, a także zapewnia wolność fotografowania wydarzeń publicznych.

Jakie są konsekwencje naruszenia prawa do wizerunku?

Konsekwencje naruszenia prawa do wizerunku zostały uregulowane zarówno w kodeksie cywilnym, jak i w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W związku z tym, że roszczenia przysługujące osobie, której prawa naruszono, na podstawie każdej ze wskazanych ustaw są bardzo zbliżone, dlatego zostały przedstawione łącznie.

W przypadku, gdy naruszenie prawa do wizerunku jest bezprawne, można żądać:

1. Zaniechania jego rozpowszechniania (jeśli do rozpowszechnienia jeszcze nie doszło, a pojawiło się jedynie takie zagrożenie lub doszło już do rozpowszechnienia, jednak istnieje zagrożenie dalszych działań bezprawnych);

2. Dopełnienia czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia (może być ono realizowane nie tylko w sposób wyraźnie wymieniony w ustawie tzn. przez złożenie publicznego oświadczenia o odpowiedniej treści i formie, lecz także w inny sposób określony przez sąd np. przez nakaz ogłoszenia w czasopismach wyroku lub treści ugody sądowej, czy przez zobowiązanie do zawiadomienia określonych osób. Należy zauważyć, że wybór odpowiedniej formy i ustalenie treści środka służącego do usunięcia skutków naruszenia są związane z okolicznościami konkretnej sprawy);

W przypadku, gdy naruszenie prawa do wizerunku jest nie tylko bezprawne, ale i zawinione można domagać się również:

1. Zapłaty odszkodowania (odszkodowanie może być przyznane jeżeli uprawniony wykaże, że na skutek naruszenia prawa do wizerunku poniósł straty lub też nie uzyskał korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu szkody nie wyrządzono. Wysokość odszkodowania odpowiada wysokości poniesionej szkody, (tj. sumy strat i utraconych korzyści);

2. Zapłaty zadośćuczynienia na rzecz uprawnionego (zadośćuczynienie może być przyznane, jeżeli tym, co dotknęło uprawnionego jest nie szkoda majątkowa, a krzywda z powodu wykorzystania jego wizerunku bez wymaganego zezwolenia. Wskazówek dotyczących obliczania wysokości zadośćuczynienia nie można precyzyjnie sformułować, bowiem należy się ono na wypadek krzywdy, tj. ujemnych przeżyć, pewnego rodzaju "uszczuplenia", które nie zachodzi w sferze majątkowej i jako takie jest niewymierne. W ustawie znajdujemy jedynie ogólne wytyczne, jakimi należy się kierować określając wysokość zadośćuczynienia. Stanowią one, że przyznana kwota pieniężna ma być odpowiednia, tzn. odpowiadająca wielkości doznanej krzywdy. Z jednej strony należy uwzględnić to, że powinna ona stanowić dla pokrzywdzonego realną pomoc finansową, zdolną choć w pewnym stopniu zrekompensować ujemne przeżycia psychiczne, z drugiej zaś trzeba pamiętać, że powinna być ona umiarkowana);

3. Zapłaty określonej sumy pieniężnej na wskazany przez uprawnionego cel społeczny.

Roszczenia należące do pierwszej z wyróżnionych grup określamy mianem roszczeń niemajątkowych, zaś roszczenia należące do grupy drugiej określamy jako roszczenia majątkowe. Roszczenia niemajątkowe możemy kumulować z roszczeniami majątkowymi. Spośród roszczeń majątkowych natomiast możemy dochodzić łącznie jedynie odszkodowania i zadośćuczynienia na rzecz uprawnionego lub odszkodowania i zapłaty określonej sumy pieniężnej na wskazany przez uprawnionego cel społeczny. Nie jest natomiast możliwe żądanie zarówno zadośćuczynienia, jak i zapłaty określonej sumy pieniężnej na wskazany przez uprawnionego cel społeczny.

Na zakończenie warto zauważyć, że prawo do wizerunku gaśnie ze śmiercią danej osoby, a art. 83 PRA określa tylko termin przedawnienia roszczeń (nie można ich dochodzić po upływie dwudziestu lat od śmierci osoby, której prawo do wizerunku zostało naruszone).

Stan prawny na dzień 7 października 2011 roku.

Pobierz wzory dokumentów:

Umowa przeniesienia autorskich praw majątkowych

Umowa licencji niewyłącznej

Umowa licencji wyłącznej
Autor: Redakcja OnetTwojeporady
http://twojeporady.onet.pl/artykuly/zob ... tografiach
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 02 wrz 2013, 08:37

Jak usunąć swoje konto w wybranym serwisie? Przewodnik

http://technologie.gazeta.pl/internet/1 ... BoxTechTxt
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 04 wrz 2013, 07:42

Zajęcie pensji przez komornika sądowego
Tagi: wierzyciel, komornik, dłużnik, pracownik, wynagrodzenie, pracodawca

Zdarza się, że do pracy zostaje przyjęta osoba, u której w świadectwie pracy jest informacja o egzekucji z wynagrodzenia za pracę prowadzonej przez komornika sądowego. Przepisy Kodeksu postępowania cywilnego wskazują, jakie obowiązki spoczywają w takim przypadku na dotychczasowym i nowym pracodawcy. Za ich naruszenie grożą kary i odpowiedzialność odszkodowawcza.
Obowiązki dotychczasowego pracodawcy

W przypadku gdy została wszczęta egzekucja z wynagrodzenia za pracę pracownika, który kończy lub zmienia pracę, to zarówno na dotychczasowym, jak i na nowym pracodawcy ciąży kilka obowiązków.

Dotychczasowy pracodawca, w razie rozwiązania stosunku pracy z dłużnikiem, ma obowiązek zamieścić wzmiankę o zajęciu należności w wydanym dłużnikowi świadectwie pracy. Wzmianka w świadectwie pracy powinna zawierać oznaczenie komornika, który zajął należność, oraz numer sprawy egzekucyjnej, jak również wskazywać wysokość potrąconych już kwot. Dzięki temu nowy pracodawca będzie wiedział, że wynagrodzenie za pracę podlega zajęciu.

Jeśli dotychczasowy pracodawca wie, gdzie jego pracownik znalazł nowe zatrudnienie, ma obowiązek przesłać nowemu pracodawcy zawiadomienie komornika o zajęciu wynagrodzenia i dokumenty dotyczące zajęcia wynagrodzenia. Musi też powiadomić o tym zarówno dłużnika, jak i komornika.


Obowiązki nowego pracodawcy

Po otrzymaniu świadectwa pracy ze wzmianką o zajęciu wynagrodzenia nowy pracodawca ma obowiązek zawiadomić o fakcie zatrudnienia pracownika zarówno poprzedniego pracodawcę, który wydał świadectwo, jak i wskazanego we wzmiance komornika. Po otrzymaniu takiego zawiadomienia dotychczasowy pracodawca - jeśli już tego nie zrobił - ma obowiązek przesłać nowemu pracodawcy zawiadomienie, które otrzymał od komornika, gdy ten zajmował wynagrodzenie za pracę pracownika. To bardzo istotne, bo przesłanie zawiadomienia komornika ma skutki zajęcia należności dłużnika u nowego pracodawcy od chwili dojścia zawiadomienia do tego pracodawcy.


Zajęcie obowiązuje nadal, choćby po zajęciu nawiązano z dłużnikiem nowy stosunek pracy lub zlecenia albo choćby zakład pracy przeszedł na inną osobę, jeżeli osoba ta o zajęciu wiedziała.


Zatajenie informacji o zatrudnieniu

Może mieć miejsce sytuacja, w której pracownik nie przedstawia nowemu pracodawcy świadectwa pracy ze wzmianką o zajęciu, bo chce w ten sposób uniknąć dokonywania przez nowego pracodawcę potrąceń z pensji. Na nowym pracodawcy nie ciąży obowiązek dokładnego sprawdzania, czy pracownik nie zataił faktu zatrudnienia w innej firmie.

Jeśli jednak nowy pracodawca dowie się, gdzie pracownik był przedtem zatrudniony (a pracownik nie przedstawił świadectwa pracy od tego pracodawcy), to nowy pracodawca obowiązany jest zawiadomić poprzedniego pracodawcę o jego zatrudnieniu, chyba że pracownik przedstawi zaświadczenie tego pracodawcy stwierdzające, iż jego należności nie były zajęte.


Kary dla pracodawców

Pracodawcy, który zaniedbał przesłania dokumentów zajęcia wynagrodzenia nowemu pracodawcy dłużnika, komornik wymierza grzywnę w wysokości do 2.000 zł. Grzywna może być powtórzona, jeżeli pracodawca nadal uchyla się od wykonania tych czynności w dodatkowo wyznaczonym terminie. Jeśli pracodawcą nie jest osoba fizyczna, grzywnie podlega pracownik lub wspólnik odpowiedzialny za wykonanie takiej czynności, a w razie niewyznaczenia takiego pracownika lub niemożności jego ustalenia - osoby uprawnione do reprezentowania pracodawcy. W sytuacji gdy pracodawcą jest spółka cywilna, grzywnie podlega którykolwiek ze wspólników.

Grzywnę komornik wymierzy również dłużnikowi, który nie powiadomił go o zmianie pracodawcy. Obowiązek powiadomienia komornika o zmianie pracodawcy obciąża bowiem również dłużnika. O obowiązku tym oraz o skutkach jego zaniedbania dłużnik powinien być pouczony przy zawiadomieniu go o zajęciu wynagrodzenia za pracę.


Odpowiedzialność odszkodowawcza

Jeśli nowy pracodawca pomimo zajęcia wynagrodzenia za pracę dokona wypłaty zajętej części wynagrodzenia dłużnikowi, odpowiada za wyrządzoną przez to wierzycielowi szkodę.

Podstawa prawna

Ustawa z dnia 17.11.1964 r. - Kodeks postępowania cywilnego (Dz. U. nr 43, poz. 296 ze zm.)

Gazeta Podatkowa nr 70 (1007) z dnia 2.09.2013, strona 20

Dział: Obrót gospodarczy

Autor: Andrzej Janowski
http://biznes.onet.pl/praca/zajecie-pen ... news-detal
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 07 wrz 2013, 10:34

Nasze emerytury będą niższe niż naszych rodziców 2013-09-06 (06:34)

Oto brutalna prawda o polskim systemie emerytalnym! Ani OFE, ani ZUS nie uratują nas przed nędzą na stare lata. Jeśli dożyjesz 67 lat, dostaniesz emeryturę, za którą nie sposób będzie przeżyć. Za 30-40 lat możemy dostawać aż o połowę mniejsze świadczenia emerytalne niż nasi rodzice!

Jeśli pomagasz dziś rodzicom na emeryturze, lepiej zacznij martwić się o własną jesień życia. Twoje świadczenie z ZUS, to będzie zaledwie 30 proc. twoich ostatnich zarobków!

Pan Krzysztof Grzybowski (36 l.) z Łodzi za najniższą krajową, czyli 1600 zł brutto i jego mama, Małgorzata Grzybowska (58 l.), która za takie same pieniądze pracowała za ladą nie dostaną takiej samej emerytury. O ile mama pana Krzysztofa może liczyć na 1150 zł świadczenia emerytalnego, jej syn - gdy za ponad 30 lat przejdzie na emeryturę - dostanie zaledwie 538 zł! O połowę mniej!

A przecież już dziś emerytury wypłacane i z ZUS i z otwartych fundusze emerytalnych to zaledwie 2/3 dawnych, tylko zusowskich emerytur sprzed kilku lat. A ma być jeszcze gorzej. Za 30-40 lat będziemy dostawać zaledwie ok. 30 proc. naszej obecnej pensji. Za tyle nie sposób związać koniec z końcem. Wielkie zmiany w systemie emerytalnym, jakie właśnie ogłosił rząd Donalda Tuska (56 l.), to w rzeczywistości wielkie mydlenie oczu. - Nie ma znaczenia, czy będziemy odprowadzać składki do OFE, czy do ZUS. Nasze emerytury i tak będą głodowe - twierdzi dr Robert Gwiazdowski, ekonomista z Centrum Adama Smitha.

Dodaje, iż proponowane przez rząd zmiany niczego Polakom nie dają, a jedynie ratują kalkulacje ministra Jacka Rostowskiego (62 l.) przed ostatecznym krachem budżetu i kompromitacją.Propozycja przedstawiona we środę przez szefa rządu nie ma na celu ratowania nas przed nędzą na stare lata. Rząd chce jedynie dobrać się do zainwestowanych przez OFE naszych pieniędzy. Władza zabierze połowę z tego co włożyliśmy w OFE, by odbić się od kolejnego progu ostrożnościowego.
http://finanse.wp.pl/kat,1033719,title, ... aid=11143b
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 08 wrz 2013, 10:08

5 zł za paczkę legalnych papierosów? To możliwe! 2013-09-06 (09:29)

Klient przychodzi i sam produkuje swoje papierosy za pół ceny? Tak się dzieje na łódzkich targowiskach, gdzie można wydzierżawić automaty do produkcji papierosów - podaje "Express Ilustrowany".

Taki rodzaj usługi powoduje, że sprzedawca nie musi płacić akcyzy za produkcję wyrobów tytoniowych, ponieważ to nie on dokonuje faktycznej produkcji. Klient samodzielnie umieszcza liście mokrego tytoniu w maszynie, która je suszy, miesza i nabija w gilzy. Po kilku minutach w rękach ma gotowe 20 papierosów, które musi jeszcze tylko samodzielnie zapakować w dostarczony woreczek ze szczelnym zamknięciem. Cena? 5 lub 5,50 zł za paczkę, w zależności od tego, ile opakowań chcemy wyprodukować.

Jak "Expressowi Ilustrowanemu" powiedziała rzeczniczka Izby Celnej w Łodzi, gdyby na stoisku to sprzedawca dokonywał tego całego procesu, to musiałby zapłacić podatek akcyzowy, a na opakowaniach umieścić banderolę.

Wyprodukowanie 20 papierosów zajmuje około trzech minut. Za dzierżawę maszyny na ten czas trzeba zapłacić 3 zł przy produkcji do 200 sztuk albo 2,5 zł powyżej 200 sztuk. Tytoń kosztuje 2 zł, a gilzy 0,5 zł. W sumie 20 papierosów to koszt od 5 do 5,5 zł. Jednocześnie nie można kupić samego tytoniu i gilz bez wynajmu maszyny do produkcji.

Papierosy wyprodukowane w ten sposób chwalą sobie klienci. - Są bardzo dobre, bo to czysty tytoń. O niebo lepsze od rosyjskich i ukraińskich wyrobów - powiedziała „EI” pani Janina, która dzierżawi automat kilka razy w tygodniu.

(WP.PL/ Express Ilustrowany)

http://finanse.wp.pl/kat,1033691,title, ... omosc.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 22 wrz 2013, 07:49

Nie trzeba przyjmować mandatu od fiskusa za drobne przewinienia 2013-09-20 (11:24)

To brzmi wręcz nieprawdopodobnie! Podatnicy mogą nie przyjąć mandatu od fiskusa, jeśli dotyczy on drobnego przewinienia o znikomej społecznie szkodliwości lub jeśli zawinili nieumyślnie. Mogą się także bronić przed odpowiedzialnością karną skarbową, jeśli przepisy podatkowe są niejasne i stanowią problem dla samych organów podatkowych.

W ramach cyklu poświęconego odpowiedzialności karnej skarbowej, który ma przybliżyć zasady obowiązujące w postępowaniu karnym skarbowym, jak również wskazać, jak bronić się przed zarzutami stawianymi przez fiskusa, Tax Care przedstawia warunki, jakie muszą być spełnione, by mogło dojść do odpowiedzialności karnej skarbowej.

Nie przyjmuj mandatu za jednodniowe opóźnienie

Odpowiedzialności karnej za przestępstwo skarbowe lub za wykroczenie skarbowe podlega tylko podatnik, który popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia. Co ważne, nie jest przestępstwem skarbowym lub wykroczeniem skarbowym czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma. Oznacza to więc, że może nastąpić naruszenie obowiązków nałożonych przez ustawy podatkowe, które jest sankcjonowane na gruncie Kodeksu karnego skarbowego, jednak z uwagi na jego znikomą szkodliwość nie stanowi w efekcie ani wykroczenia skarbowego, ani przestępstwa skarbowego.

Ustawa nie definiuje, co należy rozumieć przez znikomą społeczną szkodliwość, daje jednak ogólne wytyczne do oceniania stopnia społecznej szkodliwości czynu zabronionego - należy wziąć pod uwagę rodzaj i charakter zagrożonego lub naruszonego dobra, wagę naruszonego przez sprawcę obowiązku finansowego, wysokość uszczuplonej lub narażonej na uszczuplenie należności publicznoprawnej, sposób i okoliczności popełnienia czynu zabronionego, jak również postać zamiaru, motywację sprawcy, rodzaj naruszonej reguły ostrożności i stopień jej naruszenia. Już na tej podstawie katalog czynów, które nie powinny być karane, może być bardzo obszerny. Jeżeli na przykład przedsiębiorca złoży z 1-2 dniowym opóźnieniem jedną deklarację, z której podatek został wpłacony w terminie, to takiemu zaniedbaniu trudno przypisać szkodliwość w stopniu wyższym niż znikoma (inaczej może być oceniony taki czyn, gdy ta sama osoba ustawicznie składa deklaracje z lekkim opóźnieniem albo do tego nie wpłaca dość wysokiego podatku wynikającego z przekazanej z opóźnieniem deklaracji).

Warto więc nie przyjmować zawsze bezkrytycznie mandatu za naprawdę drobne przewinienia, prosząc jednocześnie o uzasadnienie, w czym fiskus (organem prowadzącym postępowanie jest m.in. urząd skarbowy, a w praktyce działający z upoważnienia oskarżyciel skarbowy) dopatruje się społecznej szkodliwości w stopniu wyższym niż znikomy (pamiętajmy, że kodeks odróżnia np. niski stopień społecznej szkodliwości, który jest już wystarczający do rozpoczęcia badania pozostałych przesłanek pociągnięcia do odpowiedzialności).

Niezbędna wina

Kolejna bardzo ważna przesłanka odpowiedzialności, jaka powinna być zbadana i udowodniona przez organ prowadzący postępowanie to wina. Ustawa wskazuje bowiem wprost, że nie popełnia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego sprawca czynu zabronionego, jeżeli nie można mu przypisać winy w czasie czynu. Jednak może zdarzyć się także odpowiedzialność za czyn popełniony nieumyślnie, jeżeli kodeks tak stanowi (np. niedopełnienie obowiązku nadzoru z art. 84 Kks).

Czyn zabroniony popełniony jest umyślnie, jeżeli sprawca ma zamiar jego popełnienia, czyli chce go popełnić albo przewidując możliwość jego popełnienia, godzi się na to. Czyn zabroniony popełniony jest nieumyślnie, jeżeli sprawca nie mając zamiaru jego popełnienia, popełnia go jednak na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że możliwość popełnienia tego czynu przewidywał albo mógł przewidzieć.


Tam gdzie jest błąd, nie ma umyślności

Prawo karne skarbowe przewiduje jednak wyłączenie przypisania umyślności, gdy sprawca czynu zabronionego pozostawał w błędzie co do okoliczności stanowiącej jego znamię. Chodzi tu o błąd zarówno co do faktu, jak i co do prawa, aczkolwiek w przypadku prawa karnego skarbowego oba te obszary są dość ściśle powiązane. Wynika to z faktu, że do właściwego zachowania potrzebana jest wiedza i znajomość przepisów podatkowych, które nakładają określone obowiązki i zakazy. Nieświadomość przepisów prawa podatkowego wyłącza więc umyślność i błąd taki nie wymaga usprawiedliwenia (nieświadomość norm karnych wyłącza winę, jednak tylko wtedy, gdy jest ona usprawiedliwina). Trzeba jednak pamiętać, że osoba, która powołuje się na taką okoliczność wyłączającą jej odpowiedzialność musi zmierzyć się z jej udowodnieniem, co jest w praktyce bardzo trudne. Pomocne może być w tym orzecznictwo, które zwraca uwagę, że przyczyną nieświadomości może być niski stopień jasności przepisu. Ważne jest w tym kontekście orzeczenie NSA, w którym sąd wskazał, że nie można podatnikom czynić zarzutu naruszenia przepisów, z których interpretacją mają trudności same organy podatkowe (wyr. NSA z 6.3.1996 r., SA/Kk 95/95, niepubl., Gdańsk, przywołany za: L. Wilk, J. Zagrodnik, Kodeks karny skarbowy, Komentarz, Warszawa 2007).

W sytuacji więc otrzymania wezwania w sprawie karnej skarbowej warto się najpierw dobrze przygotować, przeglądając orzeczenia sądów w podobnych sprawach.

Katarzyna Rola-Stężycka
Tax Care
http://finanse.wp.pl/kat,1033757,title, ... omosc.html
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 22 wrz 2013, 10:16

http://finanse.wp.pl/kat,1033719,title, ... omosc.html

Zamiast dziecka milion złotych emerytury 2013-09-18 (15:33)

Dzieci całkowicie się nie opłacają. Zamiast płacić na potomków, pieniądze te lepiej zainwestować. Wtedy nikt nie będzie martwił się emeryturą z ZUS. Ale taki mechanizm działa jedynie w skali mikro.

- Nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury. Staram się zabezpieczyć na przyszłość i oszczędzając, i przez dobre relacje z moimi dziećmi. To pewniejsze niż państwowa emerytura - stwierdził w ubiegłym roku ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak.

Podobne poglądy głosi dziś - zwłaszcza po zapowiedziach zmian w OFE - wielu ekonomistów. WP.PL postanowiła sprawdzić, czy dzieci rzeczywiście tak bardzo się nam opłacają.

Według naszych wyliczeń, gdyby rodzice czwórki dzieci pieniądze, które przeznaczą na ich wikt i opierunek, przeznaczyliby na swoją emeryturę, to na starość mieliby ok. 2,4 mln zł. Dzięki temu - przy założeniu, że średnio dożyją osiemdziesiątki - mogliby liczyć na dodatkowe... 15 379 zł miesięcznie (7689,5 na głowę).
Gdyby rodzice trójki dzieci - zamiast łożyć na ich wychowanie - oszczędzali na starość, to mieliby ponad standardową państwową emeryturę 12 440 zł, dwójki - 9 678 zł. Jeśli zamiast jedynaka wybralibyśmy sumienne oszczędzanie, dostalibyśmy już "tylko" ok. 5500 zł. Jak widać, to emerytury wręcz abstrakcyjne.

Jak to wyliczyliśmy? Uznaliśmy, że sumy, jakie przez 20 lat wydajemy na ubranie, kształcenie, i wyżywienie dzieci, równie dobrze singiel czy bezdzietne małżeństwo mogliby wpłacić do funduszu ze średnią stopą zwrotu 5,55 proc. (to średnia stopa zwrotu OFE za ostatnie trzy lata). Statystyczny Polak pierwsze dziecko ma przed trzydziestką, więc do wieku emerytalnego (w przyszłości będzie to 67. lat) będzie musiał czekać 40 lat. Dlatego do 20 lat odkładanego co miesiąc kapitału, dodaliśmy kolejne 20 lat jego akumulacji.

Przy wyliczeniach skorzystaliśmy z danych Centrum im. Adama Smitha, które cyklicznie sprawdza, ile kosztuje wychowanie dziecka. Z najnowszych danych wynika, że utrzymanie jednego potomka do 20. roku życia kosztuje średnio 176 tys. zł. Przy dwójce dzieci kwota ta wzrasta do 317 tys. zł. Przy trójce jest to ok. 412 tys. zł, a przy czwórce 528 tys. zł. Dodatkowo założyliśmy, że nasze dzieci rodzą się co 2 lata.

Dzięki temu wyliczyliśmy, że rodzice jedynaka odłożą w sumie ok. 864 tys. zł. Ci z dwójką dzieci - 1,51 mln zł, trójki - 1,94 mln zł, a czwórki aż 2,4 mln zł. Ale nie oznacza to, że natychmiast powinniśmy przestać rodzić dzieci.

- To kwoty imponujące. Pamiętajmy jednak, że trzeba je opodatkować najprawdopodobniej podatkiem od zysków kapitałowych. Dochodzi inflacja. Kwoty w rzeczywistości byłyby więc mniej warte niż obecnie - tłumaczy Michał Banach, ekspert od oszczędzania w BGŻ Optima.



Jeśli te pieniądze zainwestujemy w dzieci, wówczas inflacja być może ich nie zje. Na tej podstawie działa przecież ZUS: pieniądze odkładane przez obecnie pracujących idą na świadczenia obecnych emerytów. Problem pojawia się, gdy zaczyna brakować dzieci. I to nawet wtedy, gdy mamy już 2,4 mln zł na koncie.

- Człowiek na emeryturze nie musi mieć świadectwa posiadania papierów wartościowych. Będzie chciał natomiast aspirynę, pielęgniarkę i owsiankę. Ktoś musi ponieść koszty wychowania i wyedukowania tej pielęgniarki. Muszą też być ludzie, którzy wyprodukują owsiankę i aspirynę. Jeśli ich nie będzie, to wszystkie nasze fundusze w diabły pójdą. Nie było w historii świata wzrostu gospodarczego bez tzw. efektu kołyski - mówi Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. - Jak dobrze wychowamy nasze dziecko, to mamy większe szanse na to, że to ono przyniesie nam na starość kaczkę do łóżka. Na prezesa ZUS czy OFE raczej bym nie liczył - dodaje ekspert.

Milion złotych na emeryturę zamiast dziecka może się więc udać w skali mikro. Szkoda tylko, że Polacy ani nie oszczędzają na starość, ani nie płodzą dzieci. Z najnowszych danych wynika, że średnia dzietność to obecnie 1,3. Tymczasem - aby utrzymać obecną liczbę Polaków - ten wskaźnik powinien wynosić co najmniej 2.

Dlatego zdaniem Roberta Gwiazdowskiego, aby przekonać kobiety do rodzenia dzieci, powinny istnieć zachęty ze strony państwa na przykład w formie możliwości wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. Inne głosy mówią na przykład o podwyższonej emeryturze z ZUS - zarówno dla ojca, jak i matki z rodzin wielodzietnych.

Politykę prorodzinną zaczął wreszcie dostrzegać rząd, który obok becikowego oferuje także coraz tańsze żłobki i przedszkola. Również prezydent Komorowski pracuje nad kartą dużej rodziny, dzięki której mający więcej niż dwójkę dzieci będą mogli liczyć na zniżki, np. na kolei.

- Zaczynamy rozumieć, że podstawą bogactwa narodu jest jego praca. Nie obligacje, akcje i inne papiery, ale właśnie praca. Midas wszystko zamieniał w złoto, ale nie skończyło się to dla niego dobrze - stwierdza Robert Gwiazdowski.

Zamiast więc zbierać wirtualne pieniądze w OFE czy w ZUS, lepiej zacząć pracować nad własną rodziną. Bez dzieci nawet z 2,4 mln zł na koncie nasza starość nie będzie miła.
Załączniki
dsa342r32fq23.jpeg
dsa342r32fq23.jpeg (175.16 KiB) Przejrzano 24412 razy
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 23 wrz 2013, 12:06

http://finanse.wp.pl/kat,1033689,title, ... omosc.html
Jak grzać, to tylko węglem. Taniej nie będzie 2013-09-20 (15:33)

Jak ogrzewać dom, to tylko węglem. Choćbyśmy narzekali na to, że truje środowisko, to nie ma tańszego sposobu na to, by zimą było nam ciepło - wynika z porównania kosztów ogrzewania Wirtualnej Polski.

Oszczędność na paleniu węglem (dokładniej jednym z jego rodzajów - ekogroszkiem) to względem innych metod co najmniej tysiąc złotych rocznie. Jeśli wybralibyśmy najdroższy sposób, czyli ogrzewanie energią elektryczną, zapłacimy ponad 6300 zł więcej. Ponieważ koszty amortyzacji instalacji przyjęliśmy na 20 lat, oznacza to, że opalając dom węglem, zaoszczędzimy w sumie 126 tys. zł. Wystarczy, aby do garażu wstawić nowiuteńkiego mercedesa.

W naszym rankingu drugie miejsce zajął pelet. Koszt ogrzewania sprasowanym drewnem to 3605 zł. Nieco droższe jest ciepło z sieci. Roczny rachunek razem z amortyzacją to ok. 3628 zł. Poza podium jest gaz ziemny. Ogrzewanie nim domu to około 4700 zł.

Po gazie ziemnym jest już przepaść. Kolejne sposoby na zapewnienie tego, abyśmy w zimie nie zmarzli, są dużo, dużo droższe. Olej opałowy kosztować będzie ok. 6800 zł, a gaz LPG niecałe 8600 zł. Najdroższa, jak już wspomnieliśmy, jest energia elektryczna. Rachunek z elektrowni to razem z amortyzacją niemal 9000 zł.

Jak to policzyliśmy? Koszty ogrzewania wyliczyliśmy dla średniej wielkości domu o powierzchni 140 metrów kwadratowych. Przyjęliśmy, że nie jest to dom pasywny, ale też nie jest to stare i nieocieplone budownictwo. Jego zapotrzebowanie energetyczne to 120 kWh na metr kwadratowy rocznie.

Na tej podstawie obliczaliśmy, ile potrzeba danego surowca do ogrzania naszego domu. Do wyliczeń gazu, energii elektrycznej, gazu LPG oraz ciepła z sieci braliśmy nie tylko koszty samego zakupu energii, ale także różnego rodzaju opłat: abonamentów, opłaty sieciowe czy dystrybucyjnej. Podobnie w przypadku węgla czy oleju opałowego dopytywaliśmy w skupach nie tylko o koszt surowca, ale także o cenę za dostawę.



Oprócz ustalenia cen zakupu energii sprawdziliśmy, ile kosztują kotły. To ważne, bo w zależności od ceny tego urządzenia, trzeba przyjąć, jaką ostatecznie uda się nam uzyskać sprawność systemu grzewczego. Najtańszy kocioł odzyska z węgla jedynie 70 proc. jego kaloryczności, najlepszy aż 90 proc.

Nasze wyliczenia należy oczywiście traktować jako szacunki. Koszty są obliczone tak, aby móc ogrzać średniej wielkości dom i zapewnić pokojową temperaturę przez statystyczną zimę. Jeśli przyjdą mrozy, to logiczne, że rachunek będzie wyższy. Trzeba też pamiętać, że jedni chcą mieć w domu 18 stopni Celsjusza, inni wolą mieć 24.

Jedno się nie zmieni. Polskie czarne złoto, czyli węgiel bezapelacyjnie jest i długo jeszcze pozostanie najtańszym sposobem ogrzewania. Żeby mógł z nim konkurować na przykład gaz, Rosjanie musieliby go przecenić o kilkadziesiąt procent. Inna sprawa, że najtańszy sposób ogrzewania jest jednocześnie najbardziej uciążliwym. Nawet gdy kupimy kocioł z podajnikiem, to ktoś do niego kilkadziesiąt kilogramów węgla raz na tydzień wrzucić musi.

Poza tym w domu musimy wygospodarować specjalne pomieszczenie do magazynowania ekogroszku. Kłopot z brudem tylko częściowo można rozwiązać kupując droższy węgiel w workach. W naszych wyliczeniach posłużyliśmy się ceną za ekogroszek sprzedawany luzem. Podobne problemy są z peletem. Nie brudzi jak węgiel, ale jednak trzeba go magazynować i wrzucić do podajnika.

Stosunkowo wysoko w naszym zestawieniu jest ciepło z sieci. Choć jest ono stosunkowo tanie i mało kłopotliwe, to jednak nie wszędzie uda się z niego skorzystać. Ciepłownia przyłączy nas do sieci, tylko jeśli nasz dom jest blisko jej węzła. Trzeba też pamiętać, że wszystkie metody ogrzewania obliczyliśmy dla cen warszawskich, a akurat według Urzędu Regulacji Energetyki ceny ciepła z sieci od stołecznej Dalkii (dawny SPEC) są jednymi z najniższych w Polsce. W innych miastach mogą być wyższe nawet o 20-25 proc.

Inna sprawa, że najczęściej nasze ciepłownie, czy tego chcemy czy nie, opalane są węglem. Może więc zamiast marzyć o łupkach, powinniśmy się cieszyć z naszego czarnego złota?

W zestawieniu nie uwzględniliśmy drewna ze względu na brak możliwości porównania. Każdy rodzaj drewna(dąb, sosna, brzoza, świerk, olcha) ma inne właściwości energetyczne. Na dodatek wielkie znaczenia ma to jak drewno jest wysuszone. Diametralnie różnią się też ceny drewna w różnych regionach Polski
(WP.PL)
Załączniki
afearbcbae.jpeg
afearbcbae.jpeg (60.08 KiB) Przejrzano 24402 razy
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 07 paź 2013, 13:12

Komornik przy asyście policji zabrała
ogórki kiszone i grzyby. Krajowa Rada
Komornicza: Pierwszy raz się z czymś
takim spotykamy
Wojciech Grejciun 2013-10-07, ostatnia aktualizacja 2013-10-07 11:27:54
Komornik zastała panią Katarzynę wychodzącą z domu, ze słojem malin w rękach. Nie pomogły tłumaczenia, że
dług jest nie jej, że od ośmiu lat ma rozdzielność majątkową z mężem. Kobieta straciła przetwory, które
przygotowywała na zimę, z myślą o 8-letnim dziecku. Komornik sprawy nie komentuje. Za to Krajowa Rada
Komornicza zachodzi w głowę, jak to mogło się stać. - Też się zastanawiam, na jakiej zasadzie komornik
wyceniła przetwory - przyznaje rzecznik rady.
Łuskowo. Mała wieś w Zachodniopomorskiem, rzut beretem od Wolina. W środowy poranek pani Katarzyna
wychodziła z domu ze słojem malin zasypanych cukrem. Na posesji wpadła na kobietę i mężczyznę. Ci zadali jej
pytanie: "Kim jest?". - Weszli na teren prywatny i pytają, kim ja jestem? Coś tu jest nie tak - opowiada jeszcze
roztrzęsiona.
"Nie mam żadnych długów. Zostałam okradziona"
Komornik pojawiła się w Łuskowie nie bez przyczyny. Szybko się okazało się, że chodzi o dług męża. Pani Katarzyna
przekonuje, że nie wie, ani o jaką kwotę chodzi, ani komu winny jest mąż, który tylko od czasu do czasu z nią
pomieszkuje. Feralnej środy nie było go w domu. - Tłumaczyłam, że jestem sama. Ale pani komornik zdążyła wejść do
przedsionka domu, gdzie przechowywałam przetwory. Próbowałam panią komornik grzecznie wyprosić.
Bezskutecznie - opowiada pani Katarzyna.
Wtedy kobieta odszukała umowę, którą podpisała z mężem osiem lat temu. - To poświadczenie rozdzielności
majątkowej. Pani komornik wzięła dokument do ręki i stwierdziła, że i tak przystępuje do czynności komorniczych. I
zaczęła zabierać mi przetwory do samochodu - mówi.
Z wyliczeń pani Katarzyny wynika, że komornik zarekwirowała 58 słoików syropu malinowego, 22 z przecierem
pomidorowym, 27 z ogórkami kiszonymi, 6 z miodem i 13 z grzybami marynowanymi. - To były przetwory głównie z
myślą o moim 8-letnim dziecku. Jest alergikiem i nie wszystko może jeść. Dlatego robię przecier i ogórki na zupy.
Maliny, które hoduje w ogródku, są potem świetne na przeziębienie - opowiada.
Zajęciu przetworów towarzyszyły duże emocje. W końcu na miejsce wezwano radiowóz. - Pani komornik stwierdziła, że
została przeze mnie napadnięta. Kiedy przyjechała policja, zaczęłam się żalić, że nie mam żadnych długów i jestem
okradana - relacjonuje pani Katarzyna, która początkowo chciała zgłosić kradzież. Policja zaprosiła ją w tym celu na
komendę. Ale ostatecznie kobieta nie pojechała.
Ile warte są przetwory?
Czy komornik w ogóle może zająć przetwory? Egzekwując należności wierzyciela, musi działać w granicach
określonych prawem oraz wyrokiem sądu. Wachlarz przedmiotów, które może zająć, jest bardzo duży, ale są też
rzeczy, których zabrać nie można. Chodzi m.in. o "zapasy żywności i opału niezbędne na okres jednego miesiąca; a
także o przedmioty codziennego użytku, które mogą być sprzedane tylko znacznie poniżej ich wartości, a dla dłużnika
mają znaczną wartość użytkową". Czy do takich zaliczają się przetwory?
Na pewno wiadomo, że w przypadku grzybów marynowanych, późniejsza ich sprzedaż przez komornika nie byłaby
możliwa. Ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia zobowiązuje do posiadania na grzyby atestu, wydanego przez
osobę, która ma uprawnienia klasyfikatora grzybów. Do tego sama sprzedaż - według rozporządzenia ministra
zdrowia - powinna mieć miejsce wyłącznie na targowiskach i w placówkach handlowych.
"Zastanawiam się, na jakiej zasadzie pani komornik je wyceniła"
Zadzwoniliśmy do kancelarii Katarzyny Chudy, by spytać, dlaczego zarekwirowała przetwory. - Pyta mnie pan w
charakterze organu egzekucyjnego, który prowadzi egzekucję, czy w charakterze rzecznika? - usłyszeliśmy. Okazało
się, że Katarzyna Chudy jest też rzecznikiem Rady Komorniczej w Szczecinie. Nie chciała jednak rozmawiać, ani jako
komornik, ani jako rzecznik. - Niestety, nie mogę udzielić informacji jako komornik. Muszę pana odesłać do rzecznika.
Natomiast z racji nałożenia się tych obowiązków muszę odesłać do rzecznika Krajowej Rady Komorniczej. W swojej
sprawie nie mogę się wypowiadać, byłoby to nieetyczne - dodała.
Robert Damski, rzecznik Krajowej Rady Sądowniczej, nie znając jeszcze szczegółów sprawy próbował tłumaczyć
koleżankę. - Komornik działa na zlecenie wierzyciela. Jeżeli wierzyciel był na miejscu, może to ten pan, i zawnioskował
wyraźnie zajęcie tych przetworów, to komornik jest między młotem a kowadłem, bo dokonać zajęcia musi. Jeśli sąd
po złożeniu skargi nakaże oddać przedmioty, to wierzyciel ponosi koszty - mówił.
Damski po sprawdzeniu historii już nie bronił pani komornik. W całej sprawie wierzycielem nie była prywatna osoba
ani firma, tylko skarb państwa. - Chodziło o grzywnę albo koszty procesu - przyznaje Damski. Jak to możliwe, że
zabrano właśnie przetwory? - Też się zastanawiam, na jakiej zasadzie pani komornik je wyceniła. Będzie ciężko
uznać, że te rzeczy będą się nadawały do wylicytowania. Wystawienie tego na sprzedaż nie byłoby najwłaściwsze. Ale
pewnie chodziło o efekt psychologiczny, by pokazać, że dłużnik musi swój dług uregulować - zastanawia się Damski.
"Nie słyszałem o komorniku, który zajmuje przetwory"
Damski był wyraźnie zdziwiony całą historią. - Te działania pani komornik można określić jako nieszablonowe. I
rozumiem negatywne emocje tej pani, która straciła przetwory. Powinna jak najszybciej domagać się wyłączenia ich z
zajęcia komorniczego. Pismo składa się do sądu. Jest proste - przekonuje Damski.
Czy innym komornikom zdarza się zajmować przetwory dłużnika? - Nie słyszałem o czymś takim. Jeśli dana rzecz nie
ma wartości materialnej, to nie można jej zająć - przyznaje Damski.07.10.2013 Komornik przy asyście policji zabrała ogórki kiszone i grzyby. Krajowa Rada Komornicza: Pierwszy raz sięz czymś takim spotykamy

I dlaczego zajęto rzeczy, pomimo okazania dokumentu rozdzielności majątkowej? - Komornik nie ma prawa badać
własności, tylko fakt władania taką rzeczą. W tym wypadku stwierdził, że dłużnik taką rzeczą może władać. Ale
rzeczywiście niedogodność wynika z tego, że się mieszka pod jednym dachem z dłużnikiem.
Damski dodaje, że rada będzie całą sprawę jeszcze wyjaśniać.
- Poproszę o pomoc w sprawie adwokata. Nie chce już tych przetworów. Pewnie były źle przechowywane i już do
niczego nie będą się nadawać - mówi pani Katarzyna.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... ne.html#MT
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 28 paź 2013, 12:14

To absurd, jakich mało. Wykorzystując lukę w przepisach, komornik pozbawił czytelniczkę środków do życia. Pani Ilona, samotna matka, ma etat w sieciowym markecie. Pensja na rękę - 2,4 tys. zł. Kilka lat temu pani Ilona rozeszła się z partnerem, ale nie z 30 tys. kredytu, który wspólnie zaciągnęli.
Była przekonana, że partner spłaci kredyt. Ale rok temu do jej drzwi zapukał komornik. I zajął połowę pensji, czyli 1,2 tys. zł. Zgodnie z prawem dłużnikowi zatrudnionemu na etacie komornik może zabrać połowę wynagrodzenia. Musi zostawić 1180 zł (minimalne wynagrodzenie), by spłacający dług miał z czego żyć.

Od roku pracodawca wypłacał pani Ilonie 1,2 tys. zł i komornikowi drugą połowę. Ale w sierpniu pani Ilona zauważyła, że na jej koncie nie ma ani grosza. Pieniądze ściągnął komornik. Uznał, że jeśli wynagrodzenie za pracę wpływa na rachunek bankowy, to przestaje być wynagrodzeniem. Staje się zwykłą wpłatą, którą komornik może zabrać. Dlaczego sięgnął po pieniądze dopiero po roku? Bo tu obowiązuje jeszcze jedna zasada. Środki na rachunku są wolne od zajęcia do wysokości trzykrotnego średniego wynagrodzenia, czyli aktualnie do blisko 11,5 tys. zł. Bank sumuje kolejne wypłaty z rachunku. I jeśli uzbiera się ich 11,5 tys. zł, to wszystko, co zostaje na rachunku (a także wszystkie przyszłe wpłaty na konto), automatycznie płynie do komornika.

Zgodnie z jednym przepisem, ale wbrew innemu

Właśnie tak było w przypadku pani Ilony. Przez niespełna rok pół pensji szło na konto, a kiedy z wypłat uzbierało się 11,5 tys. zł, bank zablokował rachunek. Zgodnie z jednym przepisem, ale wbrew innemu.

Czy da się z tym coś zrobić? Rzecznik praw obywatelskich potwierdził, że też ma takie sygnały. Interweniował nawet w tej sprawie u ministra sprawiedliwości.

Udałem się więc do ministra. Jego urzędnicy napisali, że przygotowują zmianę prawa bankowego, która nakaże bezwzględną ochronę przed komornikiem równowartości minimalnego wynagrodzenia.

Ale to pieśń przyszłości. Co może dziś zrobić pani Ilona i inni będący w podobnej sytuacji?

Najprostsze rozwiązanie: zamknąć rachunek i poprosić szefa, żeby pensję wypłacał w gotówce. Nie zawsze to jest możliwe, bo część dużych firm nie prowadzi już w ogóle obsługi kasowej. Renata Robaszewska, prawnik z kancelarii Robaszewska & Płoszka, która zgodziła się bronić panią Ilonę przed komornikiem, przyznaje, że sam tytuł przelewu i jego regularność nie muszą przekonać komornika, że na rachunku jest wynagrodzenie z umowy o pracę chronione przed zajęciem. Robaszewska wystąpiła więc do komornika o "zwolnienie rachunku z zajęcia". Jeśli komornik odmówi, to czytelniczka może jeszcze złożyć skargę w sądzie. I jest szansa, że sąd stanie po jej stronie.
Read more: http://wyborcza.biz/pieniadzeekstra/1,1 ... z2j0wnmaXx
silentlex
Posty: 702
Rejestracja: 23 cze 2011, 18:35

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: silentlex » 29 lis 2013, 11:44

http://wyborcza.biz/pieniadzeekstra/1,1 ... #BoxBizTxt
Tajemnice abonamentu RTV. Kto płaci, kto ucieka?
Awatar użytkownika
Palestra
Posty: 524
Rejestracja: 27 lis 2010, 19:12

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: Palestra » 28 paź 2014, 00:03

Moder dalej zapodaj linka a nie czaisz się jak woźna na palaczy w kiblu...:)
"Czyż każdy zacny i poważny człowiek nie wyzna, że wiele nie wie i że ciągle powinien się uczyć?" Cyceron
gasTrom21
Posty: 1
Rejestracja: 30 lis 2014, 14:56

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: gasTrom21 » 01 gru 2014, 10:02

dzieki za linki
robertkmail2
Posty: 8
Rejestracja: 04 mar 2014, 11:26

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: robertkmail2 » 14 lut 2015, 13:01

Dłużnik i przepisy pełne absurdów
Małgorzata Kolińska- Dąbrowska 10.02.2015 , aktualizacja: 10.02.2015 16:30 A A A Drukuj
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska (AGATA JAKUBOWSKA)
Przepisy kodeksu postępowania cywilnego są pełne absurdów, które powodują, że dłużnik - a przede wszystkim tak zwana "osoba trzecia" - ma ograniczone prawa do ochrony swojej własności w postępowaniach egzekucyjnych tam, gdzie zajmowane są ruchomości.
Artykuł otwarty
Od momentu, kiedy ujawniłam metodę działania łódzkiej kancelarii komorniczej Jarosława Kluczkowskiego, siedzę w kodeksie postępowania cywilnego i próbuję zrozumieć logikę zawartych tam przepisów. Chodzi mi o cały system egzekucji. I widać mam rozumek Kubusia Puchatka, bo niewiele rozumiem i co chwilę czemuś się dziwię.

Wątpliwość pierwsza

Przystępując do zajęcia (np. samochodu czy innego pojazdu), komornik nie jest uprawniony do badania tego, kto jest jego właścicielem. To ma zrobić później sąd. Ma za to prawo oceniać, czy dłużnik miał we władaniu tę rzecz (art. 845 KPC). Do zajęcia przedmiotu wystarczy fakt, że dłużnik nim dysponował. A jak to może wyglądać w praktyce? W 2012 r. Tomasz Strączyński z Będzina (woj. śląskie) odstawił swojego quada do mechanika na przegląd. Nie był dłużnikiem. Ale za to mechanik miał długi. I już wiadomo, jak się to skończyło. Komornik quada zajął. A potem zaczęła się gehenna odzyskiwania własności.

Używałam w dyskusjach z komornikami bardzo podobnego przykładu, tyle że z samochodem, i słyszałam, że przesadzam, bo coś takiego nie może się zdarzyć. Zdarzyło się. Odsyłam do relacji telewizji Polsat. Jaki z tego wniosek? Przepisy uniemożliwiają wstrzymanie zajęcia, choćby wszyscy udowadniali, że zajmowana ruchomość wcale nie należy do dłużnika.

Wątpliwość druga

W kodeksie postępowania cywilnego nigdzie nie jest napisane, że komornik nie może badać prawa własności. Nie napisane jest także, czym jest owo władanie, które ma to weryfikować. Mało tego - w art. 845 par. 2 stoi: "Zająć można ruchomości dłużnika będące bądź w jego władaniu, bądź we władaniu samego wierzyciela, który do nich skierował egzekucję. Ruchomości dłużnika będące we władaniu osoby trzeciej można zająć tylko wówczas, gdy osoba ta zgadza się na ich zajęcie albo przyznaje, że stanowią one własność dłużnika, oraz w wypadkach wskazanych w ustawie". Konia z rzędem, jeśli tu jest napisane, że można zająć własność nienależącą do dłużnika, ale do osoby trzeciej!

Wątpliwość trzecia

Ruchomości należące do niedłużnika zostają zajęte. Żeby je odzyskać, trzeba złożyć pozew przeciwegzekucyjny, by wstrzymać postępowanie i wyłączyć spod zajęcia swoją własność. Ale to kosztuje - 5 proc. wartości zajętych rzeczy. Jeśli jest to wart 20 tys. quad, to nie jest to mała kwota. Oczywiście, można prosić sąd o zwolnienie z jej zapłaty, ale to bardzo wydłuży rozpatrywanie pozwu przeciwegzekucyjnego. Tak się przydarzyło rolnikowi spod Mławy. I dało czas komornikowi na zorganizowanie sprzedaży traktora.

Poza tym trzeba wiedzieć, że składamy pozew, a nie tylko skargę na czynności komornika, bo gdy skarga zostanie odrzucona lub postępowanie zostanie umorzone, nie ma szans na odzyskanie ruchomości.

Wątpliwość czwarta

Przepisy nie pozwalają komornikowi odstąpić od zajęcia. A jeśliby to zrobił wierzyciel, może pozwać go o odszkodowanie, czyli komornik znajduje się między młotem a kowadłem. I tak ktoś go "posprząta". Zazwyczaj woli nie zadzierać z wierzycielem, zgodnie z zasadą "klient nasz pan".

Wątpliwość piąta

Ten, któremu zajęto ruchomości, ma siedem dni na skargę na czynności komornika i 30 dni na napisanie pozwu przeciwegzekucyjnego. Liczone są od dnia, w którym dowiedział się o zajęciu. Ale KPC pozwala komornikowi sprzedać zajęte rzeczy już w osiem dni od zajęcia! Jeśli zrobi to ostatnio "modną" drogą komisową, może to zrobić praktycznie w momencie, gdy skarga lub pozew dopiero dociera na pocztę.

Wątpliwość szósta

Komornik może dokonać sprzedaży nawet wtedy, gdy sąd już wstrzymał jego działanie. Tak było w przypadku właściciela traktora. Dlaczego? Bo przepisy mówią o tym, że komornik musi mieć postanowienie - oryginał, a nie informację (telefoniczną lub mailową), że ono zapadło. W przypadku egzekucji spoza rewiru komorniczego może być spory problem z jego natychmiastowym dostarczeniem.

Podaję jedynie sześć przykładów luk oraz sprzeczności w przepisach i mam nadzieję, że przekonują o tym, iż przepisy egzekucyjne należy znowelizować. Przy okazji wyrzucając z nich możliwość sprzedaży komisowej, bo ta, sprytnie wykorzystana przez komornika, szczególnie godzi w prawo do ochrony własności tych trzecich, niedłużników.


Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,173 ... z3RihcF8N8
robertkmail2
Posty: 8
Rejestracja: 04 mar 2014, 11:26

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: robertkmail2 » 15 lut 2015, 18:16

Rewolucja w dziedziczeniu spadków z długami [PORADNIK]
Piotr Skwirowski 10.02.2015 , aktualizacja: 10.02.2015 13:53 A A A Drukuj


Sejm zgodził się na rządową propozycję zmiany kodeksu cywilnego, dzięki której przyjęcie zadłużonego spadku przez przypadek lub z niewiedzy będzie trudniejsze niż dziś. To rewolucja w polskich zasadach dziedziczenia
Artykuł otwarty
Spadek to nie zawsze bajeczny majątek. Czasami, niestety dość często, to także długi. Mieszkanie z obciążoną hipoteką, upadająca firma, niespłacony kredyt bankowy, prywatna pożyczka od sąsiada... Wszystko to można nieświadomie wziąć na siebie, bo z chwilą śmierci spadkodawcy na jego bliskich przechodzą nie tylko prawa, ale też obowiązki majątkowe.

- Przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy ani z tego, że jego milczeniu może być przypisane znaczenie prawne, ani tym bardziej z tego, że bierne zachowanie może spowodować "nabycie" ujemnych w sensie ekonomicznym wartości. Nie zdaje sobie też sprawy z tego, że negatywnym konsekwencjom, wiążącym się z takim nabyciem, może w bardzo prosty sposób zapobiec, ani z tego, że na takie zapobieżenie ma bardzo niewiele czasu - czytamy w uzasadnieniu rządowego projektu nowelizacji kodeksu cywilnego.

Nowelizacja zmieni zasady dziedziczenia. W piątek przyjął ją Sejm.

Jak przyjąć spadek

Spadkobierca, który chce przyjąć spadek, ma do wyboru:

przyjąć go bez ograniczenia odpowiedzialności za długi (przyjęcie proste),

przyjąć go z ograniczeniem odpowiedzialności (przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza).

Przyjęcie proste. Oznacza przyjęcie spadku bez ograniczenia odpowiedzialności za długi. Spadkobierca odpowiada za nie całym swoim majątkiem. Jeśli decyduje się na przyjęcie proste, nie musi składać żadnych oświadczeń.

Przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza. W ciągu sześciu miesięcy od momentu, gdy spadkobierca dowiedział się o prawie do spadku, musi złożyć w sądzie rejonowym albo u notariusza oświadczenie o przyjęciu spadku z dobrodziejstwem inwentarza. Czyli przejmuje długi, ale tylko do wysokości spadku.

Często po prostu nie wiadomo, czy spadek jest zadłużony czy nie. Przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza jest więc najbezpieczniejsze. W najgorszym razie, jeśli okaże się, że spadek był zadłużony, spadkobierca odda to, co odziedziczył, na pokrycie długów. Nie będzie musiał dopłacać do spadku z własnej kieszeni.

Pułapka na spadkobierców

Dziś przy dziedziczeniu łatwo można wpaść w pułapkę długu. Niezłożenie przez spadkobiercę oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku w terminie sześciu miesięcy jest jednoznaczne z prostym przyjęciem spadku, tj. bez ograniczenia odpowiedzialności za długi. W kłopoty można wpaść z powodu niewiedzy, nieznajomości prawa albo zapomnienia.

Właśnie to ma się zmienić dzięki przepisom, które w piątek przyjął Sejm. Zgodnie z nimi brak oświadczenia spadkobiercy o przyjęciu bądź odrzuceniu spadku będzie równoznaczny z przyjęciem spadku z dobrodziejstwem inwentarza. Zniknie ryzyko przypadkowego przyjęcia długów w spadku.

Jeśli spadkobierca zechce odpowiadać w całości, będzie musiał złożyć oświadczenie o wyborze dziedziczenia bez ograniczenia odpowiedzialności za długi.

W uzasadnieniu dołączonym do nowych przepisów rząd przytacza słowa Sądu Najwyższego: "O ile samo nadanie przez ustawę znaczenia przyjęcia spadku biernemu zachowaniu się spadkobiercy nasuwało się, w świetle założeń polskiego prawa spadkowego, jako rozwiązanie oczywiste, jedynie możliwe, o tyle zrównanie, co do zasady, tego biernego zachowania z przyjęciem bez ograniczenia odpowiedzialności za długi spadkowe, wymagało rozważenia wielu przeciwstawnych racji, i jest decyzją, którą trudno uznać za jedynie możliwą i najwłaściwszą". I jeszcze: "Rozwiązanie to nie da się przy tym przekonywająco uzasadnić niezbędnością dla ochrony interesów wierzycieli spadkodawcy w zakresie założonym przez ustawodawcę, skoro spadkobierca, składając oświadczenie o przyjęciu spadku, może ograniczyć swoją odpowiedzialność za długi spadkowe do wartości ustalonego w inwentarzu stanu czynnego spadku. W rezultacie rozwiązanie to może być oceniane jako stwarzające swoistą,,pułapkę" dla nieświadomych jego działania spadkobierców, skutkiem wpadnięcia w którą będzie nieraz odpowiedzialność za długi spadkowe wielokrotnie przewyższające wartość stanu czynnego spadku".

Sejm o likwidacji pułapki

Jesienią w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu zmieniającego zasady dziedziczenia zadłużonych spadków. - Asumptem do przygotowania regulacji była potrzeba ochrony obywateli przed niekorzystnymi skutkami braku złożenia oświadczenia w przedmiocie przyjęcia bądź odrzucenia spadku. Zgodnie z obowiązującymi przepisami brak złożenia w terminie sześciu miesięcy oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku traktuje się jako proste przyjęcie spadku oznaczające pełną odpowiedzialność za długi spadkowe - tłumaczył wtedy posłom Jerzy Kozdroń, wiceminister sprawiedliwości. - Rozwiązanie to jest krytykowane w doktrynie jako zbyt rygorystyczne - dodał.

- Zgodnie z projektowanym brzmieniem art. 1015 § 2 kodeksu postępowania cywilnego brak oświadczenia spadkobiercy w przedmiocie przyjęcia bądź odrzucenia spadku w terminie sześciu miesięcy od dnia, w którym dowiedział się on o tytule swojego powołania, będzie jednoznaczny z przyjęciem spadku z dobrodziejstwem inwentarza - mówił minister.

- Tak się złożyło, że miałem przez prawie 10 lat okres pracy w sądzie i orzekałem właśnie w sprawach cywilnych na podstawie kodeksu cywilnego z roku 1964, w którym przyjęto zasadę dziedziczenia wprost, zasadę sukcesji uniwersalnej. Wiele osób, które wnosiły swoje sprawy spadkowe do sądu, nie do końca rozumiało, skąd muszą mieć więcej problemów niż tego dobra wynikającego ze spadku. Dzisiaj życie jeszcze bardziej się skomplikowało, jako obywatele zaciągamy więcej różnego rodzaju zobowiązań, jesteśmy aktywni. Ta aktywność spowodowała, że zarówno doktryna, jak i, co jest bardzo ważne, Sąd Najwyższy zaczęli dostrzegać wadliwość tego rozwiązania. Ta propozycja, aby przejść na zasadę, która nie wprowadzi potencjalnych spadkobierców w pułapkę, na zasadę przyjmowania spadku z dobrodziejstwem inwentarza, jest jak najbardziej właściwa - mówił Stanisław Chmielewski, poseł PO.

- Jeżeli przeanalizujemy skargi, które wpływają do biur poselskich, to znaczny odsetek stanowią sprawy dotyczące spadków. Okazuje się, że pod tym względem nieznajomość przepisów, głównie jeżeli chodzi o terminy, dotyczących odrzucenia spadku, a także odpowiedzialności nieograniczonej w razie przyjęcia spadku z inwentarzem powodowała wiele komplikacji. Dlatego to wyjście nie tylko jest w pełni uzasadnione, ale wydaje się, że zmierza w bardzo dobrym kierunku, przede wszystkim w kierunku ochrony interesów przyszłych spadkobierców - wtórował mu Józef Zych, poseł PSL.

Ale nie wszyscy byli zachwyceni. - Obecny stan prawny przewiduje, że w razie braku złożenia oświadczenia spadkobierca przyjmuje spadek wprost, co oznacza, że odpowiada za długi spadkowe całym majątkiem do wysokości zadłużenia spadku. Rozwiązanie takie jest korzystne w szczególności dla wierzycieli, bowiem daje im szerokie możliwości w działaniach zmierzających do egzekwowania należności, i to nie tylko z masy spadku, ale także ponad aktywa spadku z majątku spadkobiercy - mówiła w Sejmie Barbara Bartuś z PiS. - Jednocześnie istnieje możliwość ograniczenia odpowiedzialności spadkobierców poprzez złożenie oświadczenia o odrzuceniu spadku lub przyjęciu z dobrodziejstwem inwentarza, co wyłącza lub ogranicza zakres odpowiedzialności spadkobiercy. Termin na złożenie takiego oświadczenia to sześć miesięcy od dnia, w którym spadkobierca dowiedział się o tytule swojego powołania - dodała.

Jej zdaniem, zmieniając zasady, należy wyważyć interesy spadkobierców oraz wierzycieli. - W uzasadnieniu projektu wskazano na to zagadnienie, ale tak naprawdę w żaden sposób nie rozwinięto, jak miałoby być ono realizowane. Co więcej, treść nowelizacji zaprzecza równowadze tych interesów - mówiła posłanka PiS. - Proponowana zmiana ma prowadzić do tego, że wszystkie spadki będą nabywane z dobrodziejstwem inwentarza. Jest to z pewnością korzystne dla spadkobierców. Wydaje się jednak, że żadnego mechanizmu ochronnego dla wierzycieli nie przewidziano - tłumaczyła. Jej zdaniem to poważny problem.

Ostrzegła posłów przed zbyt pochopnymi decyzjami. Zwróciła uwagę, że projekt ma ledwie miesiąc. - Czy nie zbyt szybko, zbyt pochopnie chcemy wywracać te nasze kodeksy do góry nogami? - pytała.

W ostatni czwartek posłowie jeszcze raz dyskutowali o projekcie. - Należy podkreślić, że to rozwiązanie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społecznym, daje większą gwarancję zachowania praw majątkowych wszystkich uprawnionych - mówił poseł PO Witold Pahl.

Posłanka Barbara Bartuś powtórzyła zarzuty sprzed kilku miesięcy. Jej zdaniem nowe przepisy nie przewidują wystarczającego mechanizmu ochrony wierzycieli.

Nowe przepisy mają wejść w życie pół roku po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. Na razie trafiły do Senatu. - Półroczne vacatio legis ma dać czas wierzycielom, w tym instytucjom finansowym i bankom, na przygotowanie się do zmiany - mówił min. Kozdroń.

Czy spadek można odrzucić

Na podstawie obecnych przepisów zadłużony spadek można odrzucić. Decydując się na taki krok, spadkobierca musi mieć świadomość, że nie odziedziczy po zmarłym długów, ale też i majątku.

Spadkobierca, który chce odrzucić spadek, musi w ciągu sześciu miesięcy od momentu, gdy dowie się o prawie do spadku, złożyć oświadczenie o odrzuceniu spadku w sądzie rejonowym albo u notariusza.

We wniosku spadkobierca wpisuje swoje dane i oświadcza, że odrzuca w całości spadek po osobie zmarłej. Składa dokumenty jak przy wniosku o przejęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza: akt zgonu spadkodawcy, informację o wszystkich spadkobiercach z adresami ich zamieszkania i stopniem pokrewieństwa.

Co z pozostałymi spadkobiercami

Rezygnacja z dziedziczenia oznacza, że udział spadkobiercy przechodzi na jego dzieci. Jeśli nie chcą one dziedziczyć - i spłacać długów - również muszą odrzucić spadek. Jeżeli są małoletnie, dziedziczą z ograniczeniem odpowiedzialności za długi. Sąd opiekuńczy może wtedy zdecydować, czy rodzic będzie mógł w ich imieniu złożyć oświadczenie o odrzuceniu spadku. Długi dziedziczą też inni spadkobiercy ustawowi zgodnie z kolejnością zapisaną w kodeksie cywilnym.

Jeśli spadkobiercą jest osoba niemająca pełnej zdolności do czynności prawnych albo osoba, co do której istnieje podstawa do całkowitego ubezwłasnowolnienia, brak oświadczenia spadkobiercy w terminie jest jednoznaczny z przyjęciem spadku z ograniczeniem odpowiedzialności za długi.

Jeśli jeden ze spadkobierców przyjął spadek z dobrodziejstwem inwentarza, przyjmuje się, że także spadkobiercy, którzy nie złożyli w terminie żadnego oświadczenia, również przyjęli spadek na tej samej zasadzie, czyli z ograniczeniem odpowiedzialności za długi.

Czy można się odwołać

Oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku nie można odwołać. Jeżeli jednak zostało złożone pod wpływem błędu lub groźby albo jeżeli spadkobierca z tych samych przyczyn nie dostarczył oświadczenia na czas, może uchylić się od skutków niedotrzymania terminu. Musi to jednak udowodnić przed sądem. Choćby dowodząc, że inni spadkobiercy zmusili go do tego siłą albo wprowadzili w błąd.

Do długów spadkowych należą też koszty pogrzebu spadkodawcy, koszty postępowania spadkowego, obowiązek zapłaty zachowku oraz wykonania zapisów i poleceń.

Na ostateczną decyzję spadkobierca ma pół roku od dnia, w którym dowiedział się o śmierci spadkodawcy. Oświadczenie o przyjęciu lub odrzuceniu spadku składa w toku postępowania o stwierdzenie nabycia spadku przed sądem lub notariuszem.



Read more: http://wyborcza.biz/finanse/1,125887,17 ... z3RppbHRIG
robertkmail2
Posty: 8
Rejestracja: 04 mar 2014, 11:26

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: robertkmail2 » 05 lis 2015, 17:37

Pompowanie długu dla komornika
Jak dług w wysokości 34 zł stał się długiem 680-złotowym? Ponad 90 proc. należności to pieniądze dla komornika. Takie mamy prawo.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Pani Irena żyje biednie. W ubiegłym roku w firmie pożyczkowej Creamfinance Poland sp. z oo. wzięła 400 zł chwilówki. Gdy straciła pracę, nie mogła jej spłacić. Jej wina. Wierzyciel kilkakrotnie przypominał o spłacie rat i naliczał karne oprocentowanie. W efekcie kwota urosła do 585 zł. W marcu firma skierowała do Sądu Rejonowego w Wołominie pozew o nakaz zapłaty "na kwotę 585 zł z umownymi odsetkami wysokości czterokrotności stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego w stosunku rocznym od 400 zł".

Łącznie z kosztami sądowymi zrobiło się 812 zł. Pani Irena przestraszyła się komornika. W kwietniu dzięki pomocy rodziny przelała pieniądze na konto wierzyciela.

- Sądziłam, że to cała należność z wszelkimi odsetkami, ale w październiku okazało się, że nie dopłaciłam 34 zł odsetek. Dowiedziałam się o tym od komornika. Jak się okazuje, powinnam te odsetki sama sobie wyliczyć na podstawie tej strasznie skomplikowanej reguły o czterokrotności stopy lombardowej.

Ale tego pani Irena nie wiedziała, a w nakazie zapłaty nie ma ani słowa, że wyliczenie odsetek należy do obowiązków dłużnika. Zapłaciła jedynie 812 zł.

Nienaliczone odsetki

I to właśnie z powodu 34 zł odsetek dłużniczka ma dziś kolejne kłopoty. Firma pożyczkowa na podstawie wydanego w marcu nakazu zapłaty, opatrzonego klauzulą wykonalności, skierowała sprawę do komornika.

- Firma działała zgodnie z prawem - mówi dr Jarosław Świeczkowski, prawnik i komornik z Wejherowa. - Z każdym długiem można się zwrócić do komornika. Nawet groszowym.

- Ale nikt mnie nie poinformował, że czegoś nie dopłaciłam. Naprawdę, jeśli zapłaciłam 812 zł, to zapłaciłabym też 846 zł - mówi dłużniczka.

Komornik wszczął egzekucję. Zajął pani Irenie konto. Chciał zająć wynagrodzenie, ale obecnie jest bezrobotna, dostaje tylko zasiłek z urzędu pracy.

- U komornika dowiedziałam się, że tym razem mam łącznie do spłaty 680 zł. Tyle się zrobiło z 34 zł - opowiada zdenerwowana czytelniczka. - To jest prawie tyle samo, ile wynosi zasiłek dla bezrobotnego.

Przeglądam pismo komornika, w którym wyliczył wszystkie należności dłużniczki. Należność główna - 34,05 zł. Odsetek jest 27 gr. Koszty procesowe (nadanie klauzuli wykonalności) - 60 zł. Zaokrąglam kwoty. Koszty prawnika, który wyręcza wierzyciela, to 30 zł. Do tego wydatki ogólne komornika - 68 zł - i wynosząca 231 zł opłata egzekucyjna. Na zakończenie 53 zł VAT-u, który komornicy odprowadzają od 1 października. Razem 680 zł.

- Moje zadłużenie wzrosło dwudziestokrotnie, tylko dlatego że do sprawy wkroczył komornik - mówi pani Irena. - A gdybym przegapiła 5 zł odsetek, też zapłaciłabym tak wysokie koszty i opłaty?

- Niestety tak - odpowiada dr Świeczkowski. - Nawet gdyby to była złotówka. Opłata komornicza na pewno by się nie zmieniła i wydatki komornika też.

Dziś najniższa opłata egzekucyjna wynosi około 160 zł, ale może być wyższa, gdy komornik skieruje egzekucje np. do ruchomości dłużnika.

Dużo, a może być jeszcze więcej

Komornik nie może odmówić wszczęcia nawet niewielkiej egzekucji. Jeśli tylko wierzyciel tego zażąda, można dług wynoszący parę złotych egzekwować z nieruchomości, czyli z wartego tysiące złotych mieszkania, domu, działki. A gdy jeszcze zechce, by komornik szukał majątku dłużnika, to opłaty mogą być wielokrotnie wyższe. Czyli zgodnie z prawem egzekucja 10 zł może kosztować kilka tysięcy? Wszystko w rękach komornika.

- Dlatego trzeba zmienić obowiązujące prawo, szczególnie gdy chodzi o bardzo małe długi. Należy jednoznacznie określić, że opłata za poszukiwanie majątku nie może być wyższa niż 5 proc. zobowiązania. Trzeba też ustalić konkretną kwotę długu - niech to będzie od 100 zł - jaką można zgłosić do komornika w przypadku egzekucji z nieruchomości. A wracając do sprawy pani Ireny - dochodzenie 34 zł przy takich opłatach to brak wyobraźni wierzyciela, który naraża dłużnika na horrendalne koszty egzekucyjne - mówi Świeczkowski.

- A dla mnie to po prostu rozbój - twierdzi pani Irena.

Gdyby czytelniczka przegapiła 5 zł odsetek, też zapłaciłaby tak wysokie opłaty. Najniższa opłata egzekucyjna to ok. 160 zł. Ale może być wyższa.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz




Read more: http://wyborcza.biz/pieniadzeekstra/1,1 ... z3qdU3kaxE
robertkmail2
Posty: 8
Rejestracja: 04 mar 2014, 11:26

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: robertkmail2 » 07 lis 2015, 16:20

Nowe przepisy o komornikach i egzekucji uderzą w największe kancelarie


Nowe przepisy wejdą w życie od jutra. Ich głównym celem jest zlikwidowanie drastycznych różnic w liczbie spraw wpływających do poszczególnych komorników i co za tym idzie poprawienie skuteczności egzekucji komorniczych
Uwolnienie możliwości wyboru komornika miało w założeniu zwiększyć konkurencję między poszczególnymi kancelariami i tym samym podnieść jakoś usług. W myśl przepisów wierzyciel ma prawo wyboru komornika z całego kraju.

"Możliwość ta, niewątpliwie zwiększająca konkurencję między komornikami, doprowadziła jednak do znacznego rozwarstwienia wielkości kancelarii komorniczych przez rozrośnięcie się niektórych z nich i pominięcia komorników sprawnych i skutecznych" - czytamy w uzasadnieniu nowelizacji ustawy.

Jak podaje Krajowa Rada Komornicza, w Polsce działa ponad 1400 komorników wspieranych przez ponad 1200 asesorów. W sumie w ubiegłym roku przeprowadzili oni ponad 5,6 miliona spraw. Dziś średnio każda z 1432 kancelarii działających w Polsce prowadzi około 3 tys. spraw.

Jednak wraz z uwolnieniem możliwości wyboru komornika, pojawiły się kancelarie, do których roczny wpływ sięgał 200 tys. spraw. - Równocześnie pojawił się problem ze skutecznością. Okazało się, że średnie kancelarie są dużo bardziej skuteczne. Ich skuteczność sięga 30 proc. Natomiast skuteczność "mega" kancelarii oscyluje na poziomie 10-11 proc. Ta ustawa ma to zmienić - mówi Krzysztof Przybyłowicz z Krajowej Rady Komorniczej na antenie Polskiego Radia 24.


Źródło: Krajowa Rada Komornicza/Komornik.pl
Stąd pojawiła się potrzeba zmian, które wprowadza uchwalona pod koniec lutego nowelizacja. Od jutra, w myśl nowych przepisów, komornik będzie musiał odmówić przyjęcia kolejnej sprawy jeśli liczba wszystkich, które wpłyną w danym roku przekroczyła 5 tys., a skuteczność egzekucji w jego kancelarii nie przekroczyła 35 proc. liczby spraw. Jeśli jednak jego skuteczność okaże się wyższa, to przepisy pozwolą ma przyjęcie kolejnych, ale i tak nie więcej niż 10 tys. spraw rocznie.

Dzięki temu zniwelują się przepastne różnice między kancelariami komorniczymi, a jak zapewnia szef KRK, to poprawi jakość egzekucji komorniczych i zapobiegnie błędom. Jak zauważa "Rzeczpospolita" limit 5 tys. spraw jest i tak dość wysoki, obecnie przekracza go mniej niż 10 proc. kancelarii, a limit 10 tys. spraw przekracza tylko ok. 3 proc. kancelarii.
http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiado ... 48958.html
robertkmail2
Posty: 8
Rejestracja: 04 mar 2014, 11:26

Re: LINKI ( strony o tematyce prawniczej )

Post autor: robertkmail2 » 05 gru 2015, 13:04

Ważny wyrok. Kara za zerwanie umowy z operatorem komórkowym niezgodna z prawem
To istotny wyrok dla milionów abonentów sieci komórkowych w kraju. Okazuje się, że kary umowne określone w większości umów o świadczenie usług telefonii komórkowej są niezgodne z przepisami. Przekonał się o tym jeden z przedsiębiorców z Wolsztyna. Jakiś czas temu zawarł umowę z operatorem telefonii komórkowej na 17 abonamentów. Dostał telefony komórkowe za „złotówkę”. Po pewnym czasie zorientował się, że inny operator daje mu znacznie korzystniejsze warunki dotyczące usług telefonicznych.
reklama
Zerwał więc umowę z obecnym operatorem, aby przenieść się do nowej sieci. I zaczęły się schody.

- Na podstawie zawartej umowy operator zażądał kar umownych za ich zerwanie od każdego z 17 abonamentów - mówi mecenas Anna Drobek z Zielonej Góry. Zrobiła się z tego ogromna kwota. Przedsiębiorca nie zgodził się z karami i sprawa trafiła do sądu w Warszawie.





Mecenas Drobek dokładnie przyjrzała się umowom na świadczenie usług sieci telefonii komórkowej, której operator zażądał kar umownych od abonenta. Okazało się, że kara finansowa miała być zapłatą za to, że abonent nie utrzymuje już w aktywności swoich kart sim. Taki właśnie obowiązek nakładała na niego umowa. Utrzymanie w aktywności kart sim leży jednak w gestii operatora, a abonent płaci jedynie za świadczone mu usługi telekomunikacyjne. – W umowach doszło więc do obejścia prawa i naliczenia kar umownych pod pozorem naruszenia świadczenia niepieniężnego czyli utrzymania karty sim, co leży tylko w gestii operatora – tłumaczy mecenas Drobek.

Sąd po zapoznaniu się z materiałami oraz umowami przyznał rację przedsiębiorcy z Wolsztyna. Uznał, że w warunkach umów doszło do obejścia prawa pod pozorem nałożenia na abonenta obowiązku utrzymywania w aktywności kart sim. – Obowiązek abonenta sprowadza się jedynie do opłaty za świadczone usługi – tłumaczy adwokat z Zielonej Góry. Kartę sim w aktywności ma utrzymać operator i tylko on ma do tego niezbędne narzędzia. Wyrok jest prawomocny.
Sonda

Czy zapłaciłeś kiedyś karę za zerwanie umowy z operatorem sieci komórkowej?

tak

nie
– Obowiązek utrzymywania w aktywności kart sim znajduje się praktycznie we wszystkich umowach sieci komórkowych w kraju, a jest konstrukcją sztucznie wykreowaną przez operatorów sieci komórkowych tylko po to, aby naliczać kary umowne za zrywanie umów – tłumaczy mecenas Drobek.


Źródło: Bloomberg/x-news
MeasureMeasure
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość